niedziela, 5 czerwca 2016

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział siódmy, część pierwsza.

VII

Nie byli w stanie zasnąć w czasie jazdy. Cry, o dziwo stwierdził, że nie jest zmęczony, Pewds nie mógł się zmusić do zaśnięcia. Jeszcze schodził z niego niedawny stres i adrenalina, co odczuł przez nagły ból kończyn oraz brzucha, który zaczął upominać się o należne mu jedzenie. Poza tym, bał się zamknąć oczy. Odkąd zobaczył ten fałszywy obraz Marzii, jej oblicze nie chciało zniknąć z jego umysłu. Próbował skupić się na wszystkim innym: krajobrazach za oknem, wzorach na tapicerce, zastanawianiu się nad popełnionym morderstwem, grze, którą przyjdzie im przechodzić w następnej kolejności. Myślał o wszystkim, co przyszło mu do głowy, ale im bardziej próbował się na tym skupić, tym wyraźniej widział zapłakaną twarz Marzii i jej słowa: „Już mnie nie kochasz”. Poczucie winy zżerało go od środka, choć próbował usprawiedliwić się przed samym sobą argumentem, że widziana dziewczyna nie była jego ukochaną, tylko podstępkiem mającym zmusić go do pozostania w sierocińcu. Argument ten jednak słabo przyjmował, słysząc z drugiej strony słowa Cry’a – co z tego, że nie była to prawdziwa Marzia; brzmiała i wyglądała jak prawdziwa i żywa, jak najbardziej realna. Co więc sprawiło, że jej nie posłuchał? Czy to jego rozsądek odezwał się w ostatnim momencie, alarmując go o niebezpieczeństwie, czy po prostu jego wartości nie były takie, jak mu się wydawało? Nie lubił tych wszystkich mieszających mu w głowie myśli i pragnął tylko, żeby wszystko mu się wyjaśniło i znów było proste. Nieważne, w jaki sposób i z jakim rezultatem. Chciał po prostu mieć spokój.
Cry nie odzywał się do niego przez całą drogę – usiadł, tak jak poprzednio, na siedzeniu najbliżej okna, jednocześnie jak najbardziej odsuwając się od Pewdie’go. Widać, że wydarzenia sprzed nie tak dawna mocno nim wstrząsnęły i nie był gotowy na jakiekolwiek rozmowy na ten temat. Zacisnął palce na rękawach futrzanego, splamionego stroju, obejmując się rękami i podwijając nogi, jakby miało mu to zapewnić bezpieczeństwo. Przez całą drogę patrzył się beznamiętnie w okno i wydawało się, że całkiem nieźle radzi sobie z emocjami. Pewds jednak znał go zbyt dobrze, żeby nie zauważyć, że jego przyjaciel jest wciąż przerażony i że jego głowa zapełniona jest obrazami martwego człowieka z odciętą głową, a gdzieś w nozdrzach wciąż czuje intensywny zapach krwi pomieszany z stęchlizną dusznego holu. Mógł czytać z niego jak z otwartej księgi, zobaczyć każdą myśl i każde uczucie i to co widział nie zapowiadało szybkiego powrotu Cry’a do normalności. Pewds nawet nie próbował zacząć rozmowy na ten lub jakikolwiek inny temat. Nie chciał spłoszyć bruneta, który i tak był już wystarczająco wstrząśnięty i roztrzęsiony. Zostawił go więc w spokoju, tylko od czasu do czasu spoglądając na niego, upewniając się, że nie ogarnie go nagła panika.
Mężczyźni z ulgą przyjęli zatrzymanie się autobusu i bez zwłoki opuścili pojazd, marząc tylko o tym, by nareszcie nie musieć się niczym przejmować i móc w końcu odpocząć po bardzo ciężkim dniu. Budynek, przed którym się znaleźli, był trzypiętrowym blokiem mieszkalnym, całkiem nowym. Stał on w środku jakiegoś miasta, wyglądającego jednak, jakby było całkowicie wymarłe – poza odjeżdżającym właśnie autobusem po drogach nie poruszały się żadne pojazdy, na ulicach nie widać było ludzi i tylko światła palące się w oknach innych domów wskazywały na to, że prawdopodobnie to miasto jednak jest przez kogoś zamieszkane. Czując się dość nieswojo w otaczającej ich ciszy, gracze weszli do budynku, do safe pointu. W środku natrafili na klatkę schodową, skąd schodami mogli udać się na pierwsze piętro z dwoma mieszkaniami. Chociaż sprawdzali kilkukrotnie, drzwi nawet nie chciały drgnąć, zamknięte na klucz.
- Na pewno jesteśmy w odpowiednim miejscu? – zwątpił Cry, szarpiąc za klamkę.
- Mamy jeszcze dwa piętra, spokojnie. Jeśli tutaj podwiózł nas autobus, to musieliśmy dobrze trafić, wiele opcji nie było – odparł Pewds, kierując swoje kroki na drugie piętro. Ku jego zaskoczeniu, nie znalazł tam jednak schodów na trzecie piętro, chociaż pamiętał, że liczył okna przed wejściem do budynku i na pewno doliczył się trzech poziomów. Na piętrze drugim były tylko jedne drzwi, wykonane z ciemnego drewna. Modląc się, by nie były zamknięte, Pewdie nacisnął klamkę i z ulgą przywitał ciche skrzypnięcie, gdy drzwi bez problemu otworzyły się.
Wszedł do ciemnego pomieszczenia, od razu szukając przełącznika światła na ścianie. Gdy tylko je znalazł, cały pokój zalało jasne, białe światło i mężczyźni mogli zobaczyć mieszkanie, w jakim przyszło im żyć przez następne dwa dni. Po wejściu do środka znaleźli się w przedpokoju, z którego wychodziło się do całkiem dużego salonu, połączonego z jadalnią i kuchnią. Po tej samej stronie co przedpokój znajdowały się drewniane schody do góry, na wyższe piętro. Całe to miejsce było bardzo luksusowe w porównaniu do niewielkich i czasem dość ubogich mieszkań, w jakich przebywali wcześniej, w szczególności jeśli chodzi o dwa ostatnie safe pointy. W salonie mieściła się duża kanapa na przynajmniej trzy osoby i jeden fotel, a przed nimi niski stolik do kawy. Naprzeciw stał telewizor, dość nowy i z szerokim ekranem, a przy ścianie naprzeciw schodów i przedpokoju stała jeszcze całkiem spora komoda. Pokój utrzymany był w ciepłych barwach, z beżowymi ścianami, jasnobrązowym dywanem i meblami wykonanymi z ciemnego drewna. Dalej, za kanapą, znajdowało się przejście do kuchni, także urządzonej dość nowocześnie, z piekarnikiem, lodówką, kuchenką gazową i szafkami pełnymi zastawy stołowej i przyrządów kucharskich. Było to spore pomieszczenie, mieszczące jeszcze stół i krzesła, ustawione po prawej. Pewds obejrzał dokładnie całe niższe piętro, po czym skierował swe kroki po drewnianych schodach w górę, by zobaczyć, co znajdowało się u góry. Tam zastał niewielki korytarz, prowadzący zaledwie do dwóch pokojów. Pierwszy z nich, usytuowany zaraz naprzeciw schodów, okazał się być łazienką, całkowicie wykafelkowaną, z wanną i prysznicem oraz toaletą. W drugim pomieszczeniu znajdowała się sypialnia. Gdy tylko otworzył drzwi, po prawej zauważył niewielki telewizor z podpiętą do niego konsolą niewiadomej marki. Po lewej zaś stał wysoki regał pełen książek, obok niego biurko, a dalej, przy prostopadłej do nich ścianie dwa łóżka z szarymi narzutami. Pokój ten, o fioletowych ścianach i czerwonym, wzorzystym dywanie pokrywającym podłogę, mieścił jeszcze szafę z ubraniami naprzeciw łóżek oraz rozsuwane drzwi na samym końcu, które prowadziły na niewielki balkon. Nie było z niego widać jakichś fascynujących rzeczy; tak właściwie, za blokiem było zupełnie pusto i krajobraz przedstawiał po prostu łąkę i parę drzew majaczących gdzieś w oddali. Rozejrzawszy się po otoczeniu, Pewds zawrócił i zszedł do salonu, gdzie Cry mył właśnie twarz i dłonie przy zlewie w kuchni.
- Łazienka jest u góry, jeśli chciałbyś się odświeżyć – poinformował go, samemu podchodząc do lodówki. – Chcesz zjeść coś konkretnego?
- Nie, zostaw – Cry wytarł twarz w leżącą obok ścierkę i zwrócił się do przyjaciela. – Zajmę się jedzeniem, powinieneś iść do łazienki pierwszy. Wyglądasz koszmarnie.
- Dzięki, właśnie to chciałem usłyszeć – mruknął Pewdie i niechętnie pozwolił Amerykaninowi na otworzenie lodówki i wyciągnięcie produktów. – Jesteś pewien, że nie chcesz się umyć? Też nie wyglądasz najlepiej… Mogę coś w tym czasie przygotować, nie musisz tego robić…
- Wszystko ze mną w porządku, dam radę przygotować kolację – odparł Cry chłodno. – Idź się wykąpać, ugotuję coś i pójdę po jedzeniu, okay?
- Dobra – Pewds uniósł ręce w poddańczym geście i wycofał się z kuchni. – Będę gotowy za jakieś pół godziny.
- W porządku.
Nawet nie próbował pytać, co jest nie tak; posłusznie ruszył na drugie piętro, znajdując w szafie ubrania na zmianę i zabierając je ze sobą do łazienki. Zamknął drzwi dokładnie, ściągnął brudne i przepocone ubrania, wrzucając je do kosza na pranie, po czym wszedł pod prysznic, z zadowoleniem i wręcz ulgą witając ciepły strumień wody padający na jego zmęczoną twarz. Krople spływały po jego czole i policzkach, domywając ostatnie ślady krwi, których nie dostrzegł przy poprzednim myciu twarzy w kałuży, jednak dla niego oczyszczały nie tylko skórę, lecz także umysł i serce. Tak jak Cry’a ścigał prawdopodobnie obraz martwego człowieka, tak jego myśli opętane były przez obraz zapłakanej Marzii oraz spanikowanego Cry’a, także płaczącego. Te dwie sceny zaprzątały jego umysł na zmianę, nie dając mu nawet chwili spokoju. Czuł, że decyzje, które podjął w ciągu ostatnich paru dni nie były do końca jego decyzjami. Czuł się zmanipulowany przez Alice, choć nawet nie do końca wiedział, w jaki sposób mogła ona wpłynąć na jego postrzeganie Cry’a czy Marzii. Każde wytłumaczenie wydawało mu się jednak dobre, byleby tylko nie przyznać, że ten uczuciowy problem, który się pojawił w jego życiu jest winą tylko i wyłącznie jego. Już dostatecznie ciężko żyło mu się ze wspomnieniami swojego związku, które wydawały mu się tak odległe i zamazane, gdy spędzał czas w pobliżu przyjaciela, jakby obecność Cry’a tłumiła wszelkie poczucie winy i wszelkie obrazy, które mógłyby to poczucie winy wywołać. Dopiero gdy Pewds zostawał sam, zmuszony zmierzyć się ze samym sobą oraz swoimi uczuciami, sumienie dawało o sobie znać, a przed oczami znów wyświetlał się kolorowy film opowiadający o wspólnym życiu pewnej pary, uroczej Włoszki i zabawnego Szweda, którzy poznają się, zostają parą i spędzają ze sobą wiele cudnych chwil. Tak bardzo pragnął nie musieć go oglądać lub oglądać go już w nieskończoność, nie myśląc o niczym innym. Tak bardzo chciał podjąć jednoznaczną decyzję: Marzia albo Cry. Jedno albo drugie. Bez kompromisów, bez żadnych łączeń. To albo to. Decyzja jednak nie była taka prosta, a do stracenia miał wiele. Gdyby wybrał Cry’a, straciłby Marzię, z którą przeżył kilka najcudowniejszych lat w życiu. Jeśli wybrałby Marzię, prawdopodobnie i tak musiałby zrezygnować z przyjaźni z brunetem – jak mógłby dalej utrzymywać kontakt myśląc za każdym razem, że mu się podoba, że chyba coś do niego czuje?
Zakręcił wodę dopiero wtedy, gdy zauważył, że opuszki jego palców pomarszczyły się od wody. Niechętnie przerwał gorącą kąpiel i jednocześnie swoje pięć minut samotności, rozsuwając drzwi kabiny i wychodząc na chłodną posadzkę. Dreszcze przeszły mu po ciele, gdy rozgrzana skóra spotkała się z nie tak ciepłym powietrzem. Nie czekając więc zbyt długo, wytarł się dokładnie ręcznikiem i włożył na siebie piżamę znalezioną w szafie. Pozwolił sobie na ostatnie spojrzenie na swe lustrzane odbicie – zmęczonego człowieka z kompletnym mętlikiem w głowie, zanim opuścił łazienkę i ciężkim krokiem zszedł na niższe piętro. W salonie roznosił się teraz słodki zapach jakiejś potrawy, która natychmiast zainteresowała nieco wygłodzonego gracza. Pewdie wszedł do kuchni, wiedziony cudną wonią, spotykając tam Cry’a, pochłoniętego gotowaniem czegoś w rondelku. Wyglądał dość osobliwie, stojąc przy kuchence w futrzanym, zakrwawionym stroju psa. Gdy tylko usłyszał za sobą dźwięk kroków, natychmiast się odwrócił, posyłając blondynowi słaby, przepraszający uśmiech.
- Znalazłem jakieś zupy w puszkach – wyjaśnił, wciąż mieszając bulgoczącą w garnku brunatną ciecz. – Miałem zrobić zwykłe kanapki, ale pomyślałem, że może warto byłoby zjeść jakiś ciepły posiłek… Nie chciało mi się jednak gotować czegoś bardziej skomplikowanego, więc znalazłem najprostszą rzecz do podgrzania… Mam nadzieję, że będzie w miarę okay.
- Na pewno, nie martw się o to – odparł Pewds, odpowiadając uśmiechem, zadowolony z tego, że Amerykanin wpadł na taki pomysł. – Zjem cokolwiek, a jak będzie niedobre, to zwalimy na producenta, w końcu puszkowane żarcie nie zawsze jest wyśmienite.
- Pewnie tak – zgodził się Cry, ponownie skupiając swoją uwagę na kuchence. – Siadaj, za chwilę przyniosę. Jeszcze kilka minut.
Pewdie skinął tylko głową, w ciszy podchodząc do stołu i odsuwając sobie krzesło. Szczerze mówiąc, jedyną rzeczą, o której teraz marzył było rzucenie się na łóżko i zaśnięcie snem spokojnym i nieprzerywanym, na który zdecydowanie sobie zasłużył po tak ciężkim dniu. Z drugiej strony rzeczywiście jego brzuch domagał się kolejnej porcji jedzenia, zwracając uwagę na to, że nie zaserwowano mu niczego w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin. W szaleńczym tempie gry Szwed nawet nie zauważył, że jest głodny, a teraz odczuwał to dosyć boleśnie, gdy żołądek skręcał mu się z głodu. Z ulgą przywitał więc widok Cry’a wchodzącego do pokoju z dwoma talerzami wypełnionymi po brzegi. Zupa wyglądała dość apetycznie, a to wrażenie potęgował słodkawy zapach. Pewds poczekał cierpliwie, aż Cry zasiądzie do stołu, po czym zabrał się za jedzenie. Danie było gorące, więc musiał jeść ostrożnie, ale chyba właśnie tego było mu potrzeba – gdy tylko poczuł rozlewające się w piersi ciepło od razu zrobiło mu się przyjemniej. Smak też był w porządku; z tego, co mówił mu Cry, zupa była zrobiona z jakichś warzyw i grzybów, co tłumaczyło w sumie słodki posmak. Zanim gracze zdążyli się zorientować, talerze nagle opustoszały, zawartością zapełniając jednak ich żołądki.
- Dzięki, myślałem, że skonam z głodu – Pewds próbował jeszcze nabrać resztkę zupy na łyżkę, nie chcąc zmarnować niczego. – Świetnie, że pomyślałeś o czymś ciepłym, naprawdę poprawiło mi to nastrój. A teraz idź się w końcu myć, bo wyglądasz przerażająco, w krwi ci nie do twarzy.
Cry zaśmiał się cicho i krótko, słysząc te słowa i przetarł zmęczoną twarz wierzchem dłoni. Gdy podniósł głowę, zwracając się w stronę przyjaciela, na jego ustach wciąż widniał delikatny uśmiech.
- Nie ma za co – odparł, wstając powoli od stołu i zabierając talerze. – I tak, mamo, już idę się wykąpać, włosy też umyję sam. Poczytasz mi bajki na dobranoc?
- Wygadany się nagle stałeś – odparł Pewds, jednak słysząc docinki ze strony bruneta zrobiło mu się lżej na sercu. Tak bardzo martwił się o jego stan, widząc jak balansuje niebezpiecznie na skraju załamania nerwowego, że każdy najmniejszy przejaw normalności przyjmował z ulgą, widząc, że Cry próbuje się po tym pozbierać. – Po prostu idź spać, okay? Kilka dobrych godzin snu należy ci się bardziej niż mnie. Masz wypocząć, rozumiemy się?
- Tak. Tak, już idę – tym razem w jego głosie nie było ni krztyny złośliwości, tylko czysta wdzięczność. – Dzięki.
- Nie mam pojęcia za co. Idź już.
Przez chwilę patrzeli się na siebie, jakby chcieli coś powiedzieć, coś dodać. W końcu jednak Cry pokręcił głową, westchnął i wolnym krokiem powlókł się na piętro, by nareszcie pójść za radą drugiego gracza i doprowadzić się do porządku. Pewds natomiast udał się do kuchni, gdzie pomył naczynia po kolacji. W końcu wyglądało na to, że on i Cry są w całkiem dobrej, stabilnej relacji. Co prawda, przez parę ostatnich dni było trochę dramy, ale skoro byli w stanie tak swobodnie ze sobą żartować, to chyba oznaczało to, że wszystko już jest w porządku…? Pewdie naprawdę starał się nie robić nic ze swojej strony, by zbliżyć się do bruneta bardziej, niż byłoby to wskazane, ale mimo wszystko ciężko było mu tak funkcjonować. Ciężko było mu nie myśleć o tym, że ma idealną szansę na pocałowanie go; o tym, jak uroczy jest jego chichot, kiedy Pewdie’mu udaje się go czymś rozśmieszyć; jak bardzo chciał mu powiedzieć, że ma wobec niego jakieś uczucia. Nie mógł jednak zapomnieć też o Marzii, co bardzo komplikowało całą tą sprawę. Gdyby był teraz w prawdziwym świecie, może łatwiej byłoby mu podjąć taką decyzję, mając Marzię u swego boku? Być może żadnej decyzji nawet by nie było, gdyby okazało się, że cały ten problem zrodził się przez tą dziwną grę, którą zmuszeni są teraz przejść… Pewds nie miał pojęcia co jest prawdą. Wiedział za to, że jest zakochany w przyjacielu. I to była jedyna rzecz, którą wiedział w chwili obecnej. Z tą myślą skończył zmywać i wgramolił się po schodach na piętro, kierując swe kroki do pokoju. Przechodząc korytarzem usłyszał szum wody dobiegający zza drzwi łazienki - Cry najwidoczniej spełnił obietnicę kąpieli, doprowadzając się do porządku. Kto jak kto, ale on akurat bardzo tego potrzebował. Całe to wydarzenie w sierocińcu najbardziej wstrząsnęło właśnie nim. Ciepły prysznic i sen były dokładnie tym, czego mu było trzeba, więc gdy Pewds mógł zobaczyć, że jego przyjaciel o siebie dba, od razu poczuł się lepiej. Uśmiechnął się lekko, otwierając drzwi sypialni i wchodząc do środka. Włączył światło i bez żadnych ceremonii rzucił się na łóżko, zatapiając twarz w miękkiej poduszce i oddychając głęboko. Miał dość. Miał dość tej gry, dość Cry'a i dość samego siebie. Nie chciał myśleć o niczym, chciał wrócić do domu i nareszcie móc odpocząć. Ile jeszcze będzie musiał tu siedzieć? Być może była to jakaś forma kary za grzechy lub coś? Nie przypominał sobie, żeby robił coś strasznego, ale to byłoby dobrym wytłumaczeniem dla całej tej sytuacji. Wszystko byłoby lepszym wytłumaczeniem niż fakt, że najzwyklej w świecie się zakochał i teraz nie za bardzo wie, co z tym faktem zrobić; niestety, grożąca mu śmierć i chęć przeżycia nie mogły uchodzić za jakieś wyjaśnienie, chociaż taki kit też mógł sobie wciskać. Owszem, przyznał się do swoich uczuć przed sobą, ale jeśli miał normalnie funkcjonować, to powinien je wyznać także głównemu obiektowi westchnień, przynajmniej jego zdaniem takie zachowanie było odpowiednie i raczej rozwiązywało sprawę. Przez mały, krótki moment poczuł się nawet na siłach, żeby powiedzieć to przyjacielowi teraz, bez wahania, lecz natychmiast przypomniał sobie przerażoną twarz Cry’a, gdy musiał być świadkiem tego, jak Pewds morduje człowieka. Ta chwila nagle przestała się wydawać odpowiednia do romantycznych wyznań. Pewdie postanowił jednak, że mu powie. Nie teraz, być może nawet nie jutro, ale kiedy Cry przestanie być taki roztrzęsiony. A to co się potem stanie, będzie zależeć tylko i wyłącznie od bruneta. Cokolwiek nie postanowi, Pewds miał zamiar się do tego zastosować.
Pojawienie się obiektu jego rozmyślań w pokoju przerwało jego ciąg myśli. Cry wyglądał teraz znacznie lepiej, gdy stał w świeżej, wypranej piżamie i z wilgotnymi od wody włosami, a nie w zaplamionym stroju i zlepionymi krwią kosmykami, zostawiającymi mu ślady na twarzy. Wyglądał też na odprężonego, spokojniejszego niż wcześniej. Pewds z ulgą przywitał taki widok, potwornie zmartwiony o stan przyjaciela.
- Jak kąpiel? Wszystko w porządku? – zapytał go, zwracając się do niego twarzą.
- Przyjemna, dzięki. Jestem jednak padnięty, więc jeśli nie masz nic przeciwko, z wielką radością położę się spać.
- Jasne, też już pomału przysypiałem. Dobranoc.
- Dobranoc.
Pewdie zakopał się w kołdrze, gdzie czekał aż Cry zgasi światło i też położy się spać. Gdy w pokoju zapanowała już ciemność, obrócił się na bok i powoli pogrążył w śnie. Jednak drugi z graczy nie potrafił zasnąć, pomimo zmęczenia. Myślał, bardzo intensywnie i to nie pozwoliło mu na sen, ku jego niezadowoleniu. Szczerze mówiąc, Cry nie miał wcale łatwo ostatnimi czasy. Przywykł co prawda do nienaturalnego zachowania blondyna, chociaż wciąż go nie rozumiał. Tłumaczył sobie to jednak zmęczeniem przyjaciela, który musiał być rzeczywiście wyczerpany grą i stałym przebywaniem z nim. Jednakże ostatnia gra wzbudziła w nim poczucie, że jednak coś się zmieniło w ich relacji. To prawda, spędził połowę rozgrywki przywiązany i nieprzytomny, ale pozostały czas spędzony z drugim graczem wydawał mu się dziwnie inny od tego jak wyglądał on we wcześniejszych rozgrywkach. Po pierwsze, Pewds odnosił się teraz znacznie cieplej w stosunku do niego, a wrogość z którą spotkał się Cry podczas ich wspólnej podróży po Krainie Czarów już nie powróciła. Szwed zaczął sobie pozwalać na większy kontakt fizyczny, zaczął się zachowywać bardzo swobodnie w jego towarzystwie. Dla Cry’a oznaczało to, że Pewdie po prostu przyzwyczaił się do przebywania w pobliżu osoby, którą do tej pory znał głównie przez Internet i stąd wynikało jego beztroskie zachowanie. Oczywiście, brunet nie uznawał tego za rzecz pozytywną – chociaż kiedyś wiele by dał za możliwość takich swobodnych interakcji i tak dużego kontaktu, teraz zaczął żałować, że kiedykolwiek pragnął czegoś takiego. Było mu coraz trudniej wytrzymać. Gdy Pewds po niego przyszedł… Cry wciąż czuł jego dotyk w miejscach, w których podtrzymywał jego półprzytomne ciało, wciąż czuł silny uścisk jego dłoni, który miał mu dodać otuchy. Wciąż pamiętał jak pełna ulgi była jego twarz, gdy zobaczył, że Cry jeszcze żyje. Te gesty i słowa, których używają wszyscy bliscy sobie przyjaciele miały dla Amerykanina szczególne znaczenie i właśnie to tak potwornie go bolało. Po drugie, cała ta sytuacja z fałszywą Marzią wydawała się mu co najmniej podejrzana. Przyjaźń przyjaźnią, ale dziewczyna wyglądała tak prawdziwie! Gdyby to Cry był na jego pozycji, nie zastanawiałby się nawet, tylko od razu poszedłby do niej, dotknąłby jej, by upewnić się, że to naprawdę ona. Pewds jednak z góry założył, że widzi przed sobą tylko zwykłą iluzję i zdecydował się jednak uratować swojego przyjaciela, zamiast iść do największej miłości. Być może miał inaczej poustawiane swoje wartości, ale niezależnie od tego Cry wciąż uważał, że coś w tej sytuacji było mocno podejrzane. Nie chciał jednak pytać; Pewdie już raz odciął się od tego tematu, prosto tłumacząc, że nie pozwoliłby przyjacielowi zginąć. Ponowne poruszanie tej kwestii prawdopodobnie nic by nie dało.
Brunet obrócił się twarzą do Pewdie’go, a przynajmniej taką miał nadzieję – w pokoju panowała taka ciemność, że nie był w stanie dostrzec niczego. Westchnął cicho, wyobrażając sobie pogrążonego w śnie gracza. Jego uczucia nie zmieniły się, choć od kilku lat żył w nadziei, że kiedyś mu przejdzie, że to zakochanie jest rzeczą chwilową. Nie ważne było jednak co robił, z kim się spotykał czy jak dobre w danym momencie miał z nim kontakty: Pewds nadal pozostawał jego obiektem westchnień, którego nie potrafił wybić sobie z głowy. Czy kiedykolwiek będzie w stanie o nim zapomnieć? Czy jest szansa, że do jego świadomości dojdzie w końcu, że jego heteroseksualny przyjaciel ma dziewczynę i nie jest nim zainteresowany? Cry momentami miał wrażenie, że jest po prostu cholernym masochistą i to przez to właśnie robi sobie takie puste nadzieje, jednocześnie wiedząc, że jego najskrytsze marzenia nigdy się nie spełnią. Cóż jednak mógł? Mógł jedynie myśleć, poddawać się idealnym fantazjom i wyobrażać sobie, jak pięknie wyglądałby ich związek, gdyby istniał, aż zmęczony tymi rozmyślaniami nie uśnie w końcu, swoje marzenia zamieniając na sny i tym otóż sposobem chociaż trochę urzeczywistniając swoje pragnienia.

***
Pewds obudził się znacznie wcześniej niż chciał. Bardzo nieprzytomny przekręcił się w łóżku na bok, spoglądając na elektroniczny zegar, który wyświetlał godzinę trzecią trzydzieści osiem. Pewdie wydał z siebie niskie, głuche mruknięcie, gdy przecierał twarz dłońmi. Super, cały dzień biegania jak skończony debil z miejsca na miejsce i nawet teraz nie mógł się w spokoju wyspać. Ponowne zaśnięcie też raczej nie wchodziło w grę, bo w łóżku obok Cry wiercił się niespokojnie, mamrocząc i czasami nieco głośniej wypowiadając jakieś słowa. Pewds podniósł się do siadu, patrząc się na przyjaciela. Wyglądało na to, że coś mu się śni i że raczej nie jest to nic przyjemnego. Mamrotanie stało się nieustanne, potok słów wylewał się z ust śpiącego mężczyzny, a wierzganie przybrało na sile. Poważnie już zaniepokojony, blondyn podszedł do niego, siadając przy jego łóżku. Cry był oblany potem, a wypowiadane przez niego słowa stały się wyraźniejsze i głośniejsze.
- Błagam, nie… - wychrypiał. – Nie… Znasz mnie… Nie rób tego, proszę…
- Cry? – Pewds był już stuprocentowo pewien, że brunet musiał utknąć w jakimś koszmarze, słysząc jego spanikowany głos. – Cry, ocknij się. Cry!
Obudzony nagłym krzykiem, Amerykanin otworzył oczy i oddychając głęboko nieprzytomnie rozejrzał się po otoczeniu. Gdy tylko dostrzegł Pewdie’go koło siebie odsunął się gwałtownie, niemalże nie spadając z łóżka.
- Hej, już w porządku – Pewds uniósł dłoń, gestem dając znak, że nic się nie dzieje. – To był tylko koszmar, tu ci nic nie grozi.
Cry pokiwał głową niepewnie, wciąż próbując się uspokoić. Szwed powoli usiadł obok niego, jednak zachował niewielki dystans. Cierpliwie poczekał, aż drugi gracz uspokoi swój oddech i nieco oprzytomnieje. Gdy już wydawało się, że Cry ustabilizował się nieco, Pewdie zapytał:
- Co to za koszmar? Nieźle się wierciłeś, coś mruczałeś… Przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam, ja… Nie wiem, czemu tak, dawno nie miałem żadnych koszmarów – przyznał Cry, pozostając w swojej podkulonej pozycji. – Ale już jest okay, myślę, że mogę wrócić do spania. Dzięki za troskę.
- Nie ma za co – odparł Pewds, jednak nie miał zamiaru odpuścić tak szybko. – Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Co ci się śniło?
- Nic ważnego.
- Nikogo tym nie oszukasz, więc nie próbuj oszukać tym mnie. „Nic ważnego” nie sprawia, że ludzie budzą się zalani potem z krzykiem na ustach, wiesz?
Cry zmarszczył brwi, słysząc taką odpowiedź, ale nie wyglądało na to, żeby miał zamiar opowiadać o swoich sennych widziadłach. Oparł się plecami o ramę łóżka, obejmując kolana i nieufnie patrząc się na przyjaciela i dopiero po chwili ciszy i przeszywania się nawzajem wzrokiem dotarło do niego, że mimo wysyłania wyraźnych sygnałów, że nie ma ochoty teraz o tym rozmawiać, Pewds nie zamierzał ruszyć się z miejsca póki nie usłyszy odpowiedzi na pytanie.
- Niewiele pamiętam – mruknął więc niechętnie, unikając wzroku blondyna. – Pamiętam, że groziło mi niebezpieczeństwo… Ale nie wiem, o co chodziło dokładnie.
Kłamał jak z nut. Pamiętał każdą minutę koszmaru, który jeszcze przed chwilą odgrywał się w jego umyśle. Wiedział, co widział, co czuł. Po prostu bardzo nie chciał poruszać tego tematu.
- Naprawdę? Trzeba było powiedzieć, że nic nie pamiętasz, dałbym ci spokój – Pewds podniósł się z miejsca i Cry przez chwilę żył w nadziei, że zamierza on wrócić do swojego łóżka i dać mu spokój, jednak szybko się okazało, że Pewdie po prostu chciał usiąść koło niego. Amerykanin przesunął się z ociąganiem, żeby jego przyjaciel mógł usiąść, jednak nie spojrzał mu w twarz. – Cry, jeśli myślisz, że po tylu latach znajomości nie będę wiedział kiedy kłamiesz, to czuję się urażony. Kit możesz wciskać innym. Nie jestem tak głupi, na jakiego wyglądam.
- Nie mam cię za idiotę, po prostu… Nie wiem, czy powinieneś wiedzieć, co mi się śniło.
- Skoro o to zapytałem, to znaczy, że chcę wiedzieć i jestem przygotowany na szokujące informacje, spokojnie – odparł Pewds, jeszcze bardziej zaniepokojony. O czym tak bardzo nie chciał mu powiedzieć?
Cry milczał przez chwilę, rozważając, co powinien powiedzieć. Felix cierpliwie poczekał na niego, nie próbując go pospieszać, ale jednocześnie myślał intensywnie, co mogło być przedmiotem sennych koszmarów i dlaczego brunet tak bardzo wzbraniał się przed mówieniem o tym.
- Już nie pamiętam wszystkiego… - zaczął Cry, natychmiast zwracając uwagę Pewdie’go. – Ale wiem, że byliśmy w tamtym sierocińcu… Tak właściwie, to śniło mi się dokładnie to, co się tam wydarzyło, wiesz, z tamtym mężczyzną i tak dalej – zrobił kolejną przerwę. Jego głos drżał lekko, gdy kontynuował swoją historię. – Różnica była taka, że po tym, jak go zabiłeś… Nie przyszedłeś mnie uspokoić. Zamiast tego, przez chwilę się na niego patrzyłeś, a potem spokojnym krokiem i twarzą bez emocji ruszyłeś w moją stronę… Podniosłem się, zacząłem cię błagać, żebyś nie robił mi krzywdy, jednak nie wyglądałeś na stabilnego psychicznie, więc zacząłem uciekać, ale… dogoniłeś mnie, powaliłeś na ziemię, no i… zrobiłeś zamach siekierą. A potem się obudziłem – skończył. Trząsł się, ale nie wyglądał, jakby zamierzał płakać. Był po prostu dość przerażony własnym umysłem i jego wytworami.
- Hej, Cry – Pewds usiadł naprzeciw przyjaciela, łapiąc go za ramiona. – Wiesz, że bym tego nie zrobił, prawda? Nie mógłbym cię zabić.
- Wiem, wiem – jego głos był bardzo zmęczony. – Ale nic nie poradzę, podświadomie boję się, że możesz kiedyś stracić kontrolę. Nie interpretowałbym tego jednak jako obrazu moich obaw odnośnie ciebie, ale… wiesz sam, miałem te niekontrolowane napady szału ostatnimi czasy i chociaż za każdym razem pojawiały się, gdy miałem cię chronić, to boję się, że kiedyś wpadnę w taki stan i ocknę się z niego z twoim martwym ciałem koło mnie i z narzędziem zbrodni w rękach. Rozumiesz? Nie bierz tego do siebie.
- Cry, nie boję się ciebie – oświadczył Pewds, chociaż pamiętał swoje przerażenie, gdy po raz pierwszy zobaczył przyjaciela z chaotycznym uśmiechem na masce. – Wiem, że w tym stanie jesteś niebezpieczny, widziałem to na własne oczy, ale podejmuję to ryzyko.
- Nie powinieneś mi ufać – odparł Cry. – Nie ufam sam sobie i, jak się właśnie okazało, nie jestem pewien, czy mogę ufać tobie. Przepraszam cię, Pewds, ale nie wiem, czy potrafię. Nie wiem.
- Nie skrzywdziłbym cię. Nie mógłbym. Za bardzo cię kocham.
Zanim zdążył pomyśleć, co tak właściwie mówi, słowa same wyszły z jego ust. Mógł więc tylko z przerażeniem obserwować, jak na te słowa zareaguje Cry. Mężczyzna nie jednak wyglądał, jakby w ogóle nie przejmował tymi słowami; skinął głową, uśmiechając się słabo i gdy już wydawało się, że puści niepotrzebny komentarz mimo uszu, jego wyraz twarzy nagle zmienił się, gdy zmarszczył brwi i nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na blondyna.
- Co powiedziałeś…?
- Że nie mógłbym cię skrzywdzić, Cry – Pewds tym razem ugryzł się w język, powtarzając mu tylko pierwszą część wypowiedzi. – Myślę, że powinniśmy się kłaść spać. To była męcząca gra, zasługujemy na chwilę odpoczynku, nie sądzisz? Szczególnie ty zasługujesz na sen, kładź się.
- Tak, dobry pomysł – odparł Cry, przytakując powoli. – Dzięki za rozmowę, potrzebowałem tego.
- Nie ma za co. Spróbuj zasnąć, okay? – Pewdie poklepał go po ramieniu, w głębi duszy dziękując wszelkim bóstwom, że udało mu się tak gładko wyjść z beznadziejnej sytuacji, w którą niechcący się wkopał. – Jakby ci się coś jeszcze śniło, obudź mnie. W razie czegokolwiek, jestem tu.
- Wiem.
Szybko podniósł się z łóżka, pozwalając przyjacielowi schować się pod kołdrą i sam udał się na spoczynek, mając nadzieję, że Cry nie będzie chciał go zatrzymywać i dopytywać o słowa, które Szwed tak bezmyślnie przed chwilą wypowiedział. Nie musiał jednak czekać długo, bo już po chwili usłyszał ciche chrapanie dobiegające z drugiego łóżka. Ułożył się więc wygodniej, przeklinając w myślach swój niewyparzony język. Zaskoczona, zdezorientowana mina, która pojawiła się na twarzy bruneta po wypowiedzeniu tego magicznego „kocham” nie chciała zniknąć z umysłu Pewdie’go. Może nie powinien był tchórzyć? Może lepiej by było, gdyby po prostu  to powiedział, wyjaśnił mu, co tak naprawdę chodziło mu po głowie przez ostatnie kilka dni? Przynajmniej nie musiałby się męczyć z ukrywaniem tego… Z drugiej strony dalej okropnie się bał do tego przyznać. Teraz Cry był  bardziej zaskoczony, niż zły, ale kto wie, jakby zareagował na takie wyznanie w ciągu dnia i w pełni świadomy tego co się dzieje? Pewds miał już przygotowane różne scenariusze, ale żaden z nich nie zakładał szczęśliwego zakończenia – w najlepszym wypadku Cry wzruszał ramionami i stwierdzał „nieważne, zero problemu, przejdzie ci”. Pewdie nie chciał jednak sprawdzać, czy uda mu się osiągnąć ten najlepszy ze scenariuszy, bo pozostałe niezbyt go zachęcały. Ryzyko było zbyt duże, zbyt wiele miał do stracenia. Bez Cry’a nie miał szans na skończenie gry, a nie mógł być przecież pewien, że dadzą radę współpracować po kolejnej dramie. Nie wiedział co z tym zrobić, jak dalej się zachowywać. Na szczęście nie musiał o tym myśleć – zmęczenie wzięło górę i pozwoliło mu odpocząć, pogrążając go w głębokim i spokojnym śnie.

***
- Wstawaj, Śpiąca Królewno.
Cry otworzył oczy, przetwarzając natłok bodźców, który do niego docierał: jaskrawe światło, czyjś głos, zapach świeżo wypranej pościeli, w której leżał. Zajęło mu chyba z minutę, żeby ogarnąć co się tak właściwie działo. Z głuchym stęknięciem obrócił się na bok, wymacał swoje okulary na nocnej szafce i założył je na nos, nareszcie widząc na tyle ostro, żeby rozpoznać pomieszczenie, w którym się znajdował i autora głosu, który pochylał się nad jego łóżkiem – Pewdie’go.
- Wyspałeś się? – zagadnął go blondyn, siadając na skraju łóżka. Cry podniósł się do siadu, wciąż nie do końca trzeźwy. – Jest już dziesiąta.
- Wcześnie – mruknął Cry, przecierając twarz dłońmi. – Daj mi jeszcze pięć minut.
- Tak, słyszałem już kiedyś tą wymówkę – odparł Pewds. – Jak tam sen? Miałeś potem jeszcze jakieś koszmary?
- Co? – Cry chyba nie zrozumiał, o czym mówił jego przyjaciel. – Jakie koszmary?
- Obudziłeś się w środku nocy, bo męczył cię koszmar, nie pamiętasz?
- Nie pamiętam, żebym się budził, nie – Cry zmarszczył brwi, zaniepokojony dziurą w pamięci. – Mówiłem może, co mi się śniło?
- Nie potrafiłeś sobie przypomnieć, więc cię uspokoiłem i kazałem wracać do snu – skłamał Pewds, nie chcąc dorzucać przyjacielowi jeszcze jednego zmartwienia do kolekcji. – Dobrze słyszeć, że koszmar się już nie powtórzył, martwiłem się o ciebie.
- Jak widać niepotrzebnie, nawet tego nie pamiętam – Cry wzruszył ramionami, bezceremonialnie okrywając się kołdrą i wracając do leżenia. – Ale dzięki za troskę.
Pewds uśmiechnął się, widząc, jak brunet wygodnie układa się w łóżku i przymyka oczy.
- Masz zamiar coś dzisiaj zrobić?
- Nie, mam zamiar leniuchować i nie ruszać się z miejsca, nie chce mi się robić dzisiaj niczego kreatywnego – Cry odwrócił się na plecy, by móc spojrzeć na rozmówcę.
- Śniadania też nie chcesz?
- O, śniadanie chętnie zjem – odparł z uśmiechem. – Ale obiecuję, zrobię obiad. Okay?
- Okay, okay – Pewds odpowiedział cichym śmiechem, tłumiąc ochotę pocałowania przyjaciela, tak jak zwykł to robić, gdy przekomarzał się z Marzią. Zamiast tego oblizał wargi, wstając z łóżka i może nieco zbyt szybkim krokiem wyszedł z pokoju.
Zbiegł po schodach, przecierając dłonią twarz i próbując wybić sobie z głowy wszelkie głupie myśli, które uparcie nie chciały go zostawić. Starał się pochłonąć myśli gotowaniem, ale cały czas odpływał, myśląc o tym, jak uroczy potrafił być Cry gdy się uśmiechał lub o tym, jak bardzo można zniszczyć wieloletnią przyjaźń dwoma głupimi słowami, które próbują się wyrwać z jego ust: „kocham cię”. Pewds z nadzieją spojrzał na stojący w salonie telewizor, zastanawiając się, czy udałoby się mu odmóżdżyć kilkoma godzinami bezmyślnej rozrywki przed ekranem.
- Skończyłeś już? – Cry wszedł do kuchni, o wiele bardziej ogarnięty i nawet ubrany w dzienny ubiór, nie piżamę. – Mogę pomóc…
- Nie trzeba, to tylko jajecznica, skończyłem – Pewds machnął dłonią, dając znak, że sytuacja jest pod kontrolą i że Cry powinien siadać już do stołu. – Za chwilę doniosę herbatę.
Amerykanin tylko skinął głową w odpowiedzi, posłusznie siadając przy stole. Pewdie dołączył do niego chwilę później, niosąc talerze z przygotowanym jedzeniem, a następnie kubki z gorącym napojem.
- Smacznego – odezwał się Cry, zabierając się za jedzenie. Pewds na chwilę zawiesił się, bezmyślnie patrząc się na przyjaciela, ale dość szybko się zreflektował.
- Mam nadzieję, że zjadliwe – odparł, decydując, że patrzenie się we własny talerz jest lepszym pomysłem niż intensywne wpatrywanie się w bruneta.
Śniadanie przebiegło w milczeniu, jedynie skrobanie sztućcami o talerze mąciło panującą w pokoju ciszę. Tylko raz Cry odezwał się, chwaląc smaczny posiłek, ale poza tym nie rozmawiali w ogóle. Pewds wcale nie był z tego powodu niezadowolony; po głupiej wpadce w ich nocnej rozmowie bał się w ogóle odezwać, nie mając pojęcia, z czym może wyskoczyć jego niewyparzona gęba. Cry natomiast był w fantastycznym humorze: wyglądał znacznie lepiej niż poprzedniego wieczoru, uśmiechał się częściej, pozwalał sobie na żartowanie, jego twarz tryskała energią i radością. Pewdie wolał go widzieć w takim stanie, niż w stanie zupełnej obojętności zmieszanej z przygnębieniem czy w momencie przerażenia i rozpaczy. Był wręcz zdziwiony, jak wiele zdziałał sen w jego przypadku, jak bardzo pomógł mu w radzeniu sobie z stresującą, wręcz traumatyczną sytuacją z sierocińca. Pewds nie miał pewności, na ile radość drugiego gracza była prawdziwa, a na ile była tylko maską zakładaną, by Pewdie nie musiał się martwić, ale wolał nie dopytywać, bojąc się, że dobry nastrój przyjaciela zniknie w mgnieniu oka i już nie powróci. Z uśmiechem obserwował więc jak bardzo szczęśliwy jest Cry mogąc wypić ciepłą herbatę z samego rana i miał nadzieję, że będzie tak radosny przez jak najdłuższy czas.
Skończyli jeść i Pewds mógł zabrać naczynia do mycia. Cry nie ruszył się mu pomóc, ale podziękował za posiłek i ponownie obiecał, że zajmie się obiadem i że po tym obiedzie posprząta. Felix kiwnął głową w odpowiedzi, ale czuł, że pewnie i tak skończy się to tym, że to on będzie musiał zająć się zmywaniem. Pozwolił jednak przyjacielowi wrócić na górę, a samemu zajął się myciem naczyń. Gdy już skończył, nie za bardzo wiedział, co mógłby ze sobą zrobić. Telewizor był jedną z opcji, ale Pewdie nie bardzo był teraz w nastroju do oglądania telewizji, poza tym mógł jedynie próbować znaleźć sobie coś do czytania… Safe pointy były bardzo korzystne ze względu na możliwość odpoczynku od mocnych wrażeń, ale z drugiej strony strasznie przez to męczące – tak naprawdę zwykle niewiele było do roboty, więc kończyło się na tym, że gracze siedzieli w ciszy czytając książki, próbowali nawiązać jakąś konwersację albo leżeli na łóżkach i rozmyślali o rozgrywce, o świecie rzeczywistym, o życiu… Gdyby nie te dodatki, które podsuwała im Alice w postaci gitary czy łyżew czy sterty filmów z Leonardem di Caprio, gracze prawdopodobnie zanudziliby się na śmierć. Jednak Pewds nie mógł przez cały dzień oglądać telewizji. Z braku lepszych pomysłów powlókł się więc do góry, zastając tam Cry’a w łóżku, z przymkniętymi oczami.
- Mówiłeś serio, nie masz zamiaru się dzisiaj nigdzie ruszać? – spytał się, rozbawiony tym widokiem.
- Ja zawsze mówię serio, pomijając momenty, w których nie mówię serio – odparł Cry, uśmiechając się i spoglądając na Pewdie’go spod uchylonych powiek. – Za chwilę się ruszę, w końcu mi się znudzi.
- Tak po prostu leżysz i gapisz się w sufit? Bardzo interesujące zajęcie, nie powiem.
- Nie, myślę. Wiesz, czasami mi się zdarza.
Pewds już nic nie odpowiedział, patrząc się na leżącego przyjaciela. Cry oddychał równo, oczy miał zamknięte. Był tak spokojny, tak wyciszony. Pewdie szczerze zazdrościł mu takiej umiejętności relaksowania się. Nigdy mu to nie wychodziło, miał w sobie zbyt dużo energii.
- O czym myślisz? – zapytał w końcu, cicho i miękko, jakby bał się przerwać ciszę.
- O wielu rzeczach. O tym, czy uda nam się wrócić do rzeczywistości, czy jeszcze zobaczę moją rodzinę, przyjaciół… O poprzednich poziomach, przetwarzam wszystkie te szalone przygody, przez które przeszliśmy i szukam logicznego wyjaśnienia – Cry uśmiechnął się pod nosem, nie otwierając oczu. – Nie znalazłem go jeszcze, niestety. No i myślę o nas. Z całej tej chorej gry, to jest chyba jedyny pozytyw, przynajmniej dla mnie, wiesz, bardzo się zbliżyliśmy do siebie. Osobiście bardzo się z tego cieszę.
- Tak, poza całą tą dramą – Cry zaśmiał się, słysząc słowa Pewdie’go. – To naprawdę jest dużym plusem. Co ty byś beze mnie zrobił?
- Zginąłbym – chociaż brunet wypowiedział to słowo głosem łagodnym i z nutą rozbawienia, obaj wiedzieli, że to nie był żart. Naprawdę nie byliby w stanie przeżyć bez siebie nawzajem.
Pewds pokiwał głową, przytakując. Prawda nie była najprzyjemniejsza, ale taka już była. Bez współpracy czekała ich tylko śmierć. To właśnie dlatego musiał być tak uważny, co mówi i jak mówi. Jedno złe słowo i kłótnia gotowa, a naprawdę nie mieli czasu się kłócić czy obrażać na siebie. To nie mogło się skończyć dobrze.
- Masz już plan co zrobisz, gdy wrócisz? – zmienił temat, próbując stawiać na coś bardziej pogodnego. Czy nie lepiej było założyć, że przeżyją?
- Pierwsza rzecz, którą zrobię, to telefon do rodziny – odparł. – Mamy przede wszystkim. Chwilę z nią porozmawiam, umówię się na spotkanie… Może jej się to wydać dziwne, ale potrzebuję ją zobaczyć. A potem rodzeństwo, brat, siostra… No i przyjaciele, wszyscy po kolei. Popytam co u nich, upewnię się, że u nich jest w porządku. Najtrudniejsze rozmowy zostawię sobie na koniec. Na pewno jest kilka osób, którym winien jestem przeprosiny albo chociaż jakiś kontakt, najbardziej żałuję nie odzywania się do niektórych znajomych. Muszą być na mnie wściekli – Cry uśmiechnął się pod nosem. – Dopiero przy spotkaniu ze śmiercią zaczynam dostrzegać, ile rzeczy powinienem był zrobić, kiedy jeszcze miałem okazję.
- Rozumiem cię dobrze. Nagle wszystko to, czego tak bardzo się bałem wydaje mi się do osiągnięcia – przyznał Pewds, kładąc się na swoim łóżku. – A potem? Jakieś inne plany?
- Cóż, miałem do ciebie przyjechać. Chociaż, pewnie będziesz miał dość mojego widoku do końca życia – stwierdził Cry z rozbawieniem, a Pewdie pomyślał, że bardziej mylić się nie mógł. – Ale poza tym to nie. Po prostu będę starał się być lepszym człowiekiem niż byłem. Tak, żeby już nie żałować niczego. A jak tam twoje zamiary?
- Zaraz po przebudzeniu? Zadzwoniłbym do ciebie – odpowiedział po dłuższej chwili zastanowienia. – Jeśli byś nie odebrał, dzwoniłbym przez cały dzień. Nie byłbym w stanie spokojnie żyć, nie mając pewności, że ty też żyjesz.
- Łał, nie sądziłem, że jestem aż tak ważny. Zakładałem, że obudzisz Marzię i wycałujesz ją całą, szepcząc jak bardzo ją kochasz – Amerykanin spojrzał na niego zza okularów, posyłając znaczący uśmiech.
- Tak, pewnie tak bym zrobił – odparł Pewdie, tłumiąc ból w sercu. – Ale pierw telefon do ciebie. Pewnie podzwoniłbym też do rodziny, żeby usłyszeć ich głosy, powiedzieć im, że ich kocham… A następnie poszedłbym robić najbardziej szalone rzeczy, o jakich zawsze marzyłem.
- Na przykład?
- Zapuszczę brodę i wytatuuję sobie ramiona. I stworzę własną grę – oświadczył, a w odpowiedzi usłyszał śmiech. – Wątpisz we mnie?
- Nie, absolutnie – odparł Cry, definitywnie kłamiąc. – Świetny plan, popieram. Chcę cię zobaczyć w brodzie, wyobrażam sobie ciebie jako wikinga.
- Pewnie tak będę wyglądać. Czyż to nie jest wspaniałe? Skończę z tą twarzą dziewiętnastolatka, który ledwie skończył szkołę – Pewds zauważył, że jego przyjaciel wstaje z łóżka i od razu zwrócił się w jego stronę. – O. Mój. Boże. Czy ja mam omamy, czy ty się ruszasz? Z własnej woli?
- Oh, zamknij się – Cry pokazał mu środkowy palec. – Już się namyślałem i wymyśliłem, że spakuję nas na następną grę. Ktoś musi, a nie chcę potem wysłuchiwać, że harujesz za nas obu, a ja jestem niewdzięczny i ci nie pomagam.
- Mamy tu jakieś rzeczy do rozgrywki? – Pewdie zdziwił się, nie pamiętając już, kiedy ostatnim razem przygotowywał się do gry. – Gdzie są?
- W komodzie na dole, jak zwiedzałeś mieszkanie to sobie pogrzebałem nieco – Cry podszedł do szafy, ale zamiast ubrań wyciągnął z niej dwa duże plecaki. – Na pewno widziałem tam trochę broni, amunicję, jakieś proste narzędzia… Więc zgaduję, że to do następnej gry.
- Okay, nie zwróciłem uwagi w ogóle – Pewds podszedł do półki z książkami, biorąc pierwszy lepszy tom z brzegu. – Baw się dobrze, ja sobie odpocznę.
- Rób co chcesz – Cry wzruszył ramionami, uśmiechając się. – Miłej lektury.
- Miłego grzebania w szufladach pełnych broni.
Brunet zaśmiał się, opuszczając pokój i zamykając za sobą drzwi. Pewdie wrócił do swojego łóżka, ułożył się na nim wygodnie, po czym wypuścił głośno powietrze, przymykając oczy. Trochę żałował, że konwersacja skończyła się tak szybko – lubił takie rozmowy, luźne, zabawne. O ile akurat Cry nie miał zamiaru wspominać o Marzii. Pewds jednak nie zamierzał teraz się tym przejmować, szczerze zmęczony już nękającym go poczuciem winy. Szybko zabrał się więc za lekturę książki, będącej „perfekcyjnym połączeniem thrillera, dramatu i romansu”, jak twierdziła okładka. Nie zastanawiając się dłużej, otworzył tom i zaczął czytać. Po krótkim wstępie, w którym mógł poznać głównego bohatera, Douga, oraz jego dziewczynę, Laurę, fabuła potoczyła się bardzo szybko: Laura została porwana, a Doug postanowił odzyskać ją na własną rękę, z pomocą zaufanej i wieloletniej przyjaciółki, Marissy, będącej prywatnym detektywem. Wartka akcja i dokładne opisy przytrzymały Pewdie’go przy lekturze przez dłuższy czas, zabierając mu dwie godziny z życia. Po tych dwóch godzinach i prawie połowie książki za sobą, zaczynał jednak tracić zainteresowanie, szczególnie po tym, jak Marissa i Doug zaczęli się bardzo swobodnie zachowywać, w czym od razu wyczuł potencjalny romans. W momencie, gdy w końcu wyznali sobie uczucia i to niewielki okres czasu po tym, jak dowiedzieli się, że Laura nie żyje, Pewds po prostu odłożył książkę na półkę, wściekły na autora, bohaterów i siebie. Nie mógł odpocząć nawet przy jakimś durnym kryminale, bo na każdym kroku ktoś mu przypominał, że ma nierozwiązany problem przed sobą. Nie chcąc ryzykować natrafienia na kolejny romans-z-wyborem-pomiędzy-dwoma, próbował włączyć mały telewizor znajdujący się w pokoju, ale kolorowe paski poinformowały go, że żadnego sygnału nie ma i niczego tu sobie nie poogląda. Siadł więc do konsoli leżącej obok, przez chwilę zajmując się łapaniem owoców jako stworek w długim dziobem, ale z racji tego, że była to jedyna gra dostępna, szybko mu się znudziła i postanowił zejść na dół i zobaczyć, co robił Cry.
Zastał przyjaciela przed ekranem telewizora, przerzucającego bezmyślnie kanały. Pod ścianą, tuż koło komody położone były plecaki, jednak nie wyglądały na wypełnione po brzegi. Gdy Cry usłyszał, że Pewds schodzi po schodach, zwrócił się w jego stronę, nieco zaskoczony.
- Hej, jak książka? Zniknąłeś na prawie trzy godziny bez znaku życia – przywitał go, uśmiechając się ciepło, a Pewdie poczuł dziwne łaskotanie w brzuchu, widząc jego uśmiech.
- Wydawało mi się, że dobra, ale zdecydowanie się pomyliłem – odparł, krzywiąc się. – Czy będziesz robić obiad? Trochę zgłodniałem…
- Tak, czekam, aż ryba się rozmrozi – skinął w stronę kuchni. – Filet z łososia z ryżem i warzywami, brzmi dobrze?
- Brzmi dobrze, zobaczymy, jak będzie smakować – Pewds usiadł na kanapie obok bruneta, patrząc na obrazy migające na ekranie. – Nie wiedziałem, że taki z ciebie kucharz.
- Korzystam z książki z przepisami, którą znalazłem. Przeceniasz mnie.
- Zdecydowanie – Pewdie także się uśmiechnął, zabierając przyjacielowi pilot, nagle i bez ostrzeżenia. Odpowiedziało mu westchnięcie pełne oburzenia. – Zajmij się gotowaniem.
- Jesteś okropny, mówił ci to już ktoś? – warknął Cry, ale nie oponował bardzo i wstał, od razu kierując się do kuchni. – Mam nadzieję, że trafisz na mnóstwo ości i się zadławisz i umrzesz.
- Przestań, nie musisz mi tak słodzić. Chyba się rumienię – Pewds odwrócił się, by spojrzeć na przyjaciela i puścił do niego oczko. Cry wymamrotał coś pod nosem, coś co brzmiało trochę jak „pieprz się” i Pewdie nie potrafił powstrzymać się od śmiechu. W lepszym nastroju wrócił do przeglądania kanałów, za plecami słysząc stukot naczyń, sztućców i innych przyrządów do gotowania. Znalazł jakiś ambitny program o urządzaniu domów, rozsiadł się wygodnie i przez pół godziny oglądał architektów i architektów wnętrz mówiących o różnych typach urządzania sypialni zależnie od potrzeb osoby.
- Planujesz remont czy przeprowadzkę? – spytał Cry, na chwilę odwracając swoją uwagę od gotującego się ryżu i piekących się filetów.
- Nic, po prostu lubię patrzeć na ładne pomieszczenia, takie hobby – odparł z ironią w głosie, nie zwracając się do niego twarzą. – A tak naprawdę, to mam aspirację na dekoratora, ale nie wiem, od czego zacząć, więc na razie oglądam programy o tej tematyce.
- O, Pan Sarkastyczny przyszedł – skomentował Amerykanin. – Przepraszam Pana, ale jakby Felix wrócił, to proszę mu powiedzieć, że potrzebuję pomocy w kuchni.
- W czym ci pomóc? – Pewdie westchnął, wyłączając telewizor i podchodząc do przyjaciela.
- Przypilnuj mi ryżu i warzyw na patelni, mieszaj od czasu do czasu – poinstruował go, samemu kierując się do piekarnika i otwierając go, sprawdzając stan łososia. – Wygląda na gotowego. Spróbujesz?
Cry nabił kawałek na widelec, podmuchał go i ostrożnie włożył do ust. Przez chwilę żuł, po czym uśmiechnął się, przełykając kęs. Następnie odkroił jeszcze trochę ryby, także ją ostudził dmuchaniem, po czym skinął na drugiego gracza, by sam spróbował. Pewds nachylił się, delikatnie ściągając jedzenie z widelca i próbując smaku. Ryba była lekko słona, ale smakowała przepysznie. Szybkim skinięciem głowy dał znać, że mu smakuje i wrócił do warzyw, mając nadzieję, że się nie przypaliły przez jego nieuwagę. Niektóre lekko przywarły, ale zapachu spalenizny nie było, więc zdążył na czas. Ryż także prawie skończył się gotować, więc po chwili mogli już podawać do stołu. Pewdie zabrał talerze, sztućce i szklanki, Cry zajął się przenoszeniem jedzenia. Zajęli miejsca, życzyli sobie smacznego posiłku, po czym zabrali się do jedzenia.
Cry w napięciu i zdenerwowaniu czekał, aż Pewds skończy próbować wszystkiego i uważnie obserwował jego reakcję. Blondyn nie wyglądał jednak, jakby miał pluć jedzeniem, a potem ostentacyjnie wstać od stołu i wyrzucić zawartość talerza do kosza, więc chyba mu smakowało. Uspokojony brakiem negatywnej reakcji, mógł spokojnie zabrać się za jedzenie obiadu. Sam osobiście był dość zadowolony z efektu – nie miał pojęcia, czy tak to powinno smakować, ale było dobre, więc chyba mu wyszło. Nie lubił robić jedzenia, szczególnie z jakieś podejrzanej książki w jakiejś podejrzanej grze. Miał tylko nadzieję, że nie będzie trujące.
- Jesteś w tym niezły, wiesz? – powiedział Pewdie nagle, jakby czytał mu w myślach. – Bardzo dobrze ci wyszła ta potrawa.
- Dzięki, miło słyszeć – uśmiechnął się. – Boję się tylko, czy Alice nie podała nam tej książki, żebyśmy sami sobie przygotowali ostatnią wieczerzę. Tak na dobrą sprawę, nie wiemy, czy czegoś nam tu nie dosypała.
- To nie w jej stylu. Woli kazać ludziom uciekać przed potworami i z nimi walczyć, niż podtruwać im jedzenie. Przecież nie miałaby w tym żadnej zabawy, którą tak uwielbia – Pewds zupełnie się nie przejął taką możliwością, spokojnie kończąc jedzenie. – Swoją drogą, ostatnio zrobiła się bardzo cicha. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz się do nas odezwała.
- Masz rację, przestała nam zawracać głowy. Trochę to podejrzane, nie podoba mi się.
- Mi też nie. Boję się, że szykuje coś bardzo złego – mruknął Szwed, nagle tracąc dobry humor.
- Oby nie. Swoją drogą, przypomniałem sobie o czymś – Pewds natychmiast zwrócił uwagę na przyjaciela, słysząc jego słowa. – Czy nie znalazłeś może kartki z wierszem w ostatniej grze?
- Owszem, znalazłem. Czemu pytasz?
- Znalazłem tytuł gry piątej na swojej łopatce, więc pomyślałem, że pewnie znalazłeś wiersz… Coś ciekawego w nim było?
- Nie, tylko o tym prezencie dla Klubu Czerwonej Kredki, tyle przynajmniej pamiętam – szybko i bez problemu odpowiedział Pewdie, pomijając część wiersza o prawdziwej, wiecznej miłości. Cry mógłby to źle odebrać, a tego na pewno nie chciał. – Zostawiłem ją w marynarce, przepraszam.
- Nie szkodzi, bardzo mi nie zależy. Po prostu byłem ciekaw – Cry dopił sok, po czym podniósł się z krzesła i zabrał swój talerz oraz talerz Pewdie’go. – Dziękuję za posiłek.
- To ja dziękuję, w końcu ty go przygotowałeś – Pewds także się podniósł, idąc z powrotem na kanapę. – Było naprawdę pyszne.
Cry skinął głową, zgadzając się z nim, po czym udał się do kuchni, pozmywać naczynia. Blondyn natomiast usadowił się z powrotem przed ekranem, tym razem znajdując na jednym z kanałów jakiś mecz koszykówki. Nie rozpoznawał drużyn, jako że nigdy nie interesował się tym sportem, ale nie zajęło mu dużo czasu, żeby wybrać swoich faworytów. Gra co prawda dobiegała końca, a on nie za bardzo ogarniał wszystkie zasady, jednak mimo wszystko nie zepsuło mu to zabawy.
- Jezu, podaj do dziewiątki! – krzyknął w pewnym momencie, podenerwowany zbliżającym się końcem meczu. „Jego” drużyna przegrywała zaledwie kilkoma punktami.
- Nie wiedziałem, że interesujesz się koszem – skomentował Cry, odwracając na moment uwagę Pewdie’go. Nagle z telewizora dobiegły okrzyki radości i Pewds z przerażeniem odkrył, że właśnie drużynie Wilków udało się zdobyć te parę punktów i wygrać z Tygrysami o jeden, niewielki punkt. Z jednej strony ucieszył się z ich wygranej, z drugiej nie mógł się powstrzymać od posłania przyjacielowi wrogiego spojrzenia.
- Przez ciebie przegapiłem końcową akcję – warknął, szturchając go łokciem, a Cry zamiast przeprosić ze skruchą, zaczął się śmiać. – To był najważniejszy moment meczu, idioto.
- Sorki, nie chciałem – całym sobą mówił mu, że przykro mu nie jest i że zrobił to specjalnie. – Na zgodę mam piwo, chcesz?
- Dzięki, chętnie – mruknął, odbierając od niego zieloną butelkę z piwem jakiejś nieznanej produkcji. Przez chwilę ważył ją w dłoniach, zanim pozbył się kapsla i pociągnął łyk chłodnego napoju.
- Masz zamiar oglądać coś konkretnego? – zapytał Cry, szukając czegoś ciekawego do obejrzenia.
- Nie, przypadkiem trafiłem na tamten mecz. Jak znajdziesz coś, to daj znać – odparł Pewds, zwracając swe spojrzenie z ekranu na przyjaciela, który z piwem w ręce przerzucał leniwie kanały, od czasu do czasu się zatrzymując i sprawdzając, co leci.
- Znalazłem jakiś film, zaczął się pięć minut temu – poinformował, patrząc się na Szweda. – Może to?
- Cokolwiek stary, chcę się nieco odprężyć.
Film okazał się być idealny na odprężenie, z racji tego, że była to bardzo przyjemna komedia romantyczna o banalnej fabule: główna bohaterka wiedzie przyjemne życie u boku wspaniałego męża, mają problemy i rozterki, ale nigdy się nie poddają. Pewds rozsiadł się wygodnie, popijając piwo i komentując wydarzenia, a Cry co chwilę go szturchał, żeby w końcu się przymknął, bo chciałby wiedzieć, jak to się dalej potoczy. Pewdie zgodził się, choć i tak nie potrafił się powstrzymać przy co śmieszniejszej scenie. Bawili się całkiem dobrze, tym bardziej, że film nie wymagał od nich żadnego zaangażowania czy ciągłego myślenia. Sprawiło to jednak, że Felix bardzo łatwo się rozpraszał, nieustannie zerkając na twarz Amerykanina, uśmiechniętą i zainteresowaną wydarzeniami na ekranie. Miał nadzieję, że Cry tego nie zauważy, bo nie miałby się jak wytłumaczyć, jednak chyba mógł być spokojny – drugi gracz był zapatrzony w ekran i nie zwracał za bardzo uwagi na nic poza nim. Pewdie spojrzał na dłoń przyjaciela, spokojnie spoczywającą na kanapie, niedaleko jego własnej dłoni. Delikatnie przesunął ją, zmniejszając odległość. Tak bardzo chciał go dotknąć. Nawet nie jakoś bardzo, zwykłe muśnięcie w zupełności mu wystarczyło. Oczami wyobraźni widział, jak przesuwa palcami po jego dłoni, przedramieniu, ramieniu, jak Cry odwraca głowę z zaskoczeniem na twarzy, jak się do niego nachyla, całuje… Jeszcze trochę przesunął rękę i najmniejszym palcem nieśmiało szturchnął dłoń bruneta, jednocześnie chcąc, żeby zwrócił na to uwagę i żeby to zignorował. Cry jednak poczuł dotyk, cofając rękę gwałtownie i bez słowa kładąc ją na kolanie, nawet nie racząc przyjaciela spojrzeniem. Pewds westchnął cicho, rozczarowany porażką. Chciał być bliżej. Chociaż próbował sobie wmawiać, że da radę niczego nie robić, to tylko się oszukiwał. Cały jego umysł, całe ciało pragnęło tylko, żeby przekroczyć ustaloną granicę. Przestawał mieć kontrolę.
Fabuła filmu przestała się toczyć tak, jakby chciał tego Pewdie. Główna bohaterka, po jednej z cięższych kłótni z mężem postanowiła wyjść z domu, nie mogąc znieść jego obecności w jednym budynku. Udała się do swojego przyjaciela, który dotychczas był jedynie rolą drugoplanową i została u niego na noc, próbując poukładać sobie jakoś uczucia do małżonka, który podle ją okłamał. Szybko jednak okazało się, że jej przyjaciel jest w niej zakochany od wielu lat, o czym nie omieszkał jej powiedzieć, a ona, targana emocjami rzuciła się w jego ramiona i się z nim przespała. W momencie, gdy obudziła się rano i dotarło do niej, co takiego właśnie zrobiła, Pewds wydał z siebie głuche warknięcie i ciężko oparł się o ramię Cry’a, wtulając się w nie.
- Boże, czemu mi to robisz? – jęknął zrezygnowany, gdy okazało się, że nawet głupia telewizja nie da mu odpocząć od jego problemu.
- Nie jesteś fanem takich rozwiązań? – mruknął Cry, spoglądając na niego i uśmiechając się.
- Nie wiem, ale jakoś wyjątkowo mi przeszkadza, że nie potrafi się zdecydować między dwoma mężczyznami – odparł, nie podnosząc głowy.
- Wiesz, nie wszyscy są w stanie tak po prostu zadecydować. To trudna decyzja.
- No co ty nie powiesz? Dobrze wiem, jak to jest.
- To coś prywatnego...? – Cry wrócił do oglądania, jednak Pewds mógł wyczuć, jak bardzo jest spięty. – Nie ważne, jarzę. Rzeczywiście głupio z jej strony, że nie umie stwierdzić, z kim chce być, ale z drugiej strony… Właśnie do niej dociera, że być może warto poświęcić związek dla kogoś, kto właśnie jej powiedział, że był w niej zakochany od dawna. Znaczy… To nawet piękne.
Pewds nie widział w tym jednak nic pięknego. Zdrada była zdradą, trudna decyzja trudną decyzją. Z racji tego, że sam musiał to przechodzić, jeszcze bardziej nie zgadzał się ze słowami przyjaciela. Czy było warto? Skąd miał wiedzieć! Sytuacja nie była tu taka sama. Gdyby to Cry wyznał mu miłość, miałby pewność, że to może wyjść. Teraz pewności nie miał. Co więcej, nawet gdyby mieli być razem, to póki nie wrócą do rzeczywistości będzie to oczywistą zdradą. Czy naprawdę mógł to zrobić kobiecie, którą szczerze kochał od kilku lat i z którą przywykł już do wspólnego życia? Pokusa była jednak silna. Chciał spróbować czegoś nowego, chciał się uwolnić i zobaczyć, co byłoby, gdyby stworzyć nowy związek z drugą, równie ważną dla niego osobą. Nie wiedział, czy to wyjdzie. Nie wiedział, czy to nie zniszczy mu życia. A jednak, jego głupie serce i tak decydowało za niego – skoro był zakochany, to był i nie mógł nic na to poradzić. Pewds wygodniej ułożył się na ramieniu Cry’a. Był bezczelny, pozwalając sobie na taką bliskość, ale nie miał zamiaru nic na to radzić. Brunet nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało. Pewdie za to czerpał przyjemność z leżenia na nim, z możliwości bezpośredniego dotykania jego ciepłej skóry, z wdychania jego zapachu. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien się tak zachowywać, ale w chwili obecnej nie chciał się tym przejmować. Przymknął oczy, ignorując film i najzwyklej w świecie rozkoszował się chwilą.
Film skończył się jednak, rozwiązując akcję poprzez rozwód z mężem i nowe życie u boku nowego ukochanego bohaterki, czyli jej do niedawna przyjaciela. Pewds dziękował w duszy wszystkim bóstwom, że w końcu skończył się jego koszmar, ale jednocześnie przeklinał ich, bo wraz z końcem filmu, skończyło się też leżenie na Cry’u, który wstał z kanapy, pozostawiając go tam samego. Zanim wyszedł, poinformował go tylko, że idzie na górę znaleźć sobie coś do czytania, bo chwilowo znudziła mu się telewizja. Pewdie nie za bardzo mógł go powstrzymać, nie za bardzo też chciał to robić, więc po prostu pozwolił mu odejść, samemu kładąc się na plecach i wypuszczając głośno powietrze. Świetnie się bawił, naprawdę. Nie dość, że wszystko wokół mu przypominało, że jest niewiernym dupkiem, który powinien się w końcu ogarnąć, to jeszcze on sam nie potrafił się kontrolować: ani swojego języka, który paplał bez jego zgody, ani swojego ciała, które nie mogło zachować przestrzeni osobistej zarówno jego, jak i Cry’a. Był wściekły, był smutny, był zdezorientowany – tysiące różnych emocji w jednym momencie ogarniało jego umysł, a on nie umiał nad nimi zapanować. Robiło się coraz trudniej. Gdyby mu to powiedział, może ułatwiłoby mu to sprawę? Cry byłby świadomy, mógłby mu wyraźnie dyktować, czego ma nie robić. Tak byłoby znacznie prościej. Problem był tylko jeden: czy miał odwagę, żeby mu powiedzieć o swoich uczuciach?
Cry dość szybko wszedł po schodach i zamknął za sobą drzwi z hukiem. Przejechał dłońmi po twarzy, biorąc głębokie wdechy i oddechy i próbując się jakoś uspokoić. Nie było najlepiej. Pewds znowu zaczął się bardzo swobodnie zachowywać, co nie do końca było mu na rękę. Chociaż stan wojny i kłótni był zdecydowanie gorszy, Amerykanin zaczynał powoli wierzyć, że wtedy było mu lepiej, bo przynajmniej nie spędzali ze sobą tyle czasu i nie mieli ochoty nawet na siebie patrzeć. Owszem, ta sytuacja była bardzo męcząca, ale przynajmniej nie musiał się przejmować tym, że za chwilę straci kontrolę i następnym razem, gdy Pewdie zbliży się do niego na odległość mniejszą niż dwa metry, to najzwyklej w świecie się na niego rzuci. Przestawał wytrzymywać. Myślał, że ich relacja była bolesna, wtedy, gdy dzieliło ich tyle kilometrów, kilka stref czasowych? Był bardzo naiwny. Te przepłakane noce i momenty wściekłości, które nękały go wtedy były niczym, niczym w porównaniu do tego, co przeżywał teraz. Te życzenia, że chciałby mieszkać bliżej niego i częściej się z nim widywać? Cofał je wszystkie, nie chciał już niczego. Każdy uśmiech na twarzy blondyna był jak sztylet, który ktoś wbijał mu w brzuch. Każdy żart go rozśmieszał, ale jednocześnie zadawał mu ból, ucisk gdzieś w klatce piersiowej, nieustanne kłucie w serce. Jak miał z tym funkcjonować? Pewds mówił, że pierwsze co zrobiłby po przebudzeniu, to wykonanie telefonu do niego. Pewds bez żadnego skrępowania kładł głowę na jego ramieniu, gdy oglądali komedię romantyczną. Jak miał reagować? Wciąż wydawało mu się, jakby czuł jego oddech na szyi, jego włosy łaskoczące go w policzek. Zrobiło mu się gorąco, w ustach nagle poczuł suchość. Starał się siedzieć nieruchomo, żeby mu nie przeszkadzać, ale tak naprawdę miał ochotę się odsunąć – albo po to, żeby zwiększyć między nimi odległość, albo po to, by następnie chwycić go za ramiona, popchnąć na plecy i nakryć go własnym ciałem, namiętnie całując. Czyżby nadeszła pora, żeby w końcu przyznał się do swoich uczuć względem niego? Obiecał sobie kilka lat temu, że nigdy przenigdy mu nie powie, że będzie stał obok niego i gratulował mu sukcesów w życiu z uśmiechem na twarzy, a gdy w końcu postanowi wyjść za Marzię, z takim samym uśmiechem mu pogratuluje, jakby ta informacja nie miała go zabić. Nigdy jednak nie sądził, że znajdzie się w takiej sytuacji. Skąd miał więc wiedzieć, jaka decyzja będzie dobra?
Potrząsnął głową gwałtownie, jakby miało mu to pomóc w pozbyciu się natrętnych myśli. Wziął jeszcze kilka głębokich oddechów i podszedł do półki z książkami. Książka. To był idealny pomysł, żeby skupić się na czymś innym. Wątpił co prawda, że mu się to uda, ale chciał chociaż spróbować. Miał nadzieję, że lektura pochłonie go na tyle, że zapomni o bożym świecie. Przesunął wzrokiem po regale, próbując znaleźć tytuł, który będzie brzmiał intrygująco na tyle, żeby zmusić go do wzięcia go z półki. W końcu znalazł jakiś kryminał, coś o ambitnym tytule „Wspomnienia z mgieł” i wyciągnął go z rzędu książek, niechcący wyciągając i zrzucając jakiś zeszyt, włożony tuż obok. Cry schylił się, by podnieść przedmiot i ze zdziwieniem odkrył, że był to notes w skórzanej oprawie, ten od Alice. Zaintrygowany, otworzył go i przekartkował. Nic się nie zmieniło poza tym, że pod każdym rozdziałem pojawił się tekst wierszyków zostawianych przez dziewczynę. Także ten z szóstej gry, za czytanie którego od razu zabrał się brunet.

Rozkazy Klubu Czerwonej kredki wypełniać należy,
Od nich przecież życie twoje i Cry’a zależy.
Twoje dwie misje to, choć jest to rzeczą zawiłą,
Znaleźć prezent oraz twą wieczną i prawdziwą miłość.

Pierwsza część wiersza była dla niego zupełnie jasna – zadaniem całej gry jest przecież wypełnianie rozkazów Klubu, by na samym końcu ostatecznie się zbuntować i odejść. Pewds musiał się słuchać, jeśli chciał mieć szanse na uratowanie przyjaciela, to było zrozumiałe. Druga część wiersza natomiast nie była już tak jasna. Znalezienie prezentu było co prawda bardzo ważnym elementem rozgrywki, tak samo jak zrozumienie, czym dla Jennifer była prawdziwa miłość. Treść tego jednak słabo przekładała się na rozgrywkę, w której udział brali Pewds i Cry. Prezent znaleźć musieli, ale swoją prawdziwą, jedyną miłość? Cry nie musiał jej szukać zbyt daleko, z racji tego, że była to ta sama osoba, z którą utknął w tej grze. Był przekonany, że to o niego chodziło. Ale dla Pewdie’go? Jedyna rzecz, która tyczyłaby się treści wiersza, to spotkanie się z Marzią, z jej fałszywym obrazem dokładniej mówiąc. Jeśli nie interpretować tego bardziej, wiersz próbował przekazać, że ma znaleźć swoją miłość, czyli w tym wypadku Wendy/Marzię. Gdy jednak Cry myślał nad słowami Alice nieco bardziej, dochodził do wniosku, że mimo tego, że ją znalazł, to jej nie wybrał. Czyżby Marzia nie była jego prawdziwą miłością? Jeśliby tak sugerować się fabułą gry… Cry natychmiast odrzucił tą opcję, śmiejąc się pod nosem. Nie było takiej opcji nawet, by mógł być „wieczną, prawdziwą miłością” kogokolwiek, a tym bardziej Pewdsa. Ten pomysł był tak absurdalny, że Amerykanin nie mógł uwierzyć, że przyszedł mu na myśl. Kręcąc głową z niedowierzaniem i rozbawieniem, zabrał swoją książkę i notes, po czym wziął głęboki oddech i zszedł do salonu.
Pewds leżał bez życia na kanapie, oglądając sobie telewizję. Nieco ociężale podniósł głowę, by spojrzeć na przyjaciela i uśmiechnął się do niego. Niezbyt zgrabnie usiadł, robiąc mu miejsce koło siebie i chwycił pilot, przerzucając kanał na muzyczny.
- Co ciekawego znalazłeś? – zagadnął, patrząc na książkę w ręce drugiego gracza.
- Jakiś kryminał, brzmi dobrze – odparł, podając mu tom. – I… notes od Alice. Niby nic nowego, ale przynajmniej przeczytałem wiersz z ostatniego rozdziału.
Pewds natychmiast zabrał mu skórzany dziennik, w zdenerwowaniu przewracając strony. Przy rozdziale piątym znalazł włożoną do środka zmiętoloną kartkę, tę samą, którą we wściekłości zgniótł i rzucił o ścianę. Czerwone litery wciąż pytały się go, czy zadecydował, ale on nie miał czasu się nad tym zastanawiać – dotarł do rozdziału szóstego i szybko przeczytał treść wiersza jeszcze raz.
- Przynajmniej już wiemy, dlaczego tak nagle ujrzałeś Marzię – stwierdził Cry, trochę dlatego, że chciał zobaczyć reakcję blondyna na takie wyjaśnienie i raz na dobre wybić sobie z głowy swoje dziwne teorie i nadinterpretacje. – Znalazłeś swoją prawdziwą miłość.
- Myślę, że to nie dlatego – odparł, przewracając stronę dalej by sprawdzić, czy Alice i tym razem nie miała dla niego jakiegoś ukrytego przekazu. Nie pomylił się; czerwony atrament układał się w trzy zdania, jedno pod drugim.

Już znalazłeś.
Już wiesz.
Już zadecydowałeś.

- Jeśli nie dlatego, to dlaczego? – spytał Cry, zaniepokojony faktem, że nie przyznano mu racji. – Dlaczego ją tam zobaczyłeś?
Gdyby odpowiedział, że nie ma pojęcia, skłamałby. Wiedział bardzo dobrze, dlaczego ją widział. Miała mu przypomnieć, miała mu uświadomić – bił się z myślami, ale tak naprawdę już wiedział. Już zdecydował, za kogo oddałby życie. Z kim chciałby być. Kto jest jego prawdziwą, wieczną miłością.
- Wydaje mi się… - zaczął, ale zaciął się, czując gorąco rozlewające się po całej jego klatce piersiowej. Serce zaczęło mu niemiłosiernie walić, poczuł też ucisk w żołądku. Czy naprawdę chciał to zrobić? Był w stanie? Chciał się wycofać, ale wycofywał się już tyle razy, że jego własna duma nie pozwalała mu robić tego jeszcze raz. Wziął więc jeszcze jeden głęboki oddech i wstał z kanapy. Zaczął nerwowo krążyć po pokoju, czując, jakby miał się za chwilę rozpłakać. – Wydaje mi się, że to nie o nią chodziło. Tak- tak myślę.
- O kogo, w takim razie? – zadał to pytanie, chociaż tak naprawdę bał się usłyszeć odpowiedź.
- Myślę… że chodziło o ciebie.
W pomieszczeniu zapanowała kompletna cisza. Pewds zatrzymał się, spoglądając na Cry’a ze zmieszaniem w oczach, wręcz ze wstydem. Wyłamywał sobie palce, ale nie spuszczał z niego wzroku, bacznie obserwując jego reakcję. Reakcja Cry’a była jednak bardzo prosta: zamarł on z półotwartymi ustami, marszcząc brwi w próbie przetworzenia otrzymanych informacji.
- Co masz na myśli?
- Cry… Wydaje mi się, że to o ciebie chodziło w wierszu. Że to ty- To ty jesteś tą… wieczną… - z jakiegoś powodu nie potrafił tego dokończyć, pozwalając tym dwóm niewypowiedzianym słowom zawisnąć w powietrzu. Brunet przecież dobrze wiedział, o co mu chodzi, a Pewds nie umiał powiedzieć na głos tej części, szczególnie słowa „miłość”, mimo tego, że tak właśnie nazywało się uczucie, którym go darzył.
- Czekaj – Cry wstał gwałtownie z kanapy i stanął naprzeciw przyjaciela, mając nadzieję, że się przesłyszał. – Pewds, czekaj, co? Co próbujesz mi przekazać?
- Jezu, czemu musisz wszystko komplikować? – westchnął Pewdie, w trzech krokach pokonując dzielący ich dystans, kładąc dłoń na jego policzku i wreszcie robiąc to, na co miał ochotę od dłuższego czasu.
Pocałunek nie był długi ani bardzo namiętny; właściwie było to tylko przyciśnięcie ust do ust Amerykanina, proste, ale pełne emocji. Tym jednym gestem wyrażał w tym momencie więcej, niż byłby w stanie wyrazić używając słów. Tym gestem jasno dawał do zrozumienia, co miał na myśli, co chciał powiedzieć, o co mu tak właściwie chodziło. Kochał go, w sposób jak najbardziej romantyczny. Tego nie dało się inaczej zinterpretować. Powoli wycofał się z pocałunku, niechętnie zabierając dłoń i odsuwając się.
- To. To próbuję ci przekazać – oświadczył, patrząc na jego zszokowaną minę. Jakaś część jego żałowała tego, co właśnie się działo. Druga część natomiast nie żałowała absolutnie niczego. Wpatrywał się w przyjaciela, czekając na jego oburzenie, na jego wściekłość, która jednak nie nastąpiła. Zamiast tego Cry zdecydowanie chwycił go za kark, oddając pocałunek. W przeciwieństwie do Pewdie’go, całował on namiętniej i z większym zdecydowaniem, bez nieśmiałości, która chowała się w geście blondyna. Jedna dłoń obejmowała jego kark, druga chwyciła go w talii. Ich nosy stykały się, język bruneta uparcie próbował wkraść się do jego ust, jego oczy były przymknięte. Pewds szybko zamknął też swoje, orientując się w zaskakującej dla niego sytuacji i objął Cry’a niepewnie, odpowiadając na jego pocałunek. Czuł, jak robi mu się gorąco, jak tysiące motyli podnosi się do lotu gdzieś w jego brzuchu, jak przyjemnie kręci mu się w głowie, gdy tak po prostu oddawał się przyjemności. Uwielbiał to. Miał wrażenie, jakby odlatywał po zażyciu wyjątkowo mocnych narkotyków, zagubiony w pożądaniu. Chciał, żeby to trwało wieczność, ale tak jak efekty upojenia alkoholem czy wzięcia dawki jakiejś rozweselającej używki wszystko minęło dość szybko – Cry oderwał się od niego tak gwałtownie, jak gwałtownie wcześniej zaczął go całować. Patrzyli na siebie zamglonym wzrokiem, kompletnie nietrzeźwi, oszołomieni tym fizycznym kontaktem, który przed chwilą mieli. Dyszeli ciężko, rozpaleni od wewnątrz i zadawali sobie to samo pytanie: czy nie mogliby tego powtórzyć? Cry był jednak rozsądny, jak zwykle, i wiedział kiedy powinien przestać. Otarł usta, biorąc kilka głębokich oddechów.
- Muszę usiąść. Ja… - zachwiał się na nogach, powoli siadając na fotelu. Pewds natychmiast usiadł na kanapie obok, ale w pewnej odległości od bruneta.
- Przepraszam, Cry – czuł potrzebę, żeby to powiedzieć. W końcu cała ta dziwna sytuacja była jego winą. Z drugiej strony do jego umysłu wciąż docierały wydarzenia sprzed chwili. Cry naprawdę go pocałował i to nie byle jak: Pewds nie pamiętał, kiedy ostatni raz całował się z kimś z taką pasją. – Nie potrafiłem już dłużej tego ukrywać.
- To ja przepraszam. Poniosło mnie – Amerykanin patrzył się na swoje stopy, marszcząc brwi. Widać było, że też próbuje przetworzyć wszystko, co właśnie się wydarzyło.
- Nie mam nic przeciwko – odparł Pewdie, uśmiechając się nieśmiało. Cry podniósł wzrok, patrząc mu się prosto w oczy.
- Czy możesz… Wytłumacz mi, o co chodzi, proszę. Nie rozumiem, dlaczego ty…
- Ja też do końca nie rozumiem. Znaczy, nie jestem pewien… - Pewdie wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze ustami, próbując jakoś uporządkować swoją wypowiedź. – Jakiś czas temu dotarło do mnie, że to, co do ciebie czuję chyba nie do końca jest przyjaźnią… Nie bardzo wiedziałem, co z tym zrobić, więc nie robiłem nic, ale już nie potrafiłem dłużej wytrzymać. I jeszcze ten wiersz od Alice… Tak wyszło.
Cry wciąż patrzył na niego z konsternacją. Trzęsły mu się ręce, trząsł się też głos, gdy przemówił w końcu po dłuższej chwili milczenia:
- Co masz zamiar z tym zrobić? Znaczy, ja też… - zaciął się, przetarł twarz dłońmi i westchnął. Oczy miał zaszklone. – To wszystko komplikuje, Pewds. Co chcesz zrobić dalej?
- Nie myślałem o tym bardzo – przyznał blondyn, czując, jak serce niemalże wyskakuje mu z piersi. – Po prostu, nie potrafiłem już wytrzymać dłużej. Stwierdziłem, że lepiej będzie, jak będziesz wiedział… Żeby potem nie było, że coś przed tobą ukrywam.
Cry poczuł, jak coś w nim pęka. Pewdie nie chciał przed nim tego ukrywać? Uważał, że to będzie nie fair w stosunku do niego? Super, teraz poczuł się jak skończony drań, trzymając swoje uczucia w tajemnicy przez tyle lat. Jak długo właściwie Pewds mu o tym nie mówił?
- Od kiedy… od kiedy wiesz? – zapytał niepewnie. Nadal nie mógł uwierzyć, że to nie jest jednostronne zakochanie. Łzy cisnęły mu się do oczu, cały się trząsł. Czy to się działo naprawdę?
- Od niedawna, jeśli mam być szczery. Tak właściwie odkryłem to teraz, podczas gry… Kiedy mogłem spędzić z tobą ponad tydzień sam na sam, jakoś to do mnie dotarło. To co czuję, to nie przyjaźń. Tego jestem pewien.
- To trochę krótki okres na zrozumienie tego, co się czuje – skomentował Cry, śmiejąc się pod nosem. Nie był to jednak śmiech radosny; bardziej zrezygnowany, drwiący. Pewds nie potrafił wytrzymać po zaledwie kilku dniach? Nie miał pojęcia, co znaczy cierpieć z powodu nieodwzajemnionej miłości. – Pewdie, nie komplikujmy sobie życia jeszcze bardziej, okay? To prawdopodobnie przejściowa rzecz. Dawno nie widziałeś się z Marzią, a ja jestem jedyną osobą, która tu z tobą jest i z którą jesteś emocjonalnie związany. To zrozumiałe, że wydaje ci się, że to może być miłość.
- Cry, to nie tak, ja myślę, że naprawdę-
- Myślisz, że naprawdę mnie kochasz. To jest dobre sformułowanie, wiesz? Myślisz, wydaje ci się, chyba. Zastanów się nad tym jeszcze raz, proszę. Tu nie chodzi tylko o twoje uczucia – wziął jeszcze jeden głęboki oddech. – Pewds- Felix, rozumiem, przez co przechodzisz, uwierz mi. Ale zanim podejmiesz decyzję o wyznawaniu uczuć, przemyśl dokładnie, czy te uczucia są prawdziwe. Przyznaję, chociaż nie umiałem tego zrobić przez długi czas: jestem w tobie zakochany. Dojście do tego zajęło mi jednak nieco więcej czasu niż tobie, wiesz? Jestem pewien moich uczuć względem ciebie, nie jestem za to pewien twoich uczuć względem mnie. Przemyśl to, pomyśl o Marzii. Jak już będziesz wiedział, co chcesz dalej robić, daj znać.
- Cry, spędziłem nad myśleniem o tym wystarczająco dużo czasu – głos Pewdie’go był zdecydowany. Nie spodziewał się, że konwersacja może przybrać taki obrót; ciężko mu było znaleźć odpowiednie słowa na odpowiedź, gdy w głowie krążyły mu słowa „jestem w tobie zakochany”, które usłyszał zaledwie kilka sekund wcześniej. – Jeśli zdecydowałem się na wyznanie ci miłości, to oznacza, że jestem pewien tego, co mówię. Co mam zamiar z tym zrobić? Zanim doszło do tej rozmowy miałem zamiar cię o tym poinformować i zobaczyć, jak zareagujesz. Skoro jednak twierdzisz, że czujesz to samo… To chciałbym nieco zmienić nasze relacje. I tak, pamiętam o Marzii. Nie mógłbym zapomnieć. Nie zmienia to jednak faktu, że moja decyzja jest całkowicie świadoma. Wiem co mówię, wiem co czuję. Wiem, że mi się podobasz, że uważam cię za osobę o cudownym charakterze, z którą uwielbiam spędzać czas. Tyle mi wystarcza.
Cry pokręcił głową, negując to, co właśnie usłyszał. Czuł, że za chwilę się rozpłacze – trochę ze szczęścia, trochę z ogarniającej go rozpaczy. Co miał zrobić teraz?
- Okay – odezwał się w końcu, odsłaniając twarz chowaną wcześniej w dłoniach. Zmusił się do słabego uśmiechu, powstrzymując łzy. – Rozumiem. Dobrze, że to sobie wyjaśniliśmy. Lepiej wiedzieć, przynajmniej nie będzie już więcej nieporozumień.
Pewds przytaknął słabo, myśląc jednak, że jest dokładnie na odwrót – cała ta sytuacja była jednym wielkim nieporozumieniem. Skoro obaj czuli to samo, czy nie mogli spróbować chociaż zacząć wspólnego związku? Skoro czuli to samo, czy nie mogli wpaść sobie w ramiona, ciesząc się ze wzajemności i całować się, jakby za chwilę miał skończyć się świat? Patrzył się na twarz bruneta ze smutkiem, na jego oczy wbite w przestrzeń przed nim, oczy zmęczone i załzawione. Na twarz, która była do niedawna twarzą jego przyjaciela, nie ukochanego. To zabawne, jak szybko potrafiło się zmienić jego postrzeganie.
Cry chyba poczuł wzrok Pewdie’go na sobie, bo zwrócił się do niego, by spojrzeć mu w oczy. Przez chwilę na siebie patrzyli, bez skrępowania, bez wstydu. Cry uśmiechał się słabo, tak jak zwykle to robił, gdy chciał sprawiać wrażenie, że wszystko z nim w porządku. Pewds wiedział jednak, że ma on taki sam mętlik w głowie. Odpowiedział takim samym słabym, smutnym uśmiechem, mając nadzieję, że jeszcze coś im z tego wyjdzie. Nagle Cry zerwał kontakt wzrokowy, patrząc się gdzieś w bok i odkaszlnął, podnosząc się z fotela. Pewdie od razu złapał go za nadgarstek, desperacko chcąc powstrzymać go przed odejściem.
- Pewds, muszę to przemyśleć. W porządku? Daj mi chwilę – powiedział brunet spokojnym głosem.
- Okay… - odparł słabo, rozluźniając uchwyt, jednak nie puszczając jego ręki. Cry powoli wysunął dłoń z jego uścisku, a Pewds z bólem w sercu czuł, jak jego palce bezwładnie zsuwają się po nadgarstku, wnętrzu dłoni i palcach Cry’a, by w końcu stracić oparcie i spaść tuż obok jego kolana, jak gdyby były czymś martwym, a nie częścią jego własnego ciała. Cry nie czuł tego jednak, więc nie zdając sobie sprawy ze znaczenia tego gestu najzwyklej w świecie obrócił się tyłem i wolnym krokiem ruszył w stronę schodów.
- Cry…? – Pewds zawołał go, chcąc mu powiedzieć jeszcze jedną, ostatnią rzecz, jakby te słowa miały jakoś pomóc w powstrzymaniu go przed odejściem. – Kocham cię.
Cry posłał mu kolejny smutny uśmiech, po czym spokojnie zaczął wchodzić po schodach.
Nie odpowiedział.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was po przerwie! Trochę mi to zajęło, ale w nagrodę za czekanie macie 22 strony tekstu, cieszycie się? :D
Bardzo przepraszam za nagłą zmianę czcionki, ale zauważyłam, że blogger lubi robić takie niemiłe niespodzianki, no i niestety nie umiem nic z tym zrobić :c Mam nadzieję, że jednak nie przeszkadza to w czytaniu i że będziecie się dobrze bawić anyway :D
Po pierwsze: przepraszam za zwłokę, ale moja przyjaciółka miała urodziny 3 czerwca i chciałam jej ten rozdział sprezentować, ale ona postanowiła sobie wyjechać i wrócić dopiero dzisiaj. Tak więc wińcie ją, to wszystko jej sprawka, że rozdział dzisiaj, a nie w piątek xD (A tobie Kasumi jeszcze raz wszystkiego najlepszego, utop się i spłoń <3)
Po drugie: Nie jestem pewna tego rozdziału bardziej niż kiedykolwiek jakiegokolwiek innego. Po prostu - tyle czekania, w końcu doszliśmy do części miłosnego wyznania i wyszło z tego tyle, że cały rozdział pisałam w ogromnym stresie, że sobie nie poradzę, że zawalę. Cóż, mam ochotę wykasować wszystko i zniknąć w odmętach własnej kołdry, ale wiem, że nie napiszę tego lepiej teraz, a nie chce wam kazać czekać. Jak będę naprawdę zdesperowana to to kiedyś poprawię, I swear.
Mam nadzieję, że nie jest jednak aż tak fatalnie i że mimo wszystko będzie się podobać. Nie zauważyłam, by były tu jakieś nawiązania wymagające tłumaczenia, ale gdybym coś przeoczyła, to dajcie znać, z przyjemnością wytłumaczę wszystko :)
Komentarze jak zwykle mile widziane, te z pochwałami i te z krytyką też :D
Trzymajcie się ciepło i do następnego!

Brofist!
~Maru <3

19 komentarzy:

  1. Nie wiem czy jestem pierwsza czy nie. Nie ważne po prostu muszę napisać... WOW. To było genialne. Co z tego, że 22 strony tekstu? Dla mnie to nadal za mało. Pragnę przeczytać więcej. Rozdział był genialny, tak bardzo mi się podobał, że aż słów nie mogę ująć w całość. Ogólnie zobaczyłam ten rozdział minutę po dodaniu! Czuję moc. B)
    Najpierw powiem trochę o twoim stylu pisania. Jestem z twoim opkiem od praktycznie początku, więc z każdym kolejnym rozdziałem widzę, jak poprawił Ci się sposób pisania. Opisy są takie bogate, ładnie napisane. Jestem pod wrażeniem, kurde, aż dumę czuję lol. No i jestem zazdrosna. Też tak chcę! Ale cóż? Trzymaj tak dalej! Twój styl pisma jest piękny!
    Teraz treść! Niby wielkiej akcji nie było, bo cały czas przesiedzieli w save point. Ale i tak super. Te ich rozterki tak dobrze napisane. Wątpliwości Pewdsa. C.U.D.O. Ale sorry not sorry... KOÑCOWKA! Mega. Me-ga. W końcu wiedzą o swoich uczuciach i się pocałował. MWA. Piszę z feelsów. ㅠㅠ Moje serce dostało szoku, ale kocham Cię za to. I kocham za to, że i tak nie ułatwiałaś im nic. Że nie wpadli w swoje ramiona. Dałaś mi raki niedosyt teraz. Czekam na te głębokie przemyślenia Cry'a. WIEM, że nie ma tak ładnie, ale chcę by sobie wpadli w ramiona niedługo ;;
    No co moge więcej powiedzieć. Było genialne, czekam na kolejny, proszę za miesiac, nawet wcześniej, a nie za dwa XD i weny Ci życzę!
    Brofist ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza komentująca na pewno, najpierw jednak rozdział przeszedł przez proces oceny i akceptacji przez moją przyjaciółkę, ale się nie martw, ona zawsze dostaje rozdział wcześniej xD
      22 strony to naprawdę dużo! To właściwie sześć stron więcej niż najdłuższy, który do tej pory napisałam, trochę podziwu może? xD
      Nie no, żarcik kosmonaucik, wiem, że jak się tak czyta na raz to się czuje niedosyt, sama czasami przeczytam jakiegoś niedokończonego fanfika i się potem wkurzam xD
      Jeju, cieszę się, że ktoś poza mną widzi postęp, który moim zdaniem jest OGROMNY. Super, że styl mi się cały czas kształtuje, bo te moje fanfiki to tylko takie wprawki, zanim zdecyduję się wydać coś na poważnie. Najpierw styl, a potem zabawa w pisarza :D A zazdrosna być nie musisz, bo ja cały czas się uczę i jestem pewna, że jeśli nie w tym, to w innej dziedzinie też jesteś świetna :)
      Bałam się trochę, czy tych rozterek nie za dużo, ale z drugiej strony bardzo chciałam uchwycić ten stan niepewności i zagubienia, który przeżywają osoby zakochane. Mam nadzieję, że mi się udało. A jeśli chodzi o końcówkę: bardzo bardzo bardzo się przy niej stresowałam, bo to w sumie jest taki punkt kulminacyjny i jeśli coś bym tutaj zwaliła, to chyba nigdy bym sobie nie wybaczyła. Dalej nie umiem stwierdzić, czy jest dobrze, ale skoro uważasz, że jest "Mega", to chyba będę musiała ci uwierzyć :")
      Ułatwienie im sytuacji i Cry, który od razu do niego biegnie byłoby bardzo nie w postaci i bardzo proste, a tak być nie może. Biedny się tyle nacierpiał, że musi to sobie przemyśleć i chwilę powalczyć ze sobą i ze swoimi moralnymi rozterkami. Chcę tą sytuację rozwiązać powoli, po jeszcze paru przemyśleniach i rozmowach, żeby cała ta relacja wyglądała naturalnie. Stresuję się niesamowicie xD
      Postaram się wyrobić z rozdziałem jak najszybciej, bo wakacje się zbliżają, a ja nie mogę obiecać, że dam radę wstawiać rozdziały co dwa miesiące w przyszłym roku szkolnym (jestem w klasie IB - nie musisz wiedzieć co to, wiedz, że będę sobie wypruwać flaki xD). Wena marudna jest, ale się postaram zmobilizować :D
      Brofist! <3

      Usuń
  2. O Boże ... znowu to samo uczucie.. nie wiem co napisać, to co się przed chwilą wydarzyło jest niesamowite... Cry, mój kochany Cry, jak on sobie z tym wszystkim radzi, koszmar, wspomnienia i wyznanie Pewds'a. Nie wierze, on, on, Pewdie nareszcie to zrobił, wybrał Cry'a. Te długie opisy, ich rozterki, są po porostu mistrzowsko opowiedziane. I wspomnienia cierpienia Cry'a, który bał się uczuć do Pewdie'go. To jest niezapomniane <3
    Nadal nie mogę się po tym pozbierać i to zakończenie. Pani autorko proszę nie gnębić tak swoich czytelników ! ;)
    Co będzie dalej, jak zachowa się Cry'a. Za dużo pytań. Na dodatek kolejna rozgrywka majacząca w tle. Niedawno siedziałam nocą i rozmyślałam, jak dalej potoczy się akcja, a potem naszła mnie myśl, przecież jest Amnesia. W umyśle pojawiło się czyste przerażenie, co jeśli to będzie kolejna gra ... Jeszce więcej cierpień, bólu (nie mam nic przeciwko, by Cry "trochę" pocierpiał, tak chyba mam coś z sadysty lub masochisty, zależy jak na to spojrzeć xD)
    Nie mogę doczekać się dalszej części "Świata", znowu oczekiwanie na coś zupełnie nieznanego, lecz jednakowo pięknego i w pewien sposób uzależniającego. Dobra, już kończę te swoje niemądre wywody :) Pozdrawiam cieplutko (nienawidzę panujących teraz upałów, więc ciepła już wystarczy ;) i życzą ogromu weny. Pisz szybko, czekam na kolejny magiczny rozdział ~ Madula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Cry się tu trochę męczy, ale to jeszcze nie koniec - trzeba w końcu jakoś sobie poradzić z całą tą sytuacją ;) Jak już wspominałam w odpowiedzi na komentarz poprzedni: strasznie bałam się, że opisy i przemyślenia będą za długie, ale póki co nikomu nie przeszkadzają, więc chyba jest w porządku xD
      Zakończenie miało być zupełnie gdzie indziej, ale ten fragment tak ładnie to zamykał, że zdecydowałam się skończyć tu. Taki nie do końca cliffhanger, a jednak chce się czytać dalej xD I proszę mi tu bez "Pani", bo ja mam 17 lat, nie 37 xD
      Na te pytania niestety nie mogę udzielić odpowiedzi, gdyż byłby to spoiler, a tego nie chcemy (a nawet jeśli wy chcecie, to zepsułoby wam to zabawę, więc nie xD). Podpowiem tyle: już ten safe point trochę sugeruje, co będzie następną grą, ale z racji tego, że jest to gra mało znana to może być ciężko na to wpaść xD A Cry... Zobaczysz, ja mam dla niego cały scenariusz *uśmiech złoczyńcy*
      Też się nie mogę doczekać, dużo się będzie działo! Wasze komentarze bardzo mnie motywują do pracy, z wielką chęcią napiszę dla was kolejne rozdziały :D
      Pozdrawiam także, dziękuję za życzenia! Do następnego :D

      Usuń
  3. Zapowietrzyłam się. Zapowietrzyłam się i nie jestem w stanie wydusić ani słowa. Siedzę i gapię w ten monitor jak ostatni debil, nie wierząc w to, co przed chwilą przeczytałam... I jakie dobre to było. I jak cholernie mi się podobało i jak cholernie chcę więcej.
    Napisałam Ci już na fb, że dostała ataku euforii tylko po zobaczeniu, że pojawił się nowy rozdział. Nie jestem w stanie napisać, co czuję teraz. Naprawdę. Ten fanfick jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałam. Nie tylko z Pewdiecry'a, ale ogólnie. ARCEUSIE, WINCYJ.
    I teraz zacznę się rozpływać: znalazłam ten fanfick, kiedy bohaterowie męczyli się jeszcze z Bloody Trapland i od tego czasu dosłownie zakochałam się w tym fanficku po uszy. Kiedy pojawiał się nowy rozdział z uśmiechem na ustach chłonęłam oczami każdy opis, dialog, każde słowo i literę. Wczuwałam się w Pewds'a i Cry'a. Głównie dlatego, że obu ich uwielbiam, jednak drugim powodem było to, że zostali cholernie dobrze tu przedstawieni. Jezusie Chrystusie, pokochałam ich w Twoim wydaniu!
    A to, co się wydarzyło w końcówce tego rozdziału... Nie mogę tego opisać słowami, to jest niesamowite. N I E S A M O W I T E .
    Te uczucie niepokoju, wrażenie, że to nie wyjdzie, że to tak nie powinno być, co ja robię... To jest takie realne, że aż wspaniałe. Nie mam słów. Dosłownie. Nie mam słów c:
    I Twój styl pisania. Od prologu zmienił się niebywale. Opisy są dokładniejsze i dłuższe i jakoś przyjemniej się je czyta.
    Maru.
    Trzymaj tak dalej i proszę Cię - Nie zawiedź nas! <3
    Pozdrawiam ciepło, twoja fanka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz się aż zapowietrzać, toż to zwykły fanfik! xD OMG, jak ja się cieszę, że ci się podoba i że chcesz więcej - to oznacza, że nie mogę tego porzucać xD
      O boże, mój ff mianem "najlepszego fanifka jaki kiedykolwiek czytałaś"? To zaszczyt! Moim najlepszym przeczytanym nie jest, ale ja lubię pływać w samokrytyce, więc się nie liczę xD Bardzo mile mnie to zaskoczyło, że ktoś tak sądzi :")
      O jeju, Bloody Trapland... Kiedy to było, dwa lata temu? XD Super słyszeć, że jesteś tu ze mną przez niemalże całą podróż. Super słyszeć, że są dobrze przedstawieni. Ogółem super, jak ja się cieszę z twoich pochwał, o mój borze zielony <3
      NIE WIEM, JAK MAM WYRAŻAĆ MOJE SZCZĘŚCIE XD Jestem przeszczęśliwa, że jesteś zachwycona końcówką i że uważasz, że uczucie niepokoju było realne, przez ciebie teraz mi zabrakło słów :")
      I Jezu, jak dobrze jest widzieć, że ludzie mnie chwalą za poprawę stylu :")
      Nightmare Girl,
      Nie kładź na mnie takiej presji, bo ja potem ze stresu nie umiem nic napisać xD
      Popłakałam się ze szczęścia przez twój komentarz, naprawdę. Dosłownie, musiałam iść się przytulić do mamy, bo nie dałam rady.
      Jesteś cudowna.
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. ODPOWIADAM PO PRAWIE MIESIĄCU, BO MÓJ INTERNET MNIE NIENAWIDZI.
      Tak, jestem tutaj od Bloody Trapland, chociaż komentować zaczęłam niedawno. Komentować w teorii, bo wrzucą koma raz na pierdyliard lat XD
      Nie kładę presji, kochana! My jesteśmy cierpliwe człowieki, my czekać byndziemy. No, przynajmniej ja |D
      ... Popłakałaś się... ze szczęścia... przez mój komentarz...? O rany... Ja... Ja nie wiem, jak to skomentować... Powiem jedynie, że trafiłaś prosto w moje serduszko i wprowadziłaś do niego ciepło. Tymi dwoma zdaniami, samymi jedynymi. W tej chwili... I can't even... Okej, teraz ja płaczę. Również ze szczęścia.
      Nie, Maru.
      To ty jesteś cudowna i to ja dziękuję tobie. To MY dziękujemy tobie! <3
      Nie poddawaj się, pisz dalej i wiedz, że masz czas - na cudowne rzeczy warto czekać!
      Jesteśmy z tobą, Maru!
      Po raz kolejny - Nighty (taki skrót)
      PS. Czemu nie pozwolisz obserwować się na fb? Będę twoją stalkerką, również wierną co Kasumi, gdy stalkowała Cry'a (JA JESZCZE PAMIĘTAM JEJ FIK Z KANAPĄ. JESZCZE GO PAMIĘTAM, NA STARYM BLOGU) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
    3. Dzięki twojej spóźnionej o miesiąc odpowiedzi ja nareszcie zmotywowałam się by odpowiedzieć na komentarze innych, też po miesięcznej przerwie. Dzięki ci za to, bo bym się z tym nigdy nie ruszyła xD
      I tak sobie sama nakładam dużo presji ustalając sobie deadline na wszystko, więc w sumie wychodzi na jedno xD Twoja cierpliwość zostanie nagrodzona, gdyż mój deadline przewiduje 7 lipca jako datę publikacji, ale trochę mnie leń łapie i nie wiem czy mi się uda, także... 13 najpóźniej xD
      Tak, pamiętam, poryczałam się. Naprawdę ważne są dla mnie wasze komentarze, a gdy są tak pozytywne i tak cieszą się z mojej pracy, to wzruszam się natychmiast i te łzy jakoś tak same lecą :") No i widzisz co narobiłyśmy? Teraz będziemy ryczeć obie xD
      Jesteście cudowni, kocham was <3 Dziękuję za całą motywację jaką od was otrzymuję :)

      PS. O co chodzi? Nie da się mnie obserwować na fejsie? Co masz na myśli? XD Nie mam nic przeciwko stalkerkom, ale nie polecam zakradać mi się do kanapy, kilka kilo nadwagi, które mam mogą ci zaszkodzić xD
      Btw, cudownie że pamiętasz to arcydzieło <333

      Usuń
    4. Arceusie, poczułam się doceniona <3
      Pssst, postaraj się na 12, to będę miała cudowny prezent na urodziny XD Nie nakładaj sobie deadline'ów, tylko korzystaj z innego sposobu, by to przyspieszyć, nie stresuj się, Maru! XD Bo wtedy wszystko wychodzi źle, z doświadczenia niestety wiem XD
      Nie tylko ty tak masz, uwierz mi :D Mnie tak łatwo doprowadzić do płaczu, ja czasem nawet na komediach ryczę XD
      JESTEŚMY Z TOBĄ, MARU! <3

      PS. No, czasem przy czyimś profilu jest taka opcja "Obserwuj". U ciebie jej nie ma :P
      Mogę cię ewentualnie dodać do znajomych, ale nie wiem, czy wyrazisz zgodę.
      Pfff, nosiłam nauczycielkę od matmy, która ma kilkadziesiąt kilo nadwagi i mój kręgosłup jest cały, bring it on! XD
      Pamiętam, pamiętam! :D A tak btw. to czemu Kasumi usunęła starego bloga? Lubiłam go czytać.

      Usuń
  4. Mówiłam, że będzie good, to nieeee xD tak to jest później jak nie słuchasz starej dobrej Kasumi, teraz sypią na ciebie pochwały :"D
    Wiesz co sądzę o rozdziale i widziałaś moje reakcje. Jest BOSKO <3 Wreszcie długo wyczekiwany pocałunek <3 Teraz wiesz na co czekam heheheheh *lennyface*,
    Powodzenia Maru, pisz dalej <3 I jeszcze raz dziękuję za tak cudowny prezent, jesteś wspaniała <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ty się nie znasz, a ja mam niską samoocenę, jesteś mało wiarygodna xD
      Wiem, wiem, bardzo się cieszę, że ci się podobał <3 I wiem na co czekasz, a moja odpowiedź na to brzmi: nie c:
      Dziękuję, zabiorę się za pisanie ostro xD I proszę, mocno harowałam na ten rozdział xD
      Kc <3

      Usuń
  5. Przeczytałam to 4 razy xD Pierwszy raz na religii i tak dziwnie przy tym wyglądałam, że wszyscy się na mnie krzywo patrzyli xDD Jak się pocałowali to mało z krzesła nie spadłam xD
    Wow, wow, wow... mam ubogie słownictwo, wybacz xD Nie no, to jest piękne! I tak jak każdy, czuję niedosyt. Tak szybko to pochłonęłam, że nie czuję tych 22 stron XD Dlatego przeczytałam to kilka razy... więc teraz jest 88 stron xD
    Wszystko tak cudownie opisane, że mi rozsadza serce *^*
    I tak trafiłaś z tym rozdziałem... tak sobie chodzę po blogspocie i tak myślę... "Kiedy Maru da rozdział?". Jak na zawołanie, dzień po - nowy rozdzialik do przeczytania >u<
    Będę oryginalna i nie będę poganiać autora, he xD
    Weny dużo, a czasu jeszcze więcej!
    Pozdrawiam ~<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczyt prokrastynacji: odpisywać po miesiącu na komentarze xD
      Czytanie 22 stron 4 razy to naprawdę imponująca rzecz, ja to czytam zaledwie raz do dwóch razy w porywach, zanim opublikuję, także podziw, że ci się w ogóle chciało xD
      A co to za czytanie takich rzeczy na religii? Ty sobie uważaj xD I nie spadaj z krzeseł, z doświadczenia wiem, że to boli xD
      Dziękuję, ogromnie się cieszę, że ci się podoba :D Mam nadzieję, że twoje rozdarte serducho da sobie radę xD
      Och, jak miło, ktoś mnie nie pogania <3
      Pozdrawiam także :)

      Usuń
  6. Mój pisk, kiedy się pocałowali... XDD
    Jezu, ten rozdział jest jednym słowem G E N I A L N Y.
    I jeszcze te opisy w trakcie pocałunku, awawawaw <3
    Tyle czekać i doczekać się takiego rozdziału, no kc Cię normalnie
    Kurde, oby było więcej takich rzeczy w dalszym rozwoju wydarzeń~
    No i tak na koniec jak zawsze życzę Ci weny i megamega dużo czasu na pisanie <3

    ...kurde, chciałabym pisać jak ty ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też reaguję piskiem na pocałunki moich shipów, także czuję sytuację xD
      D Z I Ę K U J Ę! Bardzo się bałam o ten rozdział i naprawdę nie spodziewałam się aż tak pozytywnych recenzji, mega mnie to cieszy. I to, że wam się podoba pocałunek - super <3
      Kc też za komentarz, nic tak nie nagradza moich wysiłków jak żywiołowe reakcje moich czytelników :D
      Będzie co będzie, ja mam nadzieję, że będziesz też ty :)

      Ćwicz i ćwicz, a się nauczysz. Moje motto, bo między prologiem a rozdziałem 7 jest przepaść, także wierzę, że trening naprawdę czyni mistrza. Powodzenia w pisaniu! <3

      Usuń
  7. Kurde... nwm co mam teraz ze sobą zrobić. Czuję taki niedosyt po tym wszystkim. Ten pocałunek... popłakałam się jeszcze na sam koniec :') Czekam na kolejny rozdział który rozwali moje serduszko jeszcze bardziej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie wiem co mogę poradzić na ten niedosyt poza kolejnym rozdziałem, także pracuję nad nim bardzo. I (to zabrzmi okropnie) cieszę się, że się popłakałaś, bo to oznacza, że były emocje :D
      Do zobaczenia pod następnym rozdziałem <3

      Usuń