niedziela, 5 października 2014

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział trzeci, część druga.

***
Pewds otworzył drzwi zdecydowanie, wyglądając na ciemny korytarz. Teraz nie wyglądał tak strasznie, jak poprzednio; światło padające z pokoju nieco rozjaśniało ściany. Chłopak wyciągnął latarkę i włączył ją. Skinął na Cry'a, zamykając jednocześnie drzwi.
- Czysto, możemy iść – stwierdził, idąc powoli. Szedł przed siebie, oświetlając drogę. Ściany nadal pokryte były krzywym graffiti, skrawkami kartek, zaciekami i... plamami krwi. Pewdie mimowolnie wzdrygnął się na widok tego ostatniego – też mógłby skończyć jako krwawa plama. Starając się nie zwracać uwagi na otoczenie, Szwed przyspieszył, docierając w końcu do drzwi, przez które wszedł do budynku niecałe dwa dni wcześniej.
- Gdzie jesteśmy? - spytał Cry, nieco zdezorientowany.
- Tędy wszedłem, więc może da się także wyjść tą drogą...? - odpowiedział Pewds, nie do końca przekonany własnymi słowami. Nacisnął klamkę, przekonując się o swej pomyłce – drzwi były zamknięte i raczej łatwo otworzyć się ich nie dało; Pewdie kilka razy w nie kopnął, ale nie dało to żadnych efektów.
- Damn... - mruknął niezadowolony, szarpiąc się z klamką. - Tak nie damy rady przejść.
- Czyli gdzie idziemy?
- Nie mam pojęcia – Pewds odwrócił się, zawiedziony, natrafiając na kartkę papieru zapisaną szkarłatnym, dość ładnym pismem. Poczuł, jak jego serce zaczyna bić mocniej. Drżącą ręką sięgnął po kartkę, patrząc na jej treść.

III. Wsparcie
Jeden drugiemu życie uratować może
W najgorszym momencie chętnie mu pomoże
Wybierzcie kto przeżyje: wy albo oni?
Przed postacią w kapturze nic was nie ochroni


Wasza droga
~Alice

- Chodzi o Simona, więc mamy już pewność, że to naprawdę jest Cry of Fear – podsumował Cry, zapoznawszy się z wierszem.
- Nie wiem, czy mi to jakkolwiek pomaga – Pewds nie wyglądał na szczególnie szczęśliwego. Sięgnął ręką, by zerwać list, ale nagle poczuł ostry ból na plecach. Krzyknął, próbując zedrzeć z siebie koszulę. Łzy napłynęły mu do oczu, oparł się o ścianę, wciąż starając się zdjąć ubrania. Cry rzucił się do pomocy, przerażony sytuacją, jednak natychmiast się cofnął, widząc zakrwawione plecy przyjaciela. Srebrne litery świeciły się jasno na lewej łopatce blondyna, tworząc napis: „Współpraca”. Po chwili światło zgasło, pozostawiając czerwone od krwi słowo. Pewdie oddychał ciężko, próbując się uspokoić.
- Co się stało? - spytał, spoglądając na Cry'a. - Czy to coś poważnego?
- Nic, tylko autograf – Cry uśmiechnął się, wzdychając z ulgą. - Wygląda na to, że nie tylko ja muszę cierpieć.
- Szkoda, znacznie poprawiłoby mi to nastrój – mruknął Pewds, wkładając na siebie ubrania.
Zaczęli iść powoli, oświetlając sobie drogę słabym światłem. Dotarli do drzwi safe pointu, po czym skręcili w lewo. Szli korytarzem jeszcze przez kilka minut, aż w końcu natrafili na stalowe, zardzewiałe drzwi. Cry szarpnął za klamkę, jednak drzwi nie były zamknięte i z łatwością można było je otworzyć. Zaraz za progiem zobaczyć można było kamienne schody prowadzące w dół. Pewds wskazał ruchem głowy, że Cry ma iść pierwszy, a sam podążył za brunetem.
Zejście było dość wąskie, dlatego gracze nie mogli iść koło siebie. Cry szedł z przodu, rozjaśniając ciemne schodki światłem latarki. Im dalej się posuwali, tym niżej znajdował się sufit, więc w pewnym momencie musieli schylić się, żeby zmieścić się w ciasnym przejściu. Nagle droga skończyła się, rozwidlając na dwa korytarze. Mężczyźni przystaneli, zastanawiając się, co powinni zrobić.
- Na pewno nie będziemy się rozdzielać – stwierdził Pewds, a Cry przytaknął mu. - Pozostaje teraz decyzja: prawo czy lewo?
- Może prawo? - brunet wychylił się, próbując zobaczyć, co znajduje się w korytarzyku, jednak nic mu to nie dało; ów korytarzyk był tylko przedsionkiem, prowadzącym do kolejnego przejścia. Pewdie zgodził się i wolnym krokiem ruszył we wcześniej ustalonym kierunku. Zatrzymał się, poczekał, aż Cry do niego podejdzie, po czym wychylił się ostrożnie, sprawdzając, co znajdowało się za rogiem. Natychmiast schował się za ścianą.
W wąskim korytarzu, na samym jego końcu znajdowało się… to. Dziwna, przerażająca kreatura, nienaturalnie wygięta, oparta tylko i wyłącznie na rękach; nogi ciągnęły się gdzieś za tułowiem, kompletnie bezwładne. Twarz miała wykrzywioną, zniekształconą, jedna z gałek ocznych była zbyt głęboko osadzona w czaszce. Potwór był łysy, miał jasną skórę i cały zachlapany był krwią. Miał na sobie ciemną koszulę i beżowe spodnie, a w ręce trzymał młotek. Pewds jeszcze raz spojrzał na przerażającą twarz stwora.
- Nie chcę tam iść… - wyszeptał, czując, że powoli zaczyna panikować. Cry spojrzał na niego, nie do końca wiedząc, o co tak właściwie chodzi. Wychylił się także, po czym, widząc potwora, cofnął się i oparł się o ścianę, ciężko oddychając.
- Też nie chcę – stwierdził, starając się zapomnieć o zakrwawionej postaci. – Może sprawdzimy, co jest po lewej stronie?
Pewdie nawet nie odpowiedział, tylko zdecydowanym krokiem ruszył w przeciwną stronę. Dotarł do kolejnego korytarzyka i zajrzał do niego. Niestety, jego obawy potwierdziły się – tutaj też znajdowała się ta kreatura, dokładnie taka sama. Szwed poczuł jak zbiera mu się na płacz.
- To nas zabije… - jęknął, mimowolnie wyobrażając sobie swoje zmasakrowane ciało. Spróbował oddychać równo, ale nic mu to nie dało. Wciąż był przerażony.
- O to chodziło w wierszu… - mruknął Cry. – „Wybierzcie kto przeżyje: wy albo oni”. Będziemy musieli zabić te potwory.
Sięgnął do plecaka, pogrzebał w nim chwilę i wyciągnął stamtąd pistolet. Przeszukał plecak i znalazł w nim jeszcze drewniany kij nabity gwoźdźmi. Spojrzał na niego krytycznie po czym przeniósł swój wzrok na Pewds’a.
- No co? Uznałem, że może się przydać, a w skrzyni nie było zbyt wiele broni… - blondyn zaczął się tłumaczyć, jednocześnie sprawdzając, czy potwór wciąż był na swoim miejscu.
- Nie pytam. Bierzemy, zawsze jakaś obrona… - wsunął kij za pas. Sprawdził jeszcze, czy pistolet był naładowany, po czym odwrócił się w stronę Pewds’a. – Co tak stoisz? Poszukaj broni, nie mam zamiaru robić za twojego prywatnego ochroniarza.
Pewdie wyciągnął szybko swój sprzęt, chcąc zabrać wszystko, co mogłoby mu pomóc. W pewnym momencie zatrzymał się i spojrzał na Cry’a.
- Czemu nie weźmiemy plecaków ze sobą?
- Nie damy rady się szybko poruszać z obciążeniem na plecach. Weź dodatkowe naboje, będziemy musieli sobie jakoś poradzić – odparł brunet i wziął głęboki oddech. – Gotowy?
- Nigdy nie będę – Pewdie zagryzł wargę. – Boję się. Nigdy nie musiałem nikogo zabijać. W grze komputerowej to co innego, bo nikt tak naprawdę nie ginął, a teraz? Nie wiem, czy dam radę go tak po prostu… zamordować.
- Pewds… - Cry westchnął, po czym położył mu dłoń na ramieniu. – Wiem, że może to się wydawać trudne, ale nie mamy wyboru. To nie są ludzie, tylko potwory, które chcą cię zabić. Więc przestań się tym przejmować, tylko naciśnij spust, zanim cię to dopadnie, okay? Mogę zająć się tym pierwszym, jeśli ci to pomoże.
Szwed skinął tylko głową, chowając się za Cry’em. Brunet wziął jeszcze jeden głęboki wdech i wyszedł naprzeciw strasznej postaci. Potwór nie ruszał się przez chwilę, ale gdy tylko Cry podszedł bliżej, zaczął czołgać się po ziemi, wydając z siebie ochrypły krzyk. Amerykanin zamarł z przerażenia i w ostatniej chwili dotarła do niego powaga sytuacji. Wycelował, po czym oddał kilka strzałów, jednocześnie przymykając oczy. Otworzył je dopiero wtedy, gdy krzyk potwora ucichł. Przed brunetem leżały teraz zakrwawione zwłoki, na szczęście nieruchome. Cry odetchnął z ulgą, patrząc na pistolet, który znajdował się w jego dłoniach.
- Widzisz, nie jest tak źle… - uśmiechnął się słabo do Pewds’a. – Wystarczy tylko strzelić.
Blondyn przytaknął, jednak wciąż nieprzekonany. Poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła. Teraz on miał zabić kolejnego potwora…
- Okay, idziemy. Tu powinno być jakieś przejście, chyba, że jest dokładnie tak jak w grze, wtedy niestety coś może nas zaatakować – mruknął Cry, dłonią wskazując kolejną część korytarza. – Panie przodem.
Pewdie nie miał nawet siły odpowiedzieć. Był zbyt przerażony, żeby silić się na jakąś ciętą ripostę. Wziął parę głębokich oddechów, po czym spojrzał na przyjaciela, uśmiechając się lekko.
- Kiedyś musimy się stąd wydostać, nie?
Zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie. Przecież to jest łatwe, sam widział, jak Cry radzi sobie z tym monstrum. Czemu on miałby być gorszy? Wystarczy tylko strzelić, wystarczy tylko strzelić, wystarczy…
Cała odwaga natychmiast go opuściła. Nienaturalnie wygięte ciało wydawało się czekać na niego, czekać na moment, w którym mogłoby go zabić. Pewds przełknął ślinę, starając się przezwyciężyć jakoś strach, ale… Głowa potwora zwróciła się ku niemu, chwilę później ku niemu obróciła się także cała reszta. Stwór wydał z siebie potworny wrzask i zaczął dość szybko czołgać się w kierunku blondyna. Mężczyzna krzyknął, tracąc równowagę i przewracając się do tyłu. Kreatura była coraz bliżej. Pewdie mógł wyraźnie ujrzeć ostre, powykrzywiane zęby, oczy bez źrenic, każdy detal białej, zakrwawionej twarzy. Nie ma szans, to go zabije. Brutalnie rozszarpie. Zmasakruje.
Nagle poczuł, że ktoś obejmuje go, odciąga w tył i łapie go za dłoń, kładąc swój palec na spuście pistoletu. Rozległy się strzały, a po chwili przed Pewdie’m padło martwe ciało potwora.
- Nic ci nie jest? – usłyszał głos Cry’a, tuż nad swoim uchem. Brunet puścił go i odsunął się od niego, uśmiechając się delikatnie.
- Nie, wszystko w porządku… - odparł Pewds, wciąż trochę zszokowany. – Dzięki za uratowanie życia. Ja… spanikowałem.
- Spokojnie, rozumiem. Cieszę się, że zdążyłem, mało brakowało. Następnym razem postaraj się jednak strzelić, okay?
- J-jasne, spróbuję – Szwed powoli się uspokajał. Boże, gdyby nie Cry, mógłby tego nie przeżyć. Odwrócił się do bruneta, chcąc jeszcze raz mu podziękować, kiedy zobaczył coś dziwnego. Wydawało mu się, że twarz narysowana na masce Cry’a zmieniła się na ułamek sekundy. Nie był pewien, ale wydawało mu się, że widział na niej szeroki, nieco przerażający uśmiech. Zamarł, zastanawiając się, na ile to co widział było prawdziwe, a na ile było to tylko wrażenie, spowodowane zbyt dużą ilością strachu.
- Co jest? – Cry zaczął się naprawdę niepokoić, widząc minę blondyna. – Hej, wszystko jest już w porządku, nic ci nie grozi…
- Co? A nie, nic. Zamyśliłem się – głos przyjaciela sprawił, że Pewdie wyrwał się ze swoich myśli, wracając do rzeczywistości. – Nieważne. Idziemy?
- Tak, idziemy… - odparł Cry, nie do końca przekonany jego słowami. Ruszył jednak przodem, wciąż pochylony.
Skręcili w lewo. Korytarz nagle stał się większy, więc nie musieli już zginać się wpół, żeby przez niego przejść. Nie musieli iść zbyt długo, po kilku metrach przejście kończyło się ścianą, a jedynym możliwym wyjściem była… dziura w podłodze. Felix powoli wsunął się w otwór, po czym zeskoczył. Znajdował się teraz w pomieszczeniu z kilkoma szafkami. Odsunął się kawałek, robiąc miejsce dla Cry’a, po czym rozejrzał się po pokoju. Zielone kafelki, poprzewracane ławki, biała tablica z czerwonymi napisami. Pewds podszedł do niej, chcąc przeczytać jej treść.
- O, jest po szwedzku! – wykrzyknął, przykuwając tym uwagę Cry’a. – „Regulamin. Pierwszy punkt…” Okazuj- jak to przetłumaczyć? „Okazuj szacunek”, tak mi się wydaje…
- „Visa”? Nie chodziło o wizę?
- Nie, „visa” to „okazywać” po szwedzku – zaśmiał się Pewdie, śledząc wzrokiem kolejne linijki tekstu. – Mmm… Nic ważnego. Nie chce mi się tłumaczyć. Idziemy dalej?
- Jak już skończyłeś się przechwalać znajomością szwedzkiego, to możemy iść – odparł Cry, uśmiechając się. – Chyba, że chcesz się pobawić w prywatnego tłumacza, to mogę chwilę poczekać.
- Zabawne… - mruknął Szwed, opuszczając pokój. – Jak mi zazdrościsz, to powiedz, mogę ci dać lekcje tego pięknego języka. Obniżona cena, po znajomości.
- Wielkie dzięki – Cry wyszedł za przyjacielem do dużej sali z torami do kręgli. Podłoga skrzypnęła pod jego ciężarem. – Ale raczej nie skorzy- Uważaj!
Pewds odwrócił się gwałtownie. Przed oczami mignęła mu wysoka postać w garniturze. Nawet nie myślał, co robi: kilkukrotnie nacisnął spust i po chwili dotarło do niego, że właśnie pozbawił kogoś życia. Tym kimś był stwór z książką zamiast głowy, w ciemnym garniturze. Leżał teraz na ziemi, bez ruchu. Pewdie wziął kilka głębokich oddechów, patrząc to na pistolet, to na martwe ciało, po czym uśmiechnął się lekko.
- Rzeczywiście, wystarczy tylko strzelić… - wyszeptał, chowając broń.
- Nic ci nie jest? – Cry podbiegł do niego. – Myślałem, że cię zabije.
- Wszystko w porządku – odparł. – Nie spodziewałem się, że będę w stanie tak szybko działać… Zaskoczył mnie. Nawet nie myślałem o tym, co robię.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. Uważaj na siebie, to jeszcze nie jest koniec – stwierdził brunet, kierując się w stronę białych drzwi. – Jeśli się nie mylę, powinniśmy iść tędy, prawda?
- Chyba tak – Pewdie rozejrzał się po pokoju. – O, Cry! Zagraj ze mną w kręgle!
- Teraz? Tutaj? Dobrze się czujesz?
- Jeśli nie potrafisz grać, to po prostu mi powiedz…
- Nie sprowokujesz mnie – Amerykanin westchnął ciężko, po czym uśmiechnął się. – Ale w kręgle idzie mi całkiem nieźle. Może się umówimy na grę jak już wrócimy, co?
- Jasne, bardzo chętnie – Pewds zaśmiał się, wychodząc z pomieszczenia na korytarz. Skręcił w lewo, potem w prawo i przeszedł kilka kroków, trafiając do dużej sali gimnastycznej. Poczekał chwilę na Cry’a, jednocześnie oglądając pokój dokładnie.
- Nie jestem pewien, gdzie mamy iść teraz… - stwierdził, przyglądając się zardzewiałym drabinkom i starej, brudnej podłodze z jasnego drewna.
- Myślę, że według tych strzałek – Cry wskazał palcem krzywą strzałkę namalowaną czerwoną farbą, która znajdowała się na ziemi. Zaczął iść jej śladem, wracając do drzwi, przez które przechodził dosłownie minutę temu. – Tędy!
- Bez sensu, musimy się teraz wracać – skwitował Pewdie, podążając za przyjacielem.
- Wybacz, że nie znam mapy na pamięć. Zresztą, szedłeś przodem, myślałem, że wiesz gdzie idziesz?
- Nie powinieneś za mną iść – uśmiechnął się Szwed, przechodząc na drugą stronę korytarza. – Nie pamiętam przecież całej gry.
- To ty miałeś pretensje.
Przeszli z powrotem przez korytarz, mając nadzieję na ujrzenie kolejnych strzałek, które podpowiedziałyby im, w którym kierunku mają się teraz udać, jednak niczego nie zauważyli. Wszędzie były tylko zielone kafelki, czasami połamane, leżące gdzieś przy ścianie, poniszczone. Nijak im to nie pomagało. Cry szedł przodem, oświetlając drogę latarką, chociaż nie było wcale aż tak ciemno. Gracze dotarli z powrotem do kręgielni, po czym doszli do końca korytarza, weszli po schodach i skręcili w prawo. Amerykanin zwolnił nieco krok, rozglądając się po nowym otoczeniu. Gdy upewnił się, że w przejściu nie czai się żaden potwór, pewnym krokiem ruszył przed siebie. Zajrzał do jednego z pokojów i natychmiast wybiegł z powrotem na korytarz, wydając z siebie krzyk przerażenia.
Z pomieszczenia wybiegła naga, zakrwawiona sylwetka… kobiety? Potwór był łysy, bez oczu, nosa czy ust, a także bez ubrań. Cały pokryty był zakrzepłą już krwią i wrzeszczał strasznie, z niesamowitą prędkością biegnąc w stronę przyjaciół. Cry nacisnął spust i z przerażeniem odkrył, że skończyły mu się naboje. Bezskutecznie próbował zastrzelić monstrum, które było już zaledwie kilka kroków od niego. Nagle po korytarzu rozniósł się huk strzału i straszliwy potwór upadł na ziemię. Centralnie na środku jego głowy znajdował się mały otwór po kuli. Felix strzelił jeszcze dwa razy, by upewnić się, że stwór nie żyje, po czym odwrócił się do przyjaciela, zaniepokojony.
- Wszystko w porządku? Boże, prawie dostałem zawału…
- Tak, wszystko okay. Tylko… Wiesz, jestem w lekkim szoku – Cry zamrugał kilkukrotnie, próbując się otrząsnąć. Był całkowicie pewien, że nic mu nie grozi, a tymczasem o mało co nie zginął. Powinien być ostrożniejszy…
- Jasne, rozumiem – Pewds poklepał przyjaciela po plecach. – Jeśli chcesz chwilę odpocząć, to mów, możemy sobie na moment siąść.
- Nie ma takiej potrzeby – odparł Cry. – Im szybciej to skończymy, tym lepiej. Idziemy?
Pewds poczekał, aż Cry przeładuje broń, po czym obaj weszli do pokoju, z którego jeszcze przed chwilą wybiegł stwór. Pomieszczenie okazało się przedsionkiem do spiralnych schodów, prowadzących w dół. Pewdie ruszył przodem, powoli, trzymając broń w pogotowiu.
- To nie było tak, że tam na dole jest wyjście? – spytał, pokonując kolejne stopnie.
- Wydaje mi się, że nie. Wydaje mi się także, że podczas gry też tak myślałeś – odparł Cry.
- No to może jednak tam jest?
Schody doprowadziły ich do małego pokoju, zawalonego częściowo jakimiś deskami i pudłami. W pomieszczeniu znajdowały się jeszcze stalowe, nieco zardzewiałe drzwi. Szwed szarpnął za klamkę, ale drzwi za nic nie chciały się otworzyć. Kopnął w nie więc, wkurzony, cicho licząc na to, że może jednak się otworzą. Nic mu to jednak nie dało. Rozejrzał się po pokoju, szukając czegoś, co pomogłoby mu w otworzeniu przejścia.
- Co to jest? – usłyszał głos Cry’a. Odwrócił się do przyjaciela, chcąc dokładniej przyjrzeć się tej rzeczy. Brunet właśnie podniósł z ziemi strzykawkę, wypełnioną jakąś dziwną substancją. Do przedmiotu przylepiona była karteczka z napisem „Morfina”.
- Tym się leczyło obrażenia, dobrze pamiętam? – Felix wziął strzykawkę, próbując znaleźć jakieś informacje odnośnie jej użycia, ale na karteczce nie było nic więcej napisane. – Chyba powinniśmy to zabrać… Jak sądzisz?
- Hej, posiadanie tego nam nie zaszkodzi, a może się przydać – stwierdził Cry. – Bierzemy.
Niestety nie udało im się znaleźć żadnych innych przedmiotów w pomieszczeniu, więc wrócili schodami na górę. Zatrzymali się w korytarzu, by omówić dalszy plan działania.
- Nie ma sensu się wracać, bo w sumie żadnych innych przejść po drodze nie znaleźliśmy, więc jedynym wyjściem pozostaje nam… - Felix spojrzał w bok, na schody prowadzące do drzwi. Był to chyba jedyny nie sprawdzony fragment tego piętra, więc logiczne było, że musieli tam iść, ale…
- Tą część akurat pamiętam – stwierdził Cry, spoglądając na drzwi z niechęcią. – Kolejne mutanty. Lepiej się upewnij, że masz naboje.
Pewds przytaknął, wchodząc jako pierwszy. Gdy upewnił się, że Cry za nim stoi, nacisnął klamkę i przeszedł przez próg. Znajdował się teraz na półpiętrze i musiał znów wejść po schodach, aby dostać się na piętro. Pewnym krokiem wszedł na górę, rozglądając się po korytarzu. Oświetlił drogę latarką i zamarł z przerażenia. Po prawej stronie stała jakaś dziwna postać, która wydała z siebie przeraźliwy wrzask i zaczęła biec w kierunku Szweda. Mężczyzna gwałtownie cofnął się z powrotem na schody, potykając się i spadając na plecy.
- Pewdie, nic ci nie jest? – Cry pochylił się nad przyjacielem, sprawdzając, czy nic mu się nie stało. Blondyn podniósł się z jękiem. Nieco się potłukł, ale nie to było teraz najważniejsze. Natychmiast spojrzał w górę, chcąc w razie czego przygotować się na atak dziwnej istoty. Stała ona jednak na szczycie schodów, patrząc się z góry na graczy. Z jakiegoś powodu nie zbiegła na dół, tylko czekała cierpliwie, aż któryś z mężczyzn się ruszy.
Pewds, korzystając z okazji, oświetlił postać latarką, starając się dostrzec szczegóły jej wyglądu. Miała na sobie białą, wykonaną z papieru maskę jakiegoś ptaka, z ostrym, zakrzywionym dziobem. Ubrana była w ciemną bluzę i brązowe spodnie, ale najbardziej przerażającym elementem potwora była siekiera, którą trzymał tuż nad swoją głową, przygotowaną do ataku. Nie pomagał fakt, że stwór stał zaledwie kilka metrów od nich, w ciemnym korytarzu, oświetlony tylko światłem latarki.
Cry mimowolnie wzdrygnął się, obserwując go. Przełknął ślinę, myśląc tylko o tym, że nie chciałby mieć z potworem bliższego kontaktu, sięgnął więc po broń i oddał dwa strzały w jego stronę. Pewdie aż podskoczył, zaskoczony dźwiękiem strzałów. Chwilę później człowiek-ptak wrzasnął z bólu i padł na schody, tuż przed jego butami. Felix patrzył się przez chwilę na siekierę, która leżała obok zwłok, po czym odetchnął z ulgą. Cry pomógł mu wstać i obaj wyszli na korytarz, zostawiając martwe ciało za sobą.
- Przestraszył mnie – Pewds wziął kilka głębokich oddechów, oglądając się do tyłu. – Myślałem, że nic się w tym miejscu nie kryje… Cóż, przynajmniej nie zaraz przy schodach.
- Dobrze, że nic ci nie zrobił – Cry uśmiechnął się, idąc w prawo. Dotarł do zakrętu i znów skręcił w prawo, do korytarza pełnego pokojów. Pewdie odłączył się od przyjaciela i zaczął sprawdzać pomieszczenia, jednak nie przerwał konwersacji.
- Wiesz, trochę poobijałem sobie plecy, więc jednak coś zrobił, ale mogło być gorzej. Ta siekiera nie wyglądała mi na plastikową zabawkę – odparł, wchodząc do jednego z pokojów. Znajdowało się tam kilka umywalek, a także kartki, porozrzucane po podłodze. Znalazł tam też pudełko z nabojami, które natychmiast wrzucił do kieszeni kurtki, po czym poszedł sprawdzać inne miejsca.
- Już sprawdziłem resztę. Nic ciekawego nie znalazłem, poza jedną strzykawką z morfiną, więc nie ma sensu sprawdzać jeszcze raz – Cry zagrodził Pewdie’mu drogę, wskazując dłonią na wyjście na główny korytarz. – Idziemy?
Blondyn przytaknął tylko, ruszając przodem. Wszedł do pierwszego pomieszczenia, na jakie natrafił, chcąc je przeszukać, ale…
- Cry! – krzyknął, wybiegając z pokoju. Tuż za nim biegł taki sam potwór, jak ten, którego spotkali przy schodach, niebezpiecznie wymachując siekierą. Pewds odwrócił się, sprawdzając, jak blisko niego jest kreatura. Strzelił parę razy, jednak wrzask stwora nie ucichł. Gracz czuł natomiast, że jego zmora wcale nie znajduje się od niego dalej.
- Cry, zrób coś! – mężczyzna zaczynał powoli panikować. Naboje w pistolecie mu się skończyły, a nie miał czasu na załadowanie go nowymi. Musi coś zrobić…
- Padnij! – Szwed usłyszał w końcu odpowiedź przyjaciela i natychmiast rzucił się na ziemię. Słyszał tylko strzały i głośnie łupnięcie, gdy zwłoki potwora uderzyły w podłogę, tuż obok niego. Pewdie otworzył powoli oczy, po czym natychmiast odczołgał się z dala od zakrwawionego ciała. Jeszcze przez chwilę miał przed oczami papierową maskę pokrytą krwią i puste, czarne oczy. Wziął głęboki oddech, czując, jak serce wyrywa mu się z piersi. Boże, jak bardzo nienawidził tej chorej gry…
- Wszystko okay – powiedział, uprzedzając tym samym pytanie Cry’a. Wstał z ziemi. Był nieco blady i widać było, że jest przerażony zaistniałą sytuacją, ale starał się przynajmniej udawać, że wszystko było okay. Uśmiechnął się pogodnie, klepiąc przyjaciela po ramieniu. – Dzięki za pomoc. Sam nie dałbym sobie rady.
Cry przytaknął tylko, nic nie odpowiadając. Powinien był zareagować trochę szybciej. Co prawda, był dość zaskoczony i zanim zrozumiał, co się dzieje minęło trochę czasu, ale… Brunet wyminął przyjaciela i ruszył przodem. Tym razem, jeśli coś się wydarzy, to ucierpi on, nie Pewdie. Tym razem tego dopilnuje.
Amerykanin wszedł do pokoju, z którego wyszedł wcześniej stwór. Pokój był prawie pusty, nie było w nim nic, poza dwoma regałami i jakimś czarnym, długim przedmiotem…
- Znalazłem karabin! – wykrzyknął Cry, podnosząc broń z ziemi.
- Oh, co to jest za sprawiedliwość? Mnie goniło to monstrum, a ty zgarniasz karabin? – Pewds podszedł bliżej i przyjrzał się przedmiotowi.
- Te ptaki cię po prostu nie lubią. Zresztą, nie dziwię się im.
- Zamknij się.
- Chcesz, to go bierz – Cry podał mu broń, uśmiechając się. – Przyda ci się, a ja mam jeszcze trochę amunicji, więc nie robi mi to wielkiej różnicy.
- Ale… - Pewds spojrzał zaskoczony na przyjaciela. – Serio? Oddajesz mi karabin? Znaczy, cieszę się, ale nie powinieneś zachować takiej broni dla siebie?
- W porządku, wezmę następny – odparł brunet, po czym wyszedł z pokoju. Przeszedł korytarzem do schodów i rozejrzał się dookoła. Gdzie teraz powinien iść?
- Może do góry? – zaproponował Pewds, jak gdyby czytał Cry’owi w myślach. Brunet zgodził się i wszedł na schody. Pokonał kilka stopni, po czym gwałtownie się odwrócił, słysząc za sobą jakiś dziwny dźwięk.
- Spokojnie, stary. To tylko mój brzuch, głodny jestem – powiedział Pewdie, dość rozbawiony reakcją przyjaciela. – Co na obiad?
- Emm… Spaghetti? – odparł Cry, wchodząc na górę.
- Świetnie, uwielbiam spaghetti. A jaki rodzaj?
- Z czerwonym sosem…?
- W sensie, że z pomidorowym?
- Tak, właśnie tym – Cry uśmiechnął się, odwracając się do Pewdie’go. – Ale ty gotujesz, bo ja nie umiem. Nigdy nie robiłem spaghetti.
- Nauczę cię. Przynajmniej wyniesiesz coś pożytecznego z tej gry – Amerykanin nawet nie zauważył, kiedy Pewds go wyminął. Byli już na półpiętrze i wystarczyło pokonać parę schodków, żeby znaleźć się na drugim piętrze. Stali tak przez chwilę, gotując się na nowe niebezpieczeństwa.
- Załatwmy to szybko, chcę mój obiad – mruknął blondyn i wszedł na górę. Wyjrzał na korytarz, po czym wrócił na schody, nieco blady. – Jest ich dwóch.
- Ptaki?
Pewds odpowiedział skinieniem głowy. Wziął głęboki oddech i spojrzał na Cry’a.
- Biorę tego po lewej, a ty tego po prawej, okay?
Nie czekał nawet na odpowiedź przyjaciela, tylko zdecydowanym krokiem ruszył w stronę jednego z potworów. Przygotował karabin i zaczął strzelać do kreatury, starając się unikać ciosów siekiery. Strzały, które słyszał za plecami utwierdzały go w przekonaniu, że Cry też nie radzi sobie najgorzej. Przynajmniej na razie.
- Pewdie! Skończyły mi się naboje! – usłyszał krzyk przyjaciela, dobiegający gdzieś z dala. Szwed właśnie zabił swojego przeciwnika, więc mógł zwrócić się w stronę Cry’a.
Brunet pochłonięty był uciekaniem przez stworem. Co gorsze, biegł w stronę Pewdie’go, szukając pomocy.
- Łap! – krzyknął Pewds, rzucając swoim pistoletem w stronę Cry’a. Mężczyzna starał się chwycić broń, ale w tym momencie na jego głowę spadł cios siekiery i musiał się uchylić, tym samym tracąc pistolet. W trakcie uniku stracił też równowagę, wywracając się na plecy. Cry z przerażeniem obserwował, jak potwór stoi nad nim, jak siekiera powoli leci w jego stronę…
Coś przesłoniło mu widok, a chwilę później jego twarz została ochlapana krwią. Czyżby Pewdie zabił stwora, zanim zdążył go trafić? Cry ściągnął z siebie martwe ciało i z przerażeniem odkrył, że nie było to wcale ciało potwora. W sam środek czoła Pewdie’go wbite było ostrze siekiery, jego twarz zalana była krwią. Oczy miał otwarte, ale puste, bez życia. Brunet przez chwilę patrzył się na przyjaciela, nie mogąc w to uwierzyć. Jak to? Czemu on nie żyje? Przecież… To tak nie mogło się skończyć… Poczuł łzy spływające mu po twarzy. Pewds nie żyje. Przez niego. Przez niego jest martwy…
Ryk potwora przywrócił Cry’a do rzeczywistości. Stwór pochylił się nad ciałem blondyna, chcąc wyciągnąć siekierę. Cry poczuł… coś. Dziwną żądzę mordu. Spojrzał na potwora i uśmiechnął się słabo. Twarz na jego masce zmieniła się w chaotyczny uśmiech, oczy mężczyzny stały się szkarłatne, a on sam zaczął się histerycznie śmiać.
- Zabiłeś go – powiedział, sięgając po nabity gwoździami kij. – Zabiłeś go! – wykrzyknął, rzucając się na monstrum. Zaczął okładać go kijem, nie słysząc wrzasków. Każde uderzenie sprawiało mu przyjemność, jedyne czego chciał, to martwe zwłoki potwora. Krew tryskała na jego twarz, pokrywała jego ubranie i dłonie, ale wciąż zadawał kolejne ciosy. Dopiero, gdy doszedł do niego fakt, że stwór już dawno nie żyje, a on masakruje jego ciało, atak szaleństwa skończył się. Cry oddychał ciężko, patrząc to na swoje dłonie, to na potwora. Co się stało? Nic nie pamiętał, ostatnie co miał w pamięci, to śmierć Pewdie’go…
W dwóch krokach znalazł się przy swoim przyjacielu. Wiedział, że już nie dało się go uratować, ale nie potrafił przyjąć tego do świadomości. Delikatnie potrząsnął ciałem mężczyzny, mając cichą nadzieję, że może się ocknie…
- Dalej, wstawaj – powiedział cicho, czując jak łamie mu się głos. – Obiecałeś mi przecież, że nauczysz mnie robić spaghetti, nie pamiętasz? No dalej, skończ udawać…
Jedyną odpowiedzią na jego prośby była cisza i puste spojrzenie oczu Felixa. Cry zagryzł wargę, starając się nie rozpłakać, ale było to silniejsze od niego. Łzy same spłynęły mu po policzkach. Wiedział, że całe to wydarzenie to była jego wina. To tylko jego wina, że Pewds leżał tu teraz, bez ruchu. Nie potrafił sobie tego wybaczyć.
- Wróć… - szepnął, tuląc do siebie ciało przyjaciela. Zimne. Nieruchome. Tak drogie.
Cry został całkiem sam. Sam z martwym ciałem najbliższej mu osoby.

13 komentarzy:

  1. Umieram <3 To jest piękne! Już chcę kolejny rozdział, bo nie wytrzymię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję... xD
      Dobra, postaram się jakoś szybko uwinąć. Może za... półtora miesiąca? xD

      Usuń
  2. Well, obiecałam skomentować, toteż komentuję drugi raz z drugiego konta XD mam przez ciebie fazę na Mad Cry'a! Rysowałam go dzisiaj kilka razy :c Albo narysowałam Mad Kasumi z biednym, gwałconym Cryem <3 pozdro XD
    Brofist~!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest nowy rozdział, a ja nie wiem co napisać w komentarzu :-\ (again)
    Więc napiszę, że zaczyna się robić ciekawie. Fajny ten motyw ze śmiercią, czekam na kolejny rozdział i powrót Pewdiego <3 Bo nie wierzę że tak go zostawisz...
    Brofist!
    ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawię go tak! I Cry będzie musiał sam przetrwać! :D
      Nie, może da się go jeszcze jakoś odratować, spróbuję. I dziękuję za komentarz <3
      Brofist!

      Usuń
  4. Etto~...
    Zabiłaś go... Zabiłaś Pewdiego! /(;-;)\
    Ale wiem, że go ożywisz więc jest dobrze~
    Rozdział świetny, tylko jak dla mnie(wgl. ostatnio wszystko jest za krutkie >.<) za krutkie.
    PS Czekaj, czekaj... ŻE ILE TO DLA CIEBIE MINIMUM?! ILE JA MAM CZEKAĆ?!
    PPS Serio. Ile man czekać...?
    PPPS Za błędy w masowej ilości przepraszam - pisanie i czytanie ba szybko z telefonu >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd wiesz, że go ożywię...? ^^
      Dziękuję, starałam się :D Jak to za krótkie? Całe półtora strony więcej, niż zwykle!
      PS. No, właśnie... Postaram się szybciej, ale nie wiem, jak się wyrobię...
      PPS. Serio, dwa miesiące. Albo krócej.
      ...
      Albo dłużej XD
      PPPS. Nie szkodzi, rozumiem. Pisanie z telefonu to masakra :D
      Dziękuję za miły komentarz <3

      Usuń
    2. Nie mogłam wytrzymać miesiąca, a ty mi każesz czekać dwa ;-;
      A wiem że go ożywisz bo... bo wiem XD

      Usuń
  5. Dostaniemy kolejny rozdział na mikołajki? Bo smutno :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozdział planuję dodać 6 grudnia. Jestem jeszcze w trakcie pisania, ale postaram się szybko uwinąć :)

      Usuń
  6. AAAAAAAAAAA! Pewds martwy! ;_; To nie możliweee :c musi odżyć!
    I ten szalony Cry *_*
    To opowiadanie jest jednym z najlepszych jakie czytałam w moim życiu. Cudowne wręcz :) <3
    Pozdrawiam :D
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. Mad Cry! Tak tak tak!
    Kocham ten motyw... Będzie go więcej?
    Znaczy *spoiler* widziałam go jeszcze potem w outlast, ale czy będzie go jeszcze więcej tak... Intensywniej jak tutaj? Albo, że Cry będzie to pamiętał, albo że odwali mu zupełnie na jakiś czas i stanie się jakimś Yandere?
    Sorry, ale... Muszę wiedzieć! XD
    Świetny rozdział, btw. (Jak zwykle)
    Wędruję dalej. <3

    OdpowiedzUsuń