wtorek, 29 grudnia 2015

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział szósty, część pierwsza.

VI

Pewds zdecydowanie nie czuł się komfortowo w tej sytuacji. Tak, zdawało mu się, że przeprosił za swoje okropne zachowanie i Cry przestał być na niego wściekłym, ale niestety teraz zaczął być smutny, więc ostatecznie blondyn i tak uważał się za skończonego dupka. Oczywiście, cała ta kłótnia i wszystkie te kłamstwa, które mu powiedział pomogły nieco w ustabilizowaniu relacji między nimi – Cry nie miał podstaw, by podejrzewać, z czym tak naprawdę męczy się jego przyjaciel. Co prawda teraz trzeba będzie podtrzymywać złudzenie, że Pewdie jest zmęczony wiecznym towarzystwem, ale w ogólnym rozrachunku to wcale nie było takie tragiczne, jak mogłoby się zdawać. Gdyby brunet dowiedział się, że Pewds się w nim podkochuje, pewnie ich relacje zmieniłyby się w istny koszmar, szczególnie, jeśli doszłoby do poważniejszej kłótni. Jak mieliby wtedy ze sobą współpracować i ufać sobie nawzajem, jeśli Cry źle przyjąłby taką informację? Mogliby się pożegnać z jakąkolwiek szansą na opuszczenie tego koszmaru.
Pewds ukrył twarz w dłoniach, gdy jeszcze raz przeanalizował całą sytuację. Właśnie do niego dotarło, do czego przyznał się sam przed sobą: to co czuł do Cry’a zaczęło przekraczać granicę przyjaźni. Gdyby się nad tym zastanowić, miłość od przyjaźni dzieli tak cienka, krucha linia. Tak łatwo zacieralna... Czy nie zdarzyło mu się to wcześniej? Chociaż raz, jako głupia historyjka z młodości, w której przyjaciółka zaczęła mu się podobać w mało teoretycznym sensie? Oczywiście, miał za sobą takie przeżycia. Nigdy do mężczyzn, ale co za różnica? Pewdie rozpoznawał uczucie, które się w nim zrodziło i chociaż nienawidził go z całego serca, nic nie mógł z nim zrobić. Był zakochany w Cry’u. Przyznawał się do tego, jeśli nie przed innymi, to przynajmniej przed sobą. Chociaż myślał, że z wyklarowaną sytuacją uczuciową będzie mu łatwiej, pomylił się. Teraz wszystko wydało mu się jeszcze bardziej skomplikowane. Po pierwsze: Marzia. Wciąż była, nawet jeśli ostatnimi czasy jej nie widział. Nie mógł o niej zapomnieć; nie mógł zapomnieć o dziewczynie, która kompletnie zmieniła jego świat i w której był zakochany na zabój od kilku dobrych lat. Nadal czuł lekkie ukłucie tęsknoty w sercu, gdy przypominał sobie ciepło i miękkość jej ust, delikatny zapach jej szamponu, który czuł za każdym razem gdy ją przytulał lub gdy spał koło niej, czy uroczy, łagodny głos, który zawsze był pełen radości. O boże, kochał ją ponad życie. Czy naprawdę mógłby poświęcić ten szczęśliwy związek, który trwał już od dobrych kilku lat dla czegoś, co mogło być zawahaniem serca? Zwykłą słabostką, która go chwilowo nęka? Czymś, co prawdopodobnie i tak się nie spełni? Czy naprawdę było warto?
Nagle coś ciężkiego oparło się o jego ramię, wywołując u niego niemały zawał. Pewdie lekko obrócił głowę, by spojrzeć na twarz Cry'a, który zmożony snem oparł się na nim. Musiał przechylić się na zakręcie, bo jeszcze przed chwilą spał z policzkiem przyciśniętym do szyby. Teraz jednak leżał wygodnie na barku blondyna, całkowicie pogrążony w głębokim śnie. Miał lekko otwarte usta i jego twarz wyglądała dość śmiesznie rozjechana na jego ramieniu. Gdyby tylko Pewds miał telefon lub aparat…
- Śpij jak człowiek, proszę – mruknął tylko, odrzucając ochotę uwiecznienia tego w jakikolwiek sposób i delikatnie złapał Cry’a za ramiona. Przesunąwszy się maksymalnie do ściany, położył przyjaciela na tylnich siedzeniach, jego głowę opierając sobie na kolanach. Miał cichą nadzieję, że Amerykaninowi nie wpadnie do głowy, żeby się w najbliższym czasie budzić, bo sytuacja mogłaby być niego trudna do wyjaśnienia. Na szczęście wyglądało na to, że zmęczony Cry śpi bardzo głębokim snem, bo nawet gdy cały autobus zatrząsł się przejeżdżając po jakiejś dziurze w drodze brunet nieugięcie odmawiał obudzenia się. Pewdie bez strachu mógł więc pozwolić sobie na położenie dłoni na głowie Cry’a i na powolne przeczesywanie jego włosów palcami. Jeszcze nigdy w życiu nie pozwolił sobie na taki rodzaj gestu wobec niego. Było w tym coś… intymnego. Sposób, w jaki jego palce przesuwały się początkowo po głowie, a następnie po linii szczęki i boku szyi był bardzo delikatny, badawczy, niepewny, jakby stykał się po raz pierwszy z jakimś przedmiotem lub zjawiskiem. Chociaż znali się taki kawał czasu, z tej strony dopiero go poznawał. Nigdy wcześniej nie próbował dotykać go w inny sposób niż poklepanie po plecach czy zaczepne szturchnięcie, kiedy się kłócili. Teraz naprawdę przekraczał wszelkie granice przyjaźni.
Właśnie, to był kolejny powód, żeby nie przekraczać jej za bardzo. Gdyby Cry go znienawidził, nigdy by sobie tego nie wybaczył. Co prawda brunet nie wyglądał na kogoś, kto dyskryminowałby ludzi ze względu na orientację seksualną czy cokolwiek innego. Zawsze, gdy się wypowiadał na jakiś trudniejszy temat potrafił to robić tak, by wyrazić swoją opinię i nie urazić nikogo, zresztą była to jedna z cech, którą Pewds u niego uwielbiał, bo dzięki temu raczej nie wchodzili w żadne konflikty czy kłótnie. Problem był w tym, że przy tego typu konwersacjach rzadko kiedy mówili w kontekście siebie, tylko raczej mówili o czymś, co dotyczyło innych ludzi. Cry mógł więc nie mieć nic przeciwko osób o różnych orientacjach, ale być może zaczęłoby mu to przeszkadzać, gdyby wiedział, że Pewdie zaczyna wątpić w swoją heteroseksualność, bo się w nim zabujał. Zresztą nawet Pewds czuł się, jakby go oszukiwał. Choć było to dla niego całkowicie nowym doświadczeniem i po raz pierwszy stykał się z uczuciami do przyjaciela, to Cry mógłby pomyśleć inaczej, że tak naprawdę cała ich przyjaźń była tylko przykrywką, bo Felix się w nim zakochał. Niebezpiecznie byłoby mu więc wyznawać uczucia, bo jeśli doszłoby do jakiegoś nieporozumienia… Za bardzo mu zależało na Cry’u, by teraz zburzyć relacje budowane przez ostatnie trzy, prawie cztery lata. Ukrywanie tego w teorii nie było takie trudne: Pewdie musiał po prostu zachowywać się tak, jak zachowywał się wcześniej. Udawanie zwykłej, platonicznej przyjaźni nie jest przecież wcale takie trudne, prawda? Szczególnie, że udawać musi tylko przez następne kilkanaście dni, do końca całej gry. Jeśli uda im się przeżyć i wygrać rozgrywkę, będzie mógł wrócić do domu, do Marzii, a kilometry dzielące go od Cry’a zajmą się całą resztą i pomogą mu w zanegowaniu wszelkich uczuć i wróceniu do starego, prawidłowego porządku. Tyle chyba może zrobić?
Szwed znowu westchnął ciężko, przymykając oczy. Co on by zrobił bez wiecznego komplikowania sobie życia? Dlaczego nie mógł chociaż raz skupić się na najważniejszych sprawach, takich jak na przykład ratowanie swojego życia i dbanie o swoje zdrowie w trakcie przechodzenia przez najbardziej niebezpieczną grę, w jakiej miał wątpliwą przyjemność brać udział? Zamiast tego postanowił sobie dorzucić zmartwień i zaczął się podkochiwać w koledze, który nie miał o tym bladego pojęcia i w efekcie uważał go za okropnego drania. Świetny pomysł. W dodatku Pewds postanowił nie zaprzeczać swoim własnym uczuciom, tylko poddał się im bezwarunkowo, prawie akceptując to, jak potoczył się jego los. Siedział więc teraz, zagubiony we własnych myślach i wątpliwościach, delikatnie kreśląc wzory na ramieniu Cry’a, który leżał mu na kolanach i wpatrując się w jego twarz zastanawiał się, jakim cudem w ogóle do tego doszło. Czy wszystkie te wnioski, które snuł przez ostatnie pół godziny były jego własnymi przemyśleniami, czy może został zmanipulowany jednym, głupim zdaniem, które przypadkiem przeczytał w tym przeklętym notesie dwie rozgrywki temu? Co było prawdą?
Nagle autobus zatrzymał się. Pewdie zamarł, zaskoczony, a po chwili wyjrzał przez okno, by sprawdzić, czy nie dojechali już może na miejsce. Nie był w stanie tego stwierdzić, bo przystanek obok którego stanęli wyglądał tak samo, jak ten z którego ruszyli. Pewds chciał już nawet budzić przyjaciela, myśląc, że to jest cel ich podróży, ale wtedy otworzyły się drzwi busa i do środka wszedł mały chłopiec, na oko siedmioletni. Zaraz po jego wejściu autobus ruszył powoli, nie dając graczom możliwości wyjścia. Szwed obserwował więc czujnie dzieciaka, który spokojnym krokiem przeszedł przez całą długość autobusu i usiadł dokładnie rząd przed nim, czytając jakąś książkę, którą ze sobą przyniósł. Siedział tak przez kilka dobrych minut i wtedy, gdy Pewdie stracił nim zainteresowanie i postanowił dalej patrzeć się na Cry’a, chłopiec odezwał się cicho:
- Pewdiepie, Pewdiepie! Pobaw się ze mną, Pewdiepie!
Blondyn wzdrygnął się na dźwięk swojego pseudonimu, wypowiedzianego tym cienkim, nieco strasznym głosem. Zanim zdążył zareagować, zapytać się chłopca o cokolwiek, odpowiedzieć mu jakoś, małolat wstał ze swojego siedzenia i podszedł do mężczyzny, podając mu książkę, którą wcześniej czytał. Dopiero teraz było widać, że była to raczej taka książeczka, jakie czasami robią dzieci: kilka kartek spiętych ze sobą, z krzywym rysunkiem na okładce i tytułem napisanym kredką – „Mała księżniczka”. Pewds niepewnie chwycił plik kartek, wciąż bacznie obserwując chłopca, który teraz wpatrywał się w podłogę z wielkim zainteresowaniem.
- Przeczytaj bajkę. Proszę, przeczytaj mi bajkę. Co się następnie wydarzy? – tym samym bezbarwnym, cieniutkim głosem zachęcał go do czytania. Otworzył książkę na jednej ze stron i gdy Pewdie dokładniej przyjrzał się kartce, okazało się, że jest ona całkowicie pusta.
- Mały, o co ci chodzi? – zwrócił się do dziecka i wtedy zauważył, że zdążyło już odbiec do drzwi autobusu, który właśnie się zatrzymał. Pewds został z pozszywaną książeczką w dłoniach, zastanawiając się, co ma dalej robić. Początkowy plan zakładał, że zostanie w autobusie i nie będzie się przejmował tym, co się przed chwilą zdarzyło, jednak gdy po dziesięciu minutach pojazd dalej stał w miejscu i nie chciał jechać dalej, dotarło do niego, że chyba będzie musiał podążać za dziwacznym chłopcem i zwrócić mu tą książkę. Z niechęcią przystąpił więc do budzenia Cry’a, potrząsając nim delikatnie.
- Co jest…? – brunet nie był zbyt przytomny i świadomy, kiedy w końcu się ocknął. Spojrzał na przyjaciela spod przymrużonych powiek z kompletnym zdezorientowaniem na twarzy, które powoli zmieniło się w zaskoczenie. – Czy ja przysnąłem ci na kolanach? Boże, przepraszam, ja nie-
- Nie szkodzi, mamy ważniejszy problem – Pewdie cierpliwie zaczekał, aż Cry nieco się ogarnie i zacznie bardziej kontaktować, po czym pokazał mu książkę. – Wydarzyło się właśnie coś bardzo dziwnego…
- Co konkretnie? – Cry odebrał od niego kartki, ziewając szeroko, wciąż rozespany.
- No więc do autobusu wsiadł jakiś chłopiec i podał mi tą książkę, mówiąc, że mam mu ją przeczytać, ale na stronie, na której ją otworzył nie było żadnego tekstu, a zanim zdążyłem się spytać o co chodzi, chłopak uciekł przez drzwi i zostawił mnie tu z tym. Na początku chciałem jechać dalej, ale bus się nie rusza od kilku dobrych minut, więc…
- Czekaj, co? – Amerykanin rozbudził się w ułamku sekundy i chwycił Pewdie’go za ramiona, wyraźnie podenerwowany. – Wszedł tu chłopiec i dał ci książkę, a potem zwiał?
- Tak, tak w skrócie – odparł Pewds, nieco zaskoczony żywiołową reakcją drugiego gracza. – Coś z tym nie tak?
- Cholera, cholera, cholera… - Cry zaczął mamrotać nerwowo pod nosem, otwierając książkę na pierwszej stronie, o dziwo zapisanej i zarysowanej ciemną kredką, po czym zaczął czytać na głos. – Pewnego razu była sobie urocza mała dziewczynka. Jej przyjaciółka, Księżniczka Czerwonej Róży, zawsze stała u jej boku. Aż pewnego dnia, jej mamusia i tatuś zginęli niespodziewanie i Księżniczka także zniknęła, zostawiając dziewczynkę samą. A biedna mała dziewczynka została odesłana do dziwnego domu… Cholera jasna!
Krzyk Cry’a kończący powieść wystraszył trochę Pewdie’go, nieprzygotowanego na taki wybuch złości. Cry wyraźnie wiedział, w co takiego się wkopali i jakie to będzie miało konsekwencje. Wstał gwałtownie, rozglądając się czy nie zostawił przypadkiem czegoś na siedzeniu, a gdy już się upewnił, że wszystko ma, chwycił mocno przyjaciela za nadgarstek  i zaczął go ciągnąć w stronę wyjścia.
- Przepraszam, gdzie jesteśmy? – zdecydowanym głosem zwrócił się do kierowcy. Mężczyzna skierował swój pusty wzrok na niego i odezwał się głosem tak beznamiętnym, że obu graczy przeszły ciarki:
- To jest mój ostatni przystanek. Uprzejmie proszę panów, aby opuścili panowie pojazd.
Cry zagryzł wargę, powstrzymując się od posłania wiązanki przekleństw w kierunku kierowcy, po czym odwrócił się i posłusznie wyszedł z autobusu. Pewds stał jeszcze chwilę, zastanawiając się, co się tak właściwie dzieje, ale w końcu dołączył do bruneta. Gdy tylko opuścił bus, drzwi zatrzasnęły się za nim i pojazd ruszył przed siebie.
- Cry, co się dzieje? – spytał, wciąż zdezorientowany.
- Modlę się, żeby okazało się to moją pomyłką, ale jeśli nie… To nasza następna rozgrywka odbędzie się w grze „Rule of Rose”.
- Pierwsze o tym słyszę. Skoro jednak jesteś tak wściekły, to chyba oznacza, że gra jest naprawdę straszna… - Pewds obserwował, jak Cry rozgląda się po otoczeniu. W końcu znalazł jakąś ścieżkę, prowadzącą prosto w ciemność i skinął na blondyna, żeby za nim podążył.
- Straszna? W cholerę. Przechodzenie jej to był istny koszmar – mruknął Amerykanin, ale jego głos był przesiąknięty ironią. – Najgorsza gra, w jaką miałem okazję zagrać. Może nie najgorsza, ale na pewno jedna z najgorszych. Miałem nadzieję, że nie będę miał z nią styczności nigdy więcej.
- Rozumiem. Cóż, mam nadzieję, że dasz radę przejść ją jeszcze raz.
Liście szeleściły pod ich stopami gdy szli ścieżką pod górkę, wspinając się na jakieś wzgórze. Droga ogrodzona była płotem, więc nie było możliwości zboczenia z trasy i znalezienia jakiegoś wyjścia z sytuacji. W dodatku było tak ciemno, że ledwie byli w stanie zobaczyć, w którym kierunku idą, trzymanie się blisko płotu było więc w tej sytuacji bardzo rozsądnym zachowaniem. Otaczały ich drzewa, szumiąc złowrogo i szczerze mówiąc Pewdie nie czuł się zbyt dobrze w takim środowisku. Na szczęście po chwili księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił im nieco drogę. Dopiero teraz do Szweda dotarło, że temperatura jest nieco wyższa niż podczas ich pobytu w wiktoriańskiej Anglii. Wyglądało na to, że zima przeminęła, ustępując miejsca nieco cieplejszemu klimatowi. Co prawda w nocy nie za bardzo mógł zobaczyć, jak wyglądają elementy przyrody, ale temperatura i brak śniegu były łatwe do zauważenia. Pewds był całkiem zadowolony z tego faktu – przynajmniej nie będzie zamarzał w środku nocy i nie będzie musiał wpychać się do łóżka Cry’a. Teraz byłoby jeszcze bardziej niezręcznie niż było wcześniej…
Droga nie była zbyt długa, bo przeszli ją zaledwie w piętnaście minut, ale przez utrzymujące się między nimi milczenie Pewds miał wrażenie, że szli wieki, nim dotarli do rozwidlenia dróg. Opcje były trzy: mogli pójść ścieżką na lewo, na prawo albo prosto.
- No, to prowadź – Pewdie chętnie przerwał ciszę. – Jesteś bardziej zorientowany niż ja…
- Tak, ale nie pamiętam wszystkiego, to nie jest jedyna gra, jaką miałem okazję przejść w ciągu całego mojego życia, wiesz? – odparł Cry, podchodząc do drogowskazu. Droga w prawo prowadziła do wschodniej części wzgórza Strange Hill, na którym właśnie byli, ścieżka na wprost do Sierocińca „Ogród Róż”, natomiast ta na lewo do safe pointu, jak głosił znak. – Cóż… Zgaduję więc, że w lewo. Zaufajmy znakom, może nas nie oszukują.
Ścieżka była węższa niż ta, którą dotarli do rozwidlenia, więc musieli iść jeden za drugim. Otoczeni byli drzewami i krzewami różnej wysokości, które nieco ograniczały widoczność. W końcu jednak mężczyznom udało się wyjść na większą przestrzeń i przed sobą zobaczyli niezbyt wielki dom. Miał pogaszone światła i widać było, że jest już podstarzały. Gracze niepewnie przeszli przez ogród otaczający dom i weszli na werandę, skąd dostali się do głównych drzwi. Ku ich zaskoczeniu, nie były zamknięte i mogli bez problemu dostać się do środka. Stojąc w ciemnościach gorszych niż na zewnątrz, Cry zdołał wymacać przełącznik światła na ścianie i rozświetlić nieco wnętrze.
Stali w niezbyt długim korytarzu. Pokój naprzeciw okazał się być salonem, w którym znajdowała się stara, brązowa kanapa, stół i dwa regały, a pod ścianą naprzeciw kanapy - kominek. Beżowe ściany i drewniana podłoga, zasłony w białawym kolorze… Całościowo pokój był dość nudny, wręcz pusty. Można było z niego wyjść drugimi drzwiami, prowadzącymi na korytarz, z którego zaś przechodziło się do małego pomieszczenia z biurkiem zawalonym papierami, szafką oraz gitarą, leżącą w rogu. Po wyjściu z tego pomieszczenia jedyna możliwa droga prowadziła prosto. Na końcu przejścia znajdowała się bowiem para drzwi: te znajdujące się po lewej stanowiły wejście do jasnej, wykafelkowanej na biało łazienki z wanną, toaletą i umywalką, natomiast te na wprost kryły przestronną kuchnię z dużym drewnianym stołem na środku, lodówką, całym rzędem szafek stojących tuż obok kuchenki gazowej oraz kilku półek pełnych przetworów i produktów nie potrzebujących przechowywania w zimnie. W domu znaleźli jeszcze dwa inne pomieszczenia, znajdujące się tuż obok siebie: sypialnie. Pierwsza z nich, ze ścianami koloru kawy z mlekiem mieściła jedno łóżko z białą narzutą i półkę z książkami oraz lampę ustawioną w rogu. Druga sypialnia, o ścianach wytapetowanych na niebiesko z jasnymi chmurkami wypełniona była łóżkiem i dużą, białą szafą, a podłogę zakrywał tu okrągły dywan w paski. Gracze rozejrzeli się dokładnie po całym domu, ale wyglądało na to, że znajdywały się tam tylko te pokoje.
- W porządku, jeśli pozwolisz, to zajmę sobie ten beżowy pokój – powiedział Cry, kierując swe kroki do sypialni. – Chyba, że ci zależy, mnie obojętnie.
- Nie, nie mam żadnych preferencji – odparł Pewds, nieco zaskoczony faktem, że mają osobne pokoje. – Śpij dobrze.
- Ty też.
Pewdie otworzył drzwi do niebieskiego pomieszczenia i pierwsze co zrobił, to przeszukał szafę. Nie znalazł tam niczego, czego by się nie spodziewał: wszędzie rozłożone były kupki z ubraniami. Zajęło mu chwilę, żeby znaleźć piżamę, ale w końcu mu się udało. Wciągnął więc na siebie błękitne pasiaste spodnie i właśnie gdy był w trakcie ubierania koszuli, do jego pokoju wszedł Cry.
- Przeszkadzam? – rzucił tylko, podchodząc do szafy. – Wygląda na to, że masz moje ubrania, więc będę cię musiał czasami nawiedzać.
- Nie mam nic przeciw, tylko pukaj następnym razem.
- Przepraszam, zapomniało mi się. O, znalazłem. Dobranoc – brunet opuścił pomieszczenie tak nagle, jak do niego wszedł, zostawiając Pewdie’go całkiem samego.
Szwed domknął szafę, po czym zgasił światło i w egipskich ciemnościach dotarł w końcu do łóżka, kładąc się na nim ciężko. Ten dzień był naprawdę wykańczający. Pokłócił się z Cry’em, naopowiadał mu mnóstwo kłamstw, ale przy okazji dowiedział się o sobie czegoś nowego, czegoś, czego wcale nie chciał się dowiadywać. Teraz, w wyniku tych wszystkich decyzji doszło do tego, że Cry traktuje go z dużym dystansem. Nawet, kiedy rozmawiają, cała ich konwersacja ogranicza się do krótkich wypowiedzi i komentarzy, a Amerykanin utrzymuje swój chłodny, wypracowany ton głosu, sprawiając, że nie ważne co mówił, brzmiał, jakby mówił do zupełnie mu obcej osoby. Chociaż Pewds czuł ból z tego powodu, jak na razie nie miał zamiaru próbować tego zmieniać. Lepiej, żeby dalej się tak zachowywał, bo może wtedy Felix będzie mógł wyplenić z siebie wszelkie wątpliwości i zawahania? Wtedy, kiedy już wybije sobie z głowy zakochanie, będzie mógł wrócić do starych dobrych relacji. Problem był jedynie w tym, że nie wiedział, jak długo jeszcze to potrwa, zanim znowu będzie w stanie normalnie się z nim kumplować. Miał tylko nadzieję, że nie będzie to zbyt długi okres czasu.
Cry zamknął drzwi, rzucił piżamą na łóżko i chowając twarz w dłoniach, zjechał bezwładnie na ziemię, usilnie starając się nie załamać. Co się tak właściwie wydarzyło pomiędzy nim a Pewdie’m, że teraz większość czasu spędzają w milczeniu? Co miał myśleć o dziwnym zachowaniu przyjaciela, dość nienaturalnym? Według blondyna nic nie zrobił, ale mimo wszystko była to jego wina. Nienawidził niejasnych sytuacji, nienawidził bezradności. Nie miał pojęcia jak zachowywać się wobec kogoś, kto nie chce go oglądać i z nim przebywać. Nie wiedział, jak poradzić sobie w takich napiętych relacjach. Mógł przeklinać siebie i wszystko wokół, ale nie miał żadnego wpływu na sytuację, przynajmniej nie takiego, żeby obyło się bez kłótni. Jedyne, co mógł zrobić w tym momencie, to iść spać, czego zresztą zdecydowanie było mu potrzeba. Podniósł się więc z ziemi i powlókł się do posłania, zdejmując po drodze koszulkę. Przebrał się w ciemną piżamę, po czym zgasił lampę i ułożył się na swoim łóżku, przykrywając się dokładnie. Zwinął się w kłębek, patrząc się pusto na ścianę przed sobą i myśląc o tym, że tuż za nią śpi teraz Pewds. Cry już sam nie wiedział, co bolało go bardziej: utrzymywanie z nim bliskich relacji czy kłócenie się i bariera milczenia. Bardzo szybko przeszli z jednej opcji na drugą i to chyba było dla Amerykanina największym zaskoczeniem. Jednego dnia zachowywali się jak najlepsi przyjaciele, czyli tak jak zawsze, następnego dnia Pewdie miał nagły dzień okazywania uczuć i wkopał mu się do łóżka, postanawiając z nim spać, a następnego dnia zaczął się zachowywać jak skończony drań i potraktował go trochę jak kogoś obcego. Co się z nim działo i jaką rolę miał w tym Cry? To było wkurzające, bo zupełnie niezrozumiałe. Cry miał ochotę wparować mu do pokoju i nakrzyczeć na niego, że ma mu powiedzieć, jak ma się zachować w tej sytuacji. Zrobić mógł dla niego niemalże wszystko, ale musiał wiedzieć, jakie ma wobec niego oczekiwania. Teraz był po prostu zagubiony. Nie lubił tego uczucia.
Położył dłoń na ścianie przed nim, wściekły, że stanowi fizyczną barierę pomiędzy nim a obiektem jego westchnień. Jakby bariera, którą wybudowali między sobą nie była wystarczająca. Cry poczuł, jak łzy zbierają mu się w kącikach oczu i szybko starł je palcami. Nie może tak po prostu się załamać, nie teraz. Jeśli Pewds stwierdzi, że nie będzie się do niego odzywać do końca pobytu w tym dziwnym miejscu, w porządku, da sobie jakoś radę. Muszą tylko przejść następne pięć gier, tak jak udało im się to z poprzednimi pięcioma grami. Nic trudnego, będą w stanie współpracować w tej jednej sprawie, bo obu im zależy na przeżyciu. Jeśli jednak przetrwają i wrócą do rzeczywistości, a Pewdie nadal będzie trzymał go w takim stanie – wtedy będzie powód do płaczu. Na chwilę obecną będzie musiał sobie jakoś poradzić. „Przecież sam powiedział, że potrzebuje ode mnie chwilowej przerwy. To oznacza, że kiedyś wszystko wróci do normy” – pomyślał Cry, czując jak jego powieki powoli się przymykają. W końcu pogrążył się w niespokojnym, pełnym chaotycznych obrazów śnie. Dłoń, którą trzymał na ścianie, zsunęła się bezwładnie na pościel.

***

Pewds obudził się przez jasne, rażące go promienie słońca, które wpadły do pokoju przez okno i oczywiście musiały paść dokładnie na jego twarz. Zamrugał kilkakrotnie, poirytowany, po czym podniósł się z łóżka, rozglądając się nieprzytomnie po pokoju. Tak jak zwykle, zajęło mu chwilę, by przyzwyczaić się do światła, do wyglądu pokoju i do faktu, że nie jest to pokój, w którym budził się zazwyczaj. Gdy już nieco bardziej ogarnął rzeczywistość, wstał i zaczął szukać rzeczy na przebranie. Po znalezieniu ich wyszedł z pokoju, a następnie ruszył wzdłuż korytarza, docierając do drzwi na samym końcu, czyli łazienki. Zaskoczył go fakt, że z pomieszczenia dobiegały go dźwięki lejącej się wody. Czyżby Cry wstał pierwszy?
- Cry, jesteś tam? – zapukał dwukrotnie, nasłuchując odpowiedzi.
- Tak, ale już za chwilę wychodzę, przepraszam, że zająłem łazienkę.
- Nie szkodzi, byłeś pierwszy. Nie spiesz się, mogę poczekać – odparł, decydując jednocześnie, że w czasie oczekiwania na zwolnienie łazienki może zrobić im coś do jedzenia. Otworzył więc drzwi obok, zostawił ubrania na krześle i podszedł do lodówki, sprawdzając jej zawartość. Z zadowoleniem przyjął opakowanie parówek, ciesząc się, że ich dieta będzie przynajmniej trochę urozmaicona, biorąc pod uwagę to, że pożywiali się głównie kanapkami przez ostatnie parę gier. Ugotował więc porcję dla siebie, nie wiedząc, kiedy Cry wyjdzie z łazienki i czy do tej pory jedzenie przypadkiem nie wystygnie, po czym dorzucił do tego dwie kromki z serem, sałatą i pomidorem i zabrał się do jedzenia. Dopiero teraz do niego dotarło, jak bardzo był głodny. Jak tak sobie o tym myślał, to tak właściwie nie jedli nic od wieczoru w londyńskim sierocińcu, bo potem tak ich pochłonęło śledzenie Alice, że kompletnie się tym nie przejęli, w Krainie Czarów nie odczuwali nawet głodu czy pragnienia, a poprzedniego wieczoru pierwszą ich potrzebą do spełnienia była potrzeba snu. Pewds pochłonął więc całe śniadanie w kilka minut, głodny jak wilk, a potem zrobił sobie kolejne dwie kanapki, próbując nadrobić jakoś swoją dzienną dawkę kalorii. Wypił też dobre pół litra wody, starając się zapobiec odwodnieniu. Tak bardzo boją się potworów i innych niebezpieczeństw, a jak tak dalej pójdzie, to wykończą sami siebie przez brak wystarczającej opieki nad własnymi ciałami i ich podstawowymi potrzebami.
Trzask drzwi ostrzegł Pewdie’go przed pojawieniem się bruneta, który wciąż wycierając włosy ręcznikiem wszedł do kuchni. Pewds uśmiechnął się do niego niepewnie, nie wiedząc, jak powinien się zachować. Cry jednak wyręczył go z obowiązku odzywania się jako pierwszy.
- Łazienka wolna, możesz iść – powiedział, podchodząc do stolika i nalewając sobie szklankę wody.
- W porządku, dzięki. Jeśli chciałbyś zrobić sobie śniadanie, to w lodówce są parówki. Nie odgrzewałem ich, bo nie wiedziałem, kiedy wyjdziesz, a nie chciałem, żeby wystygły… - Pewdie zaczął się tłumaczyć, wstając od stołu, po czym zabrał swoje rzeczy z krzesła.
- Okay, nieważne. Już jadłem. Dzięki za troskę.
Szwed skinął tylko głową, po czym udał się do łazienki, gdzie od razu zamknął się na klucz. Świetnie się bawił, a co lepsze, prawdopodobnie cały dzień będzie wyglądał w ten sposób. Prosta komunikacja, obojętny ton – i to tylko wtedy, gdy raczą się do siebie odezwać. W sumie Pewdie nie powinien mieć nic przeciw temu, przecież sam o to prosił. Chciał mieć spokój? To go ma. Może sobie pogratulować.
Oczywiście, kąpiel odbyła się w wodzie temperatury, która na pewno była niezdrowa dla ludzkiego organizmu: Pewds dziwił się, że jeszcze się nie ugotował. Co prawda, jego skóra przybrała już ten czerwony odcień, który przybiera w kontakcie z wrzątkiem, ale jeszcze nic poważnego mu się nie działo. Zanurzył się aż po brodę i zapatrzył się na ścianę przed sobą. Gdyby miał wybór, to już by tu został, tak najlepiej przez cały dzień. Nie musi wychodzić. Tak przynajmniej miałby pewność, że Cry nie wejdzie mu w drogę i że nie dojdzie do kolejnej niezręcznej sytuacji. Nie mógł jednak całego dnia spędzić w gorącej wodzie zastanawiające się nad tym, co powinien zrobić ze swoim życiem miłosnym. Po pół godzinie wstał więc, przebrał się w ubrania, które ku jego zadowoleniu były znacznie lepsze niż te, które był zmuszony nosić w poprzedniej grze: zwykłe dżinsy i koszulka z długim rękawem, pełen komfort. Umyty i ubrany, opuścił niechętnie łazienkę i ruszył do salonu, modląc się, by był pusty. Jego modlitwy zostały wysłuchane, bo Cry najwyraźniej okupował teraz inny pokój. Pewds zerknął tylko na ścianę, by sprawdzić godzinę. Dwunasta, południe. Nie było wcale tak fatalnie. Znajdzie sobie coś do roboty na następne dwie godziny, potem zje obiad i do wieczoru jakoś mu czas zleci… Co prawda na dwór nie wyjdzie, bo ostatnim razem jak próbował to skończyło się to fatalnie, ale może w domu będzie coś ciekawego do zabicia czasu? Na przykład książka. Cry miał ich dużo w pokoju… Pewds skierował więc swoje kroki w tą stronę, zatrzymując się dopiero przy drzwiach. Nagle zaczął się stresować. Nawet nie wiedział czemu, ale nie był w stanie zapukać do drzwi. Stał przez chwilę u progu, z ręką zaciśniętą w pięść niepewnie zawieszoną w powietrzu. Tylko poprosić o książkę. Wyjść, przeczytać ją, oddać. To nie jest wielki wysiłek.
- Cry? – zawołał, zapukawszy uprzednio. – Jesteś tam?
- Tak, możesz wejść – usłyszał cichą odpowiedź. Wszedł więc do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Cry leżał na łóżku z przymkniętymi oczami i oddychał głęboko, z jakąś powieścią rozłożoną na jego piersi.
- Przyszedłem tylko po książkę – wytłumaczył się Pewdie, od razu podchodząc do regału. Zajęło mu chwilę, by znaleźć tom interesujący go najbardziej, ale w końcu mu się udało. Zabrał więc książkę i wycofał się z pokoju bez słowa, pozwalając przyjacielowi na odpoczynek w spokoju i ciszy. Zamknął drzwi dokładnie i pospiesznie przeszedł do swojego pokoju. Dopiero tam odetchnął, czując, jak stres mija. Świetnie. Wkopał się w zajebistą sytuację, z której nie potrafi wyjść. Jak to się stało, że boi się rozmawiać z własnym przyjacielem? Westchnął ciężko, rozkładając się na łóżku i podkładając sobie poduszkę pod plecy. Otworzył książkę na pierwszej stronie i spróbował skupić się na lekturze. Znaczenie słów gdzieś mu umykało, chociaż niektóre zdania czytał kilkukrotnie. Po prostu jego umysł był tak zaprzątnięty jego problemem z Cry’em, że nie potrafił ogarnąć niczego poza. Dopiero po kilkunastu minutach uporządkował swoje myśli i przynajmniej na chwilę zapomniał o Cry’u. Książka okazała się być nawet ciekawa: była to co prawda powieść na bardzo oklepanym temacie pogromcy smoków, który musi ratować swoje królestwo jako dzielny rycerz, była jednak na tyle dobrze napisana, że Pewds wciągnął się w nią natychmiastowo. Nawet nie zauważył, kiedy minęły mu trzy godziny, gdy tak pochłonięty był odkrywaniem kolejnych przygód głównego bohatera. Jedynym, co było w stanie oderwać go od pasjonującej historii był głód, który dał o sobie znać głośnym burczeniem brzucha. Niechętnie zamknął książkę, zapamiętując wcześniej stronę, po czym powlókł się do kuchni, zastanawiając się nad tym, co ma ochotę dziś zjeść. Otworzył drzwi i z zaskoczeniem stwierdził, że Cry już jest w pomieszczeniu, przygotowując coś przy kuchence, co roznosiło przyjemny zapach pieczonego mięsa.
- Lubisz steki? Miałem iść po ciebie jak skończę gotować, ale skoro już tu jesteś… - zagadał Cry, jednak nie odwrócił się do niego. – Mógłbyś przygotować sałatkę? Wiele składników nie mamy, więc po prostu wrzuć do miski trochę sałaty, pomidorów, ziół, możesz też polać oliwą. Co ci tam będzie pasowało, cokolwiek, okay?
- Jasne… - odparł Pewdie, notując jednocześnie, że to najdłuższa wypowiedź, którą brunet do niego skierował w ciągu całego dnia. – Do tych steków będzie coś jeszcze?
- Smażone ziemniaki, ale zanim skończę, to jeszcze dziesięć minut minie, także musisz poczekać.
- Nie spieszy mi się, naprawdę. Dzięki za posiłek.
Nie odpowiedział. Pochłonięty był sprawdzaniem, czy steki są odpowiednio wypieczone i czy przypadkiem nie poda ich na surowo. Pewds dał sobie więc spokój z jakąkolwiek próbą konwersacji i posłusznie zajął się robieniem sałatki. Nie zajęło mu wiele czasu krojenie pomidorów i sera feta, posiłek gotowy był więc w zaledwie kilka minut. Idealnie zbiegł się w czasie z Cry’em, który na dwóch talerzach położył po jednym steku i po górce smażonych ziemniaczków, po czym zaniósł je na drewniany stół. Gdy Felix położył na stoliku miskę z sałatką, mogli zabrać się za jedzenie. Przebiegało ono w milczeniu; pokój wypełniały wyłącznie dźwięki uderzania i skrobania sztućcami po talerzach oraz konsumowanego obiadu.
- Dobra ta książka, którą czytasz? – Pewdie omal nie podskoczył, gdy cisza została przerwana przez spokojny głos Amerykanina. – Daleko już jesteś?
- W sumie tak, zostało mi może jeden, dwa rozdziały do końca – uśmiechnął się, ciesząc się, że są w stanie nawiązać jakąś w miarę normalną konwersację. – Całkiem niezłe fantasy, jeśli chcesz przeczytać, to mogę ci ją dać jak skończę. Tak się wciągnąłem, że nie odkładałem jej przez ostatnie kilka godzin.
- Brzmi naprawdę dobrze, chętnie ją sobie sprawdzę – odparł Cry, wracając do jedzenia.
- A ty, co czytasz? Widziałem, że zabierałeś się za jakąś książkę…
- Nudy, jakaś historyczna obyczajówka. Wiesz, romansidło osadzone w czasach pierwszej wojny, nic ciekawego.
Wrócili do punktu wyjścia. Cry odciął się od rozmowy, dokończył swoje jedzenie, wymył naczynia i po prostu opuścił pokój, bez słowa. Pewdie oparł się na krześle i przymknął oczy, kompletnie zrezygnowany. W sumie ta krótka rozmowa to i tak bardzo dużo w porównaniu do wcześniejszych konwersacji. Może uda im się w ten sposób pomalutku wrócić do dawnych relacji? Będzie próbował. Miał jeszcze trochę czasu, nie powinien się z niczym śpieszyć. Przecież czas w relacjach z innymi był najważniejszy.
Wrócił do pokoju, doczytał książkę do końca, jednak zdecydowanie mniej skupiony niż wcześniej. Końcówka była w porządku, bez żadnych sensacji – główny bohater pomścił śmierć swoich rodziców, po czym wrócił do rodzinnej wioski gdzie wziął za żonę swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, a gdy już wszystko wskazywało na szczęśliwe zakończenie, na ostatniej stronie wprowadzony został smok, który wioskę bohatera zniszczył, zapowiadając tym samym prawdopodobną drugą część historii. Gdyby Pewds poszukał nieco po półkach, pewnie znalazł by gdzieś następny tom, jednak nagle opuściła go ochota do kontynuowania tej fascynującej powieści. Odłożył książkę na stoliczek w salonie, mając nadzieję, że Cry ją znajdzie i oszczędzi mu przypadkowego natrafiania na niego i kolejnej niezręcznej sytuacji. Następnie udał się do domowego biura, czyli do pomieszczenia z biurkiem i gitarą, mając nadzieję na jakieś małe urozmaicenie sobie dnia. Pokój stał pusty, dokładnie tak, jak spodziewał się Pewdie. Rozejrzał się więc, tym razem sprawdzając wszystko nieco dokładniej. Po lewej stał regał, wypełniony książkami bardziej naukowymi niż fabularnymi. Nie dostrzegł żadnych ciekawych tytułów, chociaż z nudy myślał nawet o robieniu zadań matematycznych z jednej z książek. Szybko porzucił ten pomysł, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo jest idiotyczny i zabrał się za dalsze sprawdzanie. Na ostatniej półce, u samej góry znalazł notes w ciemnej skórze, którego ostatnio nienawidził oglądać. Pchany ciekawością wziął go jednak w dłonie, przeglądając szybko. Strony niezmiennie pokryte były czerwonym atramentem. „Nuda”, „nuda”, „nuda”, „kogo tak naprawdę kochasz?”. Felix przeczytał zdanie napisane pod rozdziałem piątym: „Czy już zadecydowałeś?” Przez chwilę patrzył na te litery, po czym pod wpływem nagłej wściekłości wyrwał stronę i zgniótł ją, po czym rzucił ją w ścianę. Po chwili do papierowej kulki dołączył także notes, upadając smętnie koło śmietnika. Pewds wziął kilka głębokich oddechów i uspokoił rozszalałe serce. Nie potrzebował, żeby ktoś mu przypominał o jego problemach, naprawdę. Sam myślał o tym przez całe dnie i zastanawiał się niewiadomo ile razy nad swoimi uczuciami. Nie, jeszcze nie zadecydował. To była decyzja, której nie chciał podejmować.
Uspokoiwszy się, zabrał się za dalsze przeszukiwanie pokoju. Na biurku nie znalazł niczego ciekawego, zaledwie kilka notesów, prawie w ogóle niezapisanych i kilka rozwalonych kartek, a także zestaw ołówków. W szufladzie znalazł jeszcze pióro wraz z kałamarzem oraz talię kart. Pomyślał, że karty to dobra metoda na przełamanie się i nawiązanie kontaktu z prawie w ogóle nieobecnym przyjacielem, jednak wątpił, żeby był to dobry pomysł akurat w tym momencie. Z braku lepszych zajęć postanowił zrobić sobie nieco miejsca na stoliku i zaczął układać partię pasjansa. Aż nie mógł uwierzyć, że mój upaść tak nisko, by zajmować sobie czas zabawą w jednoosobowe gry karciane, ale szczerze, naprawdę nie miał nic lepszego do roboty. Po kolejnej przegranej grze dał sobie jednak spokój i przeszedł do czegoś nieco bardziej kreatywnego, układając sobie domki z kart. Tak jak na początku szło mu to całkiem nieźle, tak potem stracił wszelki entuzjazm, szczególnie w momencie, gdy bardzo wysoką i skomplikowaną budowlę zniszczył zaledwie jednym ruchem dłoni. Wkurzony i znudzony, próbował jeszcze zabić czas rysowaniem różnych zabawnych stworków na kartkach i rozplanowywaniem własnego komiksu bez fabuły, a w pewnej chwili wpadł nawet na spisywanie swoich uczuć w formie listu, by chociaż nieco uporządkować swoje myśli, co też nie wypaliło, a w efekcie wszystkie zapisane strony zostały zniszczone, w obawie przed znalezieniem ich przez niewłaściwą osobę. W końcu Pewdie miał dość. Zostawił biurko w niemalże takim samym stanie jak je znalazł, chwycił gitarę klasyczną leżącą obok niego i wyszedł z pokoju, planując wyjście do salonu gdzie mógłby przypomnieć sobie, jak się używa tego instrumentu i nieco sobie pobrzdąkać dla przyjemności.
Zegar w głównym pokoju poinformował go, że jest już godzina osiemnasta, co Pewds przyjął z wielką radością i zaskoczeniem jednocześnie, bo choć cieszył się, że cztery godziny do jego normalnej pory snu to wcale nie tak wiele, to dotarło do niego, że ostatnie dwie godziny zeszły mu na robieniu rzeczy kompletnie bez sensu, takich, które w normalnych warunkach uznałby za marnotrawstwo czasu. Zanim jednak zajął się czymś „pożytecznym” jak gra na gitarze, zadecydował pierw, że pójdzie do kuchni zjeść coś na kolację. Tym razem Cry’a tam nie było, blondyn mógł więc spokojnie spożyć kanapki z szynką, serem i ogórkiem. Kubek z gorącą herbatą zabrał ze sobą i niemal go na siebie nie wylał, wchodząc do salonu, gdzie w międzyczasie zdążył ulokować się Cry, siedząc na kanapie i czytając książkę. Jak się okazało, była to ta sama powieść, którą Pewds zostawił dla niego na salonowym stoliku. Przeklinając w myślach wcześniejszą decyzję, Pewdie podszedł do siedzenia i położył herbatę przed sobą.
- Miałem zamiar grać na gitarze, będzie ci to przeszkadzać? Jeśli masz coś przeciw, mogę się wynieść do swojego pokoju… - odezwał się cicho i ostrożnie, nie chcąc gwałtownie przerywać mu lektury.
- Nie, nie mam nic przeciw. Tylko musisz grać ładnie – odparł Cry, uśmiechając się lekko.
Felix odpowiedział podobnym uśmiechem, delikatnym i niepewnym. Usiadł tuż obok niego, jednak zachowując pewien dystans między nimi. Chwycił gitarę i zaczął się rozgrzewać, grając po kolei dźwięki, przechodząc powoli z góry gryfu na sam dół. Kiedy już ogarnął instrument i rozgrzał nieco palce, rozpoczął swój mały koncert, na bieżąco wymyślając melodię. Był całkiem niezły w takiej improwizacji, szczególnie, że nie za bardzo pamiętał nut do jakichś konkretnych utworów, chociaż, gdyby się skupił, może udałoby mu się zagrać jeden z jego ulubionych kawałków… Skupić mu się było jednak trudno z powodu obecności drugiego gracza. Pewds nie był w stanie niczego tworzyć w takiej atmosferze, szczególnie, że po pewnym czasie poczuł, że zamarzają mu palce, co w ogóle zniechęciło go do gry. Nie miał jednak nic lepszego do roboty, postanowił więc rozpalić ogień w kominku, żeby się chociaż trochę ogrzać i mimo wszystko nie poddawać się i brzdąkać dalej. Cry, jakby czytając blondynowi w myślach, opuścił pokój, zostawiając go samego. Pewdie z znacznie większym entuzjazmem ułożył gitarę na swoim kolanie i chwycił pewnie za gryf. Do głowy nie przychodziło mu nic konkretnego, poza prostą melodią z disnejowskiej bajki. Przycisnął odpowiednią strunę i zaczął grać kolejne akordy, układając melodię.
- Let it go… - naprawdę się przestraszył, słysząc Cry’a śpiewającego za jego plecami. Gwałtownie odwrócił się w tył, patrząc na przyjaciela, który najwyraźniej wyszedł tylko po coś do jedzenia, bo stał teraz w progu drzwi z talerzem i kubkiem w rękach. Uśmiechał się ciepło.
- Stary,  nie strasz mnie tak – zganił go, jednak uśmiech cisnął mu się na usta. – Jeśli chcesz sobie robić imprezę karaoke, to uprzedź wcześniej.
- To w sumie nie jest głupi pomysł – Cry usiadł na swoim miejscu, odkładając herbatę i kanapki na stół i odwracając się w stronę Pewdsa. – Nie wiem, które utwory będziesz w stanie zagrać i które w ogóle znamy obaj, ale może coś się znajdzie.
- Najprościej będzie z piosenkami Disneya i klasykami, czymś popularnym – odpowiedział Szwed, już układając się do gry. – Nawet, jeśli nie znam akordów, to myślę, że po melodii będę mógł coś wymyślić. Skoro już zacząłem…
Z gitary znów zabrzmiała melodia najpopularniejszej piosenki z Krainy Lodu, „Let it go”. Pewdie zaczął śpiewać normalnie, ale potem postanowił nieco przerobić wersy, sprawiając, że Cry nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. Zachęcony tym Pewds zaczął śpiewać coraz głośniej, w sumie powtarzając tylko refren. Gdy dołączył do niego Cry, obaj ledwo potrafili wyśpiewać cokolwiek, krztusząc się ze śmiechu.
- Nie będziemy zawodowymi śpiewakami – brunet otarł łzę z oka, próbując się uspokoić chociażby na tyle, by normalnie mówić.
- Może ty nie, przede mną jest jeszcze wielka kariera, przecież nie mogę spędzić całego życia jako gamer na YouTube, nie? – Felix dziękował niebiosom za taki obrót spraw. Całkowicie naturalnie przeszli do wydzierania się, jakby ich ze skóry obdzierano i radosnego, niekontrolowanego śmiechu, do docinek i zaczepek, do normalnej jak na nich konwersacji. – Stary, całkowicie szczerze za tobą tęskniłem. To był najgorszy dzień mojego życia. Myślę, że trzy godziny na odpoczynek od ciebie naprawdę były wystarczające.
- Tego się nie spodziewałem – to było aż zaskakujące, jak szybko Cry przeszedł do bycia poważnym. – Znaczy, miałem nadzieję, że kiedyś wrócimy do normalnych relacji, ale myślałem, że zajmie ci to dłuższy okres czasu.
- Wybacz mi. Trochę zrypałem całą sprawę, przyznaję. Wtedy mi się wydawało, że naprawdę potrzebuję od ciebie przerwy, ale po dzisiejszym? Jezu, nie, ja tak nie potrafię – wyjaśnił Pewds, karcąc się za dalsze brnięcie w kłamstwa. – Zresztą, nieważne. Co powiesz na taki utwór?
Pierwsze dźwięki były dla Cry’a zupełnie nie do rozpoznania, więc dopiero po chwili zorientował się, co tak właściwie grał jego przyjaciel. Zaraz po tym wybuchnął śmiechem, głównie z powodu tego, że ten otóż przyjaciel zaczął śpiewać.
- I can show you the world, shining, shimmering, splendid…
- Tell me princess, now when did you last let your heart decide? – dokończył Cry, zanim ich głosy zabrzmiały w duecie:
- I can open your eyes, take you wonder by wonder. Over, sideways and under on a magic carpet ride! A whole new world!
Zanim dotarli do końca piosenki zdążyli się popłakać ze śmiechu przynajmniej kilkanaście razy. Cry zapomniał gdzieś po drodze tekstu, nie obyło się także bez przesadnych gestów i mimiki, a także głupawych wstawek. Kiedy już skończyli, zdołali jeszcze wymyślić śpiewanie "Numb" od Linkin Park, „Boulevard of Broken Dreams” Green Day’a, czy nawet „I Will Always Love You” czy „My Heart Will Go On”, już głównie dla samego śmiechu. Po wyśpiewaniu tych kawałków zabrakło im jednak utworów do których mogli by śpiewać wspólnie, głównie z tego powodu, że nie znali lub zapomnieli tekstów do innych piosenek, bądź też znali ich niewielkie, niewystarczająco długie fragmenty. Wtedy padła propozycja, by pośpiewali sobie nawzajem, każdy z nich te piosenki, które na pewno pamięta. Pewds wymusił na Cry’u, żeby zaczął ze swoim repertuarem. Nieco się musieli o to spierać, ale w końcu okularnik poddał się. Rozłożył się wygodnie na kanapie, chrząknął, jakby przygotowując się do śpiewu, po czym zanucił fragment piosenki, żeby Pewdie mógł sobie ogarnąć akordy do niej. Gdy zaczął, Pewds naprawdę był pod wrażeniem. W utworach, które śpiewali wspólnie jego przyjaciel głównie się wygłupiał, śpiewał z przesadnymi emocjami lub wręcz się darł. Teraz jednak łagodnie zaczął piosenkę i do Pewdie’go dotarło, że jeśli Cry się postara, to naprawdę potrafi ładnie śpiewać. Miał niski głos, idealny do spokojnych piosenek. Co prawda nie był do końca czysty, ale gdyby zaczął ćwiczyć…
- Where did I go wrong, I lost a friend, somewhere along in the bitterness. And I would have stayed up with you all night had I known how to save a life… - zaśpiewał refren, a Pewds poczuł lekkie ukłucie w sercu, słysząc te słowa, które trzymało się aż do momentu, kiedy piosenka się skończyła. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo do ostatnich wydarzeń pasuje ta piosenka. Musiał wyglądać dość niepokojąco ze wzrokiem wbitym w przestrzeń przed sobą, bo Cry szturchnął go w kolano, odwracając jego uwagę.
- Jesteś pewien, że nic ci nie jest? Jeśli coś się dzieje, to mów. Jak chcesz skończyć…
- Nie, wszystko w porządku, zawiesiłem się, jak zwykle – odparł tylko, uśmiechając się i kręcąc głową przecząco. – Nieważne, co tam dalej masz?
- Mad World, kojarzysz?
- Zanuć, muszę sobie przypomnieć.
Ta piosenka poszła Amerykaninowi jeszcze lepiej, ze względu na jej spokojną, smutną melodię i niską tonację, dobrze pasującą pod jego głos. Wyższe dźwięki nie były jego specjalnością, ale dał sobie z nimi radę bez rzucającego się w uszy fałszu. Pewds nawet pamiętał niektóre fragmenty, więc od czasu do czasu dołączał się do śpiewu, tworząc przyjemną harmonię swoim nieco wyższym głosem połączonym z głębokim, niskim głosem Cry’a. Zaśpiewali ją do końca, a potem brunet zaczął kolejną piosenkę. Tę Pewds rozpoznał od razu, po pierwszym zanuconym dźwięku. Było to „Wish You Were Here” zespołu Pink Floyd, do którego także momentami mógł włączyć się Pewdie, pamiętając kawałki tekstu. Gdy tylko skończyli, Cry ostentacyjnie stwierdził, że ma dość swojego fałszowania i może pośpiewać jeszcze trochę, ale dopiero, gdy Pewds pokaże mu swoje powalające umiejętności wokalne.
- Przygotuj się na najpiękniejszy głos, jaki miałeś okazję usłyszeć! – zapowiedział, bardziej się wygłupiając, niż mówiąc poważnie, jednak naprawdę zależało mu na tym, żeby pokazać się teraz z jak najlepszej strony.
Na początek grał po prostu to, co akurat mu pasowało; jakieś improwizacje, pojedyncze utwory bez słów, same melodie znanych kawałków. Cry rozłożył się wygodnie na kanapie, kładąc się na boku i wystukiwał rytm na blacie stolika, jednak po chwili przestał i tylko wsłuchiwał się w muzykę.
- Ładnie grasz, ale chciałem posłuchać trochę twojego śpiewu – zwrócił mu uwagę.
- Myślę, nie przerywaj mi – odparł, jednak już zaczął grać akordy do piosenki, którą miał wykonywać. Spokojna ballada, nagrywał ją kiedyś nawet na potrzeby jakiegoś głupiego filmiku. – Would you dance if I asked you to dance? Would you run, and never look back?
Cry zaśmiał się cicho pod nosem, słysząc słowa piosenki, Pewdie zignorował to jednak i kontynuował śpiewanie. Piosenka, którą wykonywał to „Hero” Enrique Iglesiasa i jego zdaniem była to jedna z tych piosenek, które wychodziły mu lepiej. Gdy dobrnął w końcu do ostatniego dźwięku, usłyszał ciche klaskanie tuż obok siebie.
- Naprawdę masz dobry głos – stwierdził Cry, uśmiechając się. – Jak się nie wydurniasz, to jesteś w tym świetny.
- Mówiłem ci, że jest przede mną jeszcze wielka kariera na największych scenach świata, trzeba było mi uwierzyć – odparł, wciąż szarpiąc struny gitary. – Co się tak podśmiewałeś podczas piosenki?
- Nie, nic… Była bardzo romantyczna. To śpiewasz Marzii do snu?
Pewds znowu poczuł ukłucie w sercu, ale zignorował je. Zbył pytanie śmiechem, zanim odpowiedział:
- To, co śpiewam mojej dziewczynie to moja sprawa, nie mieszaj się. Gotowy na kolejny hit?
Cry skinął tylko głową, leżąc z przymkniętymi oczami. Pewdie mógł się założyć, że jeszcze chwila i za moment uśnie, bo zbyt często mu się to zdarzało. Zamiast jednak wyskoczyć z jakimś żywiołowym utworem, żeby rozbudzić przyjaciela, zaczął grać spokojny, wolny kawałek, idealny na kołysankę. Nosił on nazwę „Needle In the Hay” i też został kiedyś nagrany, oczywiście na potrzeby filmiku. Pewds bardzo lubił ten utwór, wykonywany w oryginale przez Elliota Smitha. Cry też chyba uznał piosenkę za ładną, bo gdy tylko się skończyła, poprosił by blondyn zagrał ją jeszcze raz. Po drugim razie nie powiedział już nic, więc Pewds zaczął podejrzewać, że drugi gracz już przysnął.
-  Cry, kończymy na dziś? – spytał, odkładając już powoli gitarę.
- Nie, ja jestem przytomny… - nie raczył otworzyć oczu, a jego głos brzmiał tak nieprzytomnie, że Pewdie nie mógł wziąć tego twierdzenia na poważnie. Ułożył jednak gitarę z powrotem na kolanach i przygotował się do gry.
- Masz jakieś konkretne życzenia? – spytał, grając przypadkowe dźwięki.
- Zagraj cokolwiek. I zaśpiewaj.
Zagrał więc jedyną piosenkę, jaka przyszła mu do głowy: „Wonderwall” zespołu Oasis. Ten utwór był dla niego szczególnie ważny, zawsze go lubił. Miał po prostu sentyment. Ponadto, znał ten kawałek tak dobrze, że mógłby go grać z zamkniętymi oczami. Wczuł się więc w melodię i zaczął śpiewać. Dobra piosenka pod jego głos; wolna, rytmiczna i w odpowiedniej tonacji. Nawet nie spostrzegł, kiedy doszedł do refrenu.
- ‘Cause maybe you’re gonna be the one who saves me. And afterall, you’re my wonderwall…
Otworzył oczy i spojrzał na śpiącego obok niego Cry’a. Nie mógł powstrzymać uśmiechu widząc, że miał rację i że Cry nie dał rady wytrzymać przytomnym do końca. Okulary zsunęły mu się prawie na sam czubek nosa, oddychał równo i głęboko, pogrążony w śnie. Nie przerywając grania, Pewds zapatrzył się na niego. Nie dało się już zaprzeczyć, że nie czuje wobec przyjaciela niczego, co wychodziłoby poza przyjaźń. Przyznawał się do tego przed sobą: Cry naprawdę mu się podobał. Spędzili razem tyle czasu, przeżyli tyle przygód, zawsze się wspierali i pomagali sobie, gdy którykolwiek z nich potrzebował tego… Tylko co mógł z tym zrobić? Zostało mu tylko zastanawianie się nad tym, jaki obrót mogłyby przybrać sprawy, gdyby wyjawił mu swoje uczucia. Może jednak coś by z tego wyszło?
Nagle zamarł, natychmiastowo przestając grać. Poczuł, jak ręce zaczynają mu się trząść, jak serce przyspiesza. Ta piosenka… Czemu zna ją tak dobrze? Wiele razy ją ćwiczył, czasami dzień w dzień, tak bardzo starał się, żeby dobrze ją zapamiętać. Dlaczego przypominał sobie o tym dopiero teraz? Jak mógł zapomnieć, że tą właśnie piosenkę, jego ukochane „Wonderwall” to utwór, który kilka lat temu zaśpiewał Marzii? Na samym początku ich relacji, gdy on jeszcze mieszkał w Szwecji, a ona przebywała we Włoszech, kiedy wysyłali sobie filmiki i rozmawiali przez Internet, kiedy dopiero zaczynali swój związek. Nagrał to, wstawił filmik na swój kanał… Tak bardzo chciał, żeby jej się spodobało. Zawsze miał tą piosenkę za bardzo romantyczny utwór. Jak śmiał używać tego teraz? Jak mógł śpiewać to komuś innemu niż swojej dziewczynie? Pewds spojrzał spanikowany na Cry’a, potem na gitarę i na swoje dłonie. Czy on chciał w ten sposób przekazać coś przyjacielowi? Albo gorzej, przekazać coś sobie? Czy naprawdę zrobił to podświadomie, czy nie miał w tym ukrytego celu? Schował twarz w dłoniach, czując jak pieką go oczy. Już po chwili po jego policzkach i po palcach pociekły strużki pierwszych łez. Nie wiedział, co miał ze sobą zrobić, ze swoimi uczuciami, ze swoimi myślami, ze wszystkim. Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie czuł się tak zagubiony jak teraz. Naruszył swoje własne zasady, swoje własne postanowienia, swoją świętość. Przez tą jedną piosenkę, jeden zwykły utwór przekazał więcej, niż byłby w stanie jakimikolwiek słowami. Cry tego nie wiedział, ale nie musiał. Dla Pewdie’go to wystarczyło. Nie ważne, jak bardzo go to bolało, sam się wkopał w tą sytuację; w pułapkę bez wyjścia między dwoma osobami, które darzył miłością. Nie wiedział, jak się z tej pułapki wydostać. Nie wiedział, którą stronę wybrać. Nie wiedział nic, poza tym, że te uczucia istniały i że nie dało się ich pogodzić. Co teraz? Pewds przepłakał z dobre pół godziny. Nie był w stanie robić nic innego. Płakał ze złości, bezsilności i smutku, starał się wyrazić w ten sposób wszystkie gnieżdżące się w nim od paru dni emocje.

W końcu wziął kilka głębokich oddechów i przetarł załzawione oczy. Odłożył gitarę na bok i chwiejnie podniósł się z ziemi. Dopił zimną już herbatę, dał sobie chwilę na uspokojenie się. Ściągnął Cry’owi okulary, składając je na stoliku, po czym podniósł bruneta na rękach i zaniósł go do jego pokoju. Ostrożnie, by nie uderzyć nim o framugę, wniósł go do sypialni i położył na łóżku. Amerykanin nawet nie zauważył, że coś się z nim działo, ponieważ spał głęboko. Pewdie stał jeszcze przez chwilę koło jego łóżka, patrząc się w półmroku na jego twarz i zastanawiając się, dlaczego wszystko musiało potoczyć się w taki sposób. Westchnął ciężko, jeszcze raz przejechał dłońmi po twarzy, wycierając resztki łez i podszedł do Cry’a. Przykrył go dokładniej kołdrą i po kolejnej chwili patrzenia się na niego, zmierzwił mu włosy delikatnie.
- Co ty ze mną robisz…? – chciał się zaśmiać, ale głos mu się złamał w połowie, przez co zabrzmiało to bardziej jak szloch. W końcu opuścił jego pokój, zamykając za sobą drzwi dokładnie. Zmógł narastającą w nim chęć ponownego rozpłakania się. Pogasił wszystkie światła w domu, wrócił do swojego pokoju, gdzie natychmiast przebrał się w piżamę i po prostu wpakował się do łóżka, zmęczony jak nigdy. Tam, całkiem sam, mógł płakać ile chciał bez poczucia wstydu. Ułożył się więc wygodnie i pozwolił łzom popłynąć po jego skroniach i schować się gdzieś w roztrzepanych blond włosach. W głowie ciągle słyszał „Wonderwall”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okay, już odespałam co miałam odespać, witam wszystkich. Napisałam 16 stronicowy fragment w pięć dni, powinny być za to jakieś nagrody lub coś. Zarwałam 4 noce i wyglądam jak chodzący trup, ale hej! Przynajmniej jest nowy rozdział! (Nigdy więcej tego nie powtórzę, bo kosztuje mnie to zdrowie, poważnie mówię). Nie wiem niestety, jak to wpłynęło na jakość rozdziału, więc zostawiam to do oceny wam. Jeśli jest porażająco niedokładny lub nieładny, to oczywiście będę próbować nanosić jakieś zmiany.
Odnośnie samego rozdziału... Po raz pierwszy czułam fizyczny ból serca pisząc cokolwiek. Wow, nawet nie sądziłam, że tak można xD Z jednej strony bardzo chciałam napisać ten wątek (co ty nie powiesz, napisałaś to w pięć dni), z drugiej czuję się niekomfortowo z całą tą sceną. Cóż, było ciężko to napisać, ale skoro sama się wpakowałam w fanfiction, to muszę to przecierpieć :) Może kiedyś uciszę moje sumienie xD

PRZYPISY! <3
Rozdział był bardzo muzyczny, a wybór utworów nieprzypadkowy. Przygotujcie się na spam okropnie momentami śpiewających dwudziestoparolatków, będzie śmiesznie :D
1. "Mała księżniczka" i jej treść to moje nieudolne tłumaczenie. Myślę, że jest całkiem okay. Materiał pochodzi z gry.
2. Pierwsza piosenka, "Let it go", ma swój oryginał w krótkim wykonaniu Pewdie'go w jednym z filmików, tym właśnie tu: https://www.youtube.com/watch?v=HaUh-ahctHo, 5:07
3. Następna, "A whole new world" jest z Alladyna (tego disnejowskiego ofc) i był śpiewany przez obu panów, najbardziej jednak lubię wersję z połączonymi ich wokalami: https://www.youtube.com/watch?v=zjoJVjoA30U
4. "Numb". Odsłuchujecie na własne ryzyko xD Cry: https://www.youtube.com/watch?v=FeBse8KN2a0  Pewds: https://www.youtube.com/watch?v=mfmGQFgg524
5. "Boulevard of broken dreams" też nie polecam, chociaż dla śmiechu warto. Nawet włączył się Ken: https://www.youtube.com/watch?v=60gFKt2dlAE
6. Hehehehehe. Teraz to najgorsze xD "My heart will go on" - Pewds: https://www.youtube.com/watch?v=Xmt1mkvhhWc, Cry: https://www.youtube.com/watch?v=QWYMVJLsk3g oraz "I will always love you" niestety tylko by Pewds (zabiłabym dla wersji Cry'a xD): https://www.youtube.com/watch?v=Nx_s2dl-otA
7. "How to save a life" - https://www.youtube.com/watch?v=UaMV9xwBR1c
8. "Mad world" - https://www.youtube.com/watch?v=2i56es-ssO8
9. "Wish  you were here" - https://www.youtube.com/watch?v=gWUdGGnPOfc
10. "Hero" - https://www.youtube.com/watch?v=v3lPei6leWE
11. "Needle in the hay" - https://www.youtube.com/watch?v=89GRK8mYRL8
12. No, i na samym końcu, "Wonderwall" - https://www.youtube.com/watch?v=ONp7cNQasLc

Ciastko z czekoladą dla każdego, kto rzeczywiście znał wcześniej/przesłuchał teraz wszystkie te "covery". Dzielni jesteście :D

To tyle, I guess. Następny rozdział pewnie zwyczajowo za dwa miesiące, bo nie wiem, czy dalej mam ochotę pracować kilka dni bez przerwy xD
Brofist!
~Maru <3

17 komentarzy:

  1. Wiesz, że łamiesz mi serce tym rozdziałem? Wiesz, bo miałaś relację 'na żywo' XD Kocham cię, jestem z ciebie dumna Maru-nyaa <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja łamię tym rozdziałem swoje własne serce, więc nie jesteś w tym sama. To chyba pierwszy raz, kiedy pisanie mnie bolało XD
      Kocham cię także, Kasumi-nyan <3 Już nigdy więcej nie zarwę tylu nocek z rzędu, I swear XD

      Usuń
  2. Powiem tak, czasami wieczorem ( czyli gdzieś około 12, 1) otwieram twoje opowiadanie, by sprawdzić, czy nie dodałaś nowego rozdziału. Gdy ujrzę nowy rozdzialik, przepełniona radością i miłością zaczynam czytać. Początek i środek łamał mi serce, ale pod koniec jakoś wyszło. W ogóle wczoraj ( bo pisze to o pierwszej, 31 grudnia), Pewdie był na żywo na Youtube, oglądalaś ? Rozdział super, teraz może być już tylko lepiej, mam nadzieję XD. Powodzenia w nowym roku z nauką i pisaniem ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak trochę wszystkich zaskoczyłam tym rozdziałem, łącznie z samą sobą xD
      Dla mnie to ogółem bardzo smutny rozdział, bolało mnie samo pisanie go. Dobrze, że rusza kogoś jeszcze poza mną, bo to znaczy, że mi wyszło :D
      Siedzę teraz gdzieś w Zakopanem i niestety średnio mam warunki do oglądania, niestety nie widziałam (nawet nie wiedziałam, jestem do tyłu ze wszystkim ;___;)
      Dziękuję bardzo <3 Moim zdaniem dopiero teraz ten ff się rozkręca, więc mam nadzieję, że rzeczywiście będzie już tylko lepiej ;)
      Dziękuję, na pewno się przyda! <3

      Usuń
  3. "O radości, iskro bogów, kwiecie elizejskich pól
    święta, na twym świętym progu staje nasz natchniony chur(...)"
    Te dwie linijki hymnu UE rozbrzmiały mi w głowę w repertuaże z wielkim uśmiechem malejącym się na mojej twarzy gdy zobaczyła, że dodałaś nowy rozdział (Skąd ją w ogóle znam hymn UE?!)
    Wchodźę na bloga z zamiarem przeczytania powtórnie rozdziałów z bloody trapland a tu taką niespodzianką!
    Dobra, zabieram się do czytania bo jestem na tyle durna, że mój komentarz będzie super wesoły a w rozdziale zastane tragedię i wyjdę na psychopatę 8D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupia autokorekt na tablecie! (...) uśmiechem *malującym się a nie malejącym. (Kiedyś 'zabije' to urządzenie)
      Muszę chyba sprawdzać błędy zanim coś napiszę.
      Teraz na pewno zabieram się do czytania C:

      Usuń
    2. Jak znasz hymn UE w polskiej wersji to się nie martw, bo ja też znam. Ale jakbyś znała po niemiecku, to byłoby się czym martwić xD
      Cieszę się, że się cieszysz z nowego rozdziału, dobra oznaka. Daj znać jak wrażenia po przeczytaniu ^^
      Ps. Piszę właśnie z telefonu, autokorekta ssie :/

      Usuń
    3. Po niemiecku też znam xD mam polsko niemieckie korzenie, wypada znać swój język, nie? (w 1/4 niemieckie ale zawsze jakieś). Co do twojego dopisu pod rozdziałem "Nie wiem niestety, jak to wpłynęło na jakość rozdziału (...)" Wszystko jak zwykle świetnie, tylko po zachowaniu obu graczy było widać jak się czujesz podczas pisania xD Czemu? Bo głównie spali i robili niewymagające wysiłku czynności. Nie przeniosłaś aby swojego zmęczenia na nich??? :D Ale to dobrze, byli zmęczeni tą napiętą sytuacją więc jak by nie było zawsze wyjdzie Ci ciekawe opowiadanie. (Czasem mam wrażenie, że mogła byś napisać opowiadanie w którym główny bohater był by kamieniem a i tak wszyscy by się wciągneli w to jak w przepełnioną akcją powieść) po prostu potrafisz pisać, to jest dar! Mam nadzieję, że przed sylwestrem się wyspałaś i nie zaśniesz przed północą ;) Frohes neues Jahr!

      Usuń
    4. Oh. To zupełnie inna sytuacja, nie liczy się. Możesz znać w dwóch językach xD
      Co najzabawniejsze, jak pisałam ich przyjście i pobyt w safe poincie to byłam jeszcze w dobrej, nie zmęczonej formie. Zmęczona ja byłam jak pisałam samą końcówkę, jakieś trzy ostatnie strony (i w sumie się bałam, że wyjdzie słabo). Problem z tym rozdziałem był taki, że przestali się do siebie odzywać, co niestety zabrało mi możliwość prowadzenia dialogów, bo osoby w takiej rypniętej sytuacji się do siebie nie odzywają, a musiałam wyrobić normę stron iiiii... jakoś tak wyszło, że nic nie robią, chociaż uważam, że to całkiem odpowiednie zachowanie biorąc pod uwagę okoliczności xD
      PRZEZ CIEBIE MAM OCHOTĘ PISAĆ OPOWIADANIA O KAMIENIU, GODDAMMIT. A tak serio tak sobie myślę, że mnie wszyscy przeceniacie i to bardzo, bo piszę amatorskie fanfiki (ekhem, tytuł bloga mówi za siebie xD). Mimo wszystko dziękuję, bardzo mi miło to słyszeć :)
      Pewnie i tak zasnę, nie oszukujmy się xD
      Bonne Anee! (Bo ja się uczyłam francuskiego, przykro mi xD)

      Usuń
  4. Początek i środek kruszył mi serce... a...ugh... na końcówce zaczęłam ryczeć xD
    Pewds do cholery jasnej, nie rozklejaj się, bo...bo...bo nie ;-;
    Nie potrafię już nic więcej napisać... po prostu ten rozdział był okropny i cudowny w jednym *^*
    Weny, weny, weny, czasu, pomysłów i... chusteczek, też się przydadzą, bynajmniej mi xD
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że zabrzmię jak psychopata/psychoterapeuta (mała różnica moim zdaniem xD), ale to dobrze, że płaczesz, bo to oznacza, że mi wyszło xD
      Przykro mi, ale to nie jest ostatni raz, kiedy się rozkleja xD
      Dziękuję, uznam to jednak za rzecz pozytywną :D
      Przyda się, przyda się, naprawdę się przyda, a chusteczki ci mogę podesłać pocztą, jak chcesz xD
      Pozdrawiam także <3

      Usuń
  5. Mieć przez tygodnie totalny brak życia wirtualnego (społecznego i tak nigdy nie posiadałam) to jedno, ale wejść na Twojego bloga i odkryć tyle nowych rozdziałów to drugie. MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ. Zabieram się do czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ciesz się tak, może się okazać, że beznadziejnie mi wyszło xD

      Usuń
  6. Scena "romantyczna" miała cudowny klimat. Melancholia ze szczęściem, coś uroczego i smutek. No i to specyficzne poczucie samotności przez dzielącą ich ścianę. Mimo tego, że szczerze chciałabym więcej perspektywy Cry'a, bo zazwyczaj to on zachowuje dystans, to miło mi czytać zmaganie się z tym Pewds'a. Miód na moje serce. <3
    Jedna, maleńka uwaga - Z tego co wiem, to Cry jest panseksualny i się z tym nie ukrywa, więc panikowanie Pewdsa z tą nienawiścią i tak dalej wydało mi się... Dziwne. No ale może Pewds nie wie. :P
    No i, żeby na koniec nie było za poważnie.
    " Z zadowoleniem przyjął opakowanie parówek" ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Sorry, jeśli zdublował mi się komentarz, ale mam problemy z netem. ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaah, super! Bałam się czy mi wyjdzie tak, jak chciałam, ale najwyraźniej nie musiałam się tak przejmować, cudownie <3 Perspektywy Cry’a będzie więcej w tym rozdziale, donut worry. Wszystko mam zaplanowane (chociaż moje play lubią się zmieniać, ale ciiii... xD).
      Tak właściwie to przyznaję ci rację, Cry panseksualny jest. Na potrzeby ff zataiłam to przed Pewdiem, co może się wydawać nieco głupie, ale... powiem tylko tyle, że to będzie gdzieś wyjawione (i tak pewnie nie jest to zbyt duży spoiler, ale go sobie zachowam, wszystko będzie potem, I swear XD).
      Ah, boję się przez was pisać, gdzieś w innym rozdziale napisałam "wszedł w otwór" i też słyszałam śmieszki. Wy zboczuszki jedne xD
      Nie zdublował się, don't worry about it. Have a nice day ;D

      Usuń
    2. W sumie wcześniej było raczej więcej Cry'a, także... Równouprawnienia muszą być. XD
      Pokładam w tobie me nadzieję i zaufanie, gdyż moje plany ssą i nigdy nie umiem ich utrzymać na wodzy... Taka dola marzyciela. [*]
      Nie no, normalny Pewds też w sumie może tego nie wiedzieć, bo ludzie z yt nie zawsze oglądają swoje filmiki, a bezpośrednio o orientacje się raczej nie pyta... I tak sobie trwamy w niewiedzy. *derp*
      W każdym razie, spoiler mniejszy niż w końcówkach Hannibala... Tam to miałam wrażenie, że specjalnie umieszczali jak najwięcej yaoi, żeby przyciągać fanki... Nie żeby mi coś nie pasowało. X'D
      Szczerze to mam takie dziwne skojarzenia tylko w odpowiednim humorze... Miałam go przy całym DMMd i leciały screeny z podpisami średnio co trzy minuty. XD
      Thx n u 2. ;)

      Usuń
    3. Szczere mówiąc, nawet nie pamiętam, czy było go więcej, ale ci ufam xD
      Moje plany zakładają 3 epilogi, bo się nie umiem zdecydować, także nie możesz mnie nazwać osobą zorganizowaną i zdecydowaną xD
      Meh, nigdy go nie pytałam, czy wie, zostawię sobie swoje wyobrażenie. A jeśli chodzi o Hannibala, to ja się na ten temat nie wypowiem, mam w planach napisać esej o jego relacji z Willem xD Chociaż przyznaję, zanim to ewoluowało w miłość to momentami był to zwykły queer baiting xD
      Wiem, ja takie skojarzenia mam ok. 6, 7 rano po nieprzespanej nocy, I feel ya xD
      Thx mate ;)

      Usuń