sobota, 4 lipca 2015

Świat, w którym chcieliśmy żyć. Rozdział czwarty, część trzecia.

***

Cry otworzył oczy, oddychając ciężko. Miał wrażenie, że coś mu się śniło, coś przerażającego, ale nie mógł sobie przypomnieć, co to było. Rozejrzał się. Cały czas był w głównym holu szpitala w Mount Massive, czyli dokładnie tam, gdzie był zanim stracił przytomność. Ból nie był już tak silny, jednak Cry wciąż czuł się otępiały. Z wysiłkiem obrócił się na drugi bok i zobaczył Pewds’a, pokrytego krwią. Natychmiast podniósł się do siadu, spanikowany i z ulgą stwierdził, że krew nie należała do jego przyjaciela. Zaniepokoiło go jednak to, że zaraz obok niego leżał martwy człowiek, łysy mężczyzna w stroju księdza.
- Ojciec Martin…? – mruknął, starając się dojrzeć twarz. O dziwo pamiętał tą postać, ale głównie z faktu, że ciągle zawracał mu głowę, w kółko uniemożliwiając wyjście z psychiatryka. Kto go zabił? Może są tu jeszcze inni gracze?
Jego rozmyślania zostały jednak szybko przerwane, bo Pewdie zaczął się poruszać. Najpierw zacisnął palce dłoni, potem otworzył oczy, półprzytomnie spoglądając na przyjaciela.
- Cry? Nic ci nie jest? – wymamrotał, sprawdzając, czy wszystkie jego kończyny są sprawne, ale okazało się, że nie ma najmniejszego problemu z ruchem. Cóż, wciąż czuł ból, ale ogółem czuł się całkiem nieźle jak na mężczyznę, który właśnie spadł z wysokości dobrych kilkunastu metrów na twardą ziemię i uderzając w nią głową.
- Spokojnie, nic mi nie jest – odparł Cry i pomógł przyjacielowi usiąść, podpierając go ręką. – Bardziej się martwię, czy z tobą wszystko w porządku…
- Tak, jest okay. Miałem dziwny sen, że był tutaj Ojciec Martin i ktoś go postrzelił… Chyba efekt uboczny rypnięcia w podłogę… - zaśmiał się Felix, ale natychmiast przestał, widząc poważną minę przyjaciela. – Stary, co jest?
- To nie był sen – wskazał ciało księdza, leżące tuż obok Pewds’a. – Ktoś go zabił, zresztą, masz jego krew na ubraniach, jakbyś nie zauważył.
- Co…? – blondyn rozejrzał się, zdezorientowany. Rzeczywiście, to mu się nie przyśniło. Ciało Ojca Martina leżało tuż obok niego, na pewno nieruchome i na pewno martwe – krew wydobywająca się z otworu w jego czaszce zdążyła już pokryć większość posadzki. – Aha, rozumiem. Ale jak to wpłynie na naszą grę?
- Mam nadzieję, że nie będzie przez to żadnych komplikacji – stwierdził Cry ponuro, podnosząc się z ziemi. – Nie zatrzymujmy się, jak na razie jeszcze żyjemy. Nie zmarnujmy tej dobrej passy.
Podał dłoń Pewdie’mu, pomagając mu wstać, po czym obrócił się, dokładnie obserwując otoczenie. W holu było mnóstwo ciał zamordowanych pracowników. Jeden z nich, z pięknie wywalonymi na zewnątrz flakami, leżał tuż przy ladzie na środku pomieszczenia. Inny, z odciętą głową odpoczywał sobie opierając się o jedną z kolumn podtrzymujących wyższą kondygnację. Cry zdecydowanie ruszył w stronę drzwi głównych, jednak były zatrzaśnięte i nie było nawet opcji, żeby udało się je otworzyć. Brunet szarpnął klamką jeszcze kilkanaście razy, ale z powodu braku efektów swojej pracy szybko zrezygnował. W tym czasie Pewds przeszukiwał ladę. Ostrożnie ominął zwłoki ochroniarza, wciąż siedzące na krześle, po czym chwycił plik dokumentów, który leżał na blacie. Po szybkim zapoznaniu się z nimi dowiedział się o naukowcach, którzy tam pracowali. Pod koniec znalazł także małą karteczkę z napisem „Ucieknijcie ze szpitala. Wejdźcie do Centrum Kontroli Bezpieczeństwa by otworzyć główne drzwi.”
- Cry! – krzyknął, machając teczką. – Musimy znaleźć Centrum Kontroli! Możemy odblokować drzwi stamtąd! Tak jak mówił ten facet w bibliotece!
- Nareszcie jakieś konkrety – Amerykanin szybko zjawił się obok niego. – Chodźmy więc, nie mamy czasu do stracenia.
- Tylko którędy? Myślisz, że powinniśmy iść prosto? Czy mamy gdzieś skręcić?
- Tędy – zarządził Cry, wskazując na salę pełną komputerów, znajdującą się za szklanymi drzwiami. – Myślę, że to dobry kierunek.
- Obyś się nie pomylił.
Mężczyźni ruszyli w stronę biura. Pewds szarpnął za klamkę i wszedł do pomieszczenia. Rzeczywiście, odnosił wrażenie, że już kiedyś widział to miejsce. Cry chyba miał rację… Zwrócił się w stronę bruneta, chcąc zobaczyć, co robi. Zajmował się właśnie przeszukiwaniem biurek i komputerów, a także zwłok, które nierzadko przy nich leżały. Pewdie wciąż szedł przed siebie, oglądając się za przyjacielem, lecz nagle poczuł, że coś toruje mu drogę. Obrócił się szybko i zobaczył przed sobą wysoki, ciemny kształt. Odskoczył przerażony i zaklął głośno po szwedzku, alarmując tym samym Cry’a.
- Co się stało? – Cry podbiegł do blondyna, sprawdzając, czego się wystraszył i momentalnie wybuchnął śmiechem: Pewds przestraszył się jakiegoś kwiatka, który stał w doniczce na środku pomieszczenia. – Stary, poważnie? Kwiatek? Bałeś się, że zaatakuje cię liśćmi, czy jak? Roślinka ninja…
- Zamknij twarz, serio się przestraszyłem! – krzyknął Pewdie, już bez cienia strachu, za to z dużą ilością wściekłości w głosie. – Zresztą mów za siebie. Przestraszyłeś się tego telewizora, co się nagle włączył, jak byliśmy u góry.
- Ty też.
- A kto przestraszył się gościa w bibliotece?
- Głównie ty. Szedłeś pierwszy.
- Nieważne – warknął Szwed, idąc dalej. – Jeszcze się zemszczę. Zobaczysz.
- Rzucisz we mnie roślinką ninja?
- Nie rozmawiam z tobą.
Cry z uśmiechem na twarzy podążył za przyjacielem, szczęśliwy, że mógł mu jakoś dopiec. Gracze przeszli przez pomieszczenie i trafili do kolejnego, nieco bardziej oświetlonego. Po obu stronach znajdowały się stalowe półki z różnymi kartonami na nich, ale po dokładnym ich przeszukaniu nie znaleźli niczego przydatnego lub chociażby ciekawego. Za półką po lewej stronie znajdował się komputer, a za półką po lewej… kolejna półka, na której leżał plik dokumentów. Pewdie uznał, że nie bardzo im się przydadzą, zostawił je więc tam, gdzie je znalazł i wyszedł  z pokoju na korytarz.
- Cholera, powinniśmy bardziej uważać – usłyszał za sobą głos Cry’a.
- O co chodzi?
- Zostawiliśmy ślady z krwi – mruknął Cry, wskazując na czerwone ślady butów na ziemi.
- Ale super – stwierdził Pewds, wyraźnie zachwycony. – Gdybym chciał, mógłbym narysować penisa na podłodze.
- Mój boże, to nie jest zabawne – Cry przejechał dłonią po twarzy, jednak widać było, że go to bawi. – Ktoś może za nami iść po tych śladach.
- Przesadzasz. Pochodź w kółko, to zetrzesz krew z podeszwy i zmylisz potencjalnego ścigającego, jeśli tak ci na tym zależy – Pewdie podszedł do drzwi z metalowej kraty nad którymi świecił jasny napis EXIT. Oczywiście, mimo szarpania nie dało się ich otworzyć. Obrócił się, by zobaczyć co było po drugiej stronie korytarza. Jęknął, widząc, że na środku przejścia siedzi mężczyzna na wózku inwalidzkim.
- Błagam, tylko nie on…
- Widzisz kogoś? – Cry od razu się zainteresował. Wyszedł z pokoju na korytarz, spoglądając w tą samą stronę co jego przyjaciel. – Oh. To ten gościu.
- W cholerę mnie przestraszył – powiedział Pewds, przypominając sobie swoją rozgrywkę. – Myślałem, że nic mi nie będzie, a on nagle mnie zaatakował.
- Też się na tym złapałem – przyznał Cry. – Ale wyskakuje na ciebie dopiero, gdy przechodzisz drugi raz, jeśli dobrze pamiętam.
- Tak, ale to i tak było straszne. A przecież będziemy musieli się wrócić.
- Nie sądzę, że jest sens się tym teraz przejmować. Po prostu przejdziemy, a potem będziemy na to przygotowani.
Cry ruszył zdecydowanie, ręką dając znak Pewdie’mu, że ma ruszyć tyłek i iść za nim. Blondyn nie był do końca pewien, czy to dobry wybór, ale pamiętał, że mężczyzna na wózku nie stwarzał zagrożenia przy pierwszym przejściu. Mimo wszystko trzymał się parę metrów dalej, wciąż nie do końca pewien. Cry stanął zaraz przed mężczyzną na wózku, przyglądając się mu. Był pochylony tak, że nie było widać jego twarzy i prawie się nie ruszał. Czasami drgnęła mu ręka lub przechylił głowę nieznacznie, ale ogółem wyglądał, jakby przysnął. Amerykanin chciał ruszyć do przodu, ale Pewds powstrzymał go.
- Pójdę przodem. Na… wszelki wypadek.
Cry odsunął się posłusznie, pozwalając blondynowi przejść. Pewdie spokojnie przemaszerował obok pacjenta, jednak przez cały czas bacznie go obserwował. Mężczyzna jednak nie ruszył się ani trochę.
- Bezpiecznie – uśmiechnął się, zachęcając Cry’a, żeby poszedł za nim.
Brunetowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Zdecydowanym, szybkim krokiem ruszył w stronę Pewds’a, nawet nie oglądając się na potencjalne zagrożenie. Już prawie przeszedł, gdy nagle coś ciężkiego zrzuciło się na niego, zbijając go z nóg. Cry z przerażeniem spojrzał na szarpiącego go mężczyznę, którego twarz prawie całkowicie pokryta była skórą.
- Zabierz to! Proszę! Doktor nie żyje! Zabierz to ode mnie! Musisz mi pomóc! – krzyczał, trzymając Cry’a za ramiona i mocno nim szarpiąc. Cry próbował się jakoś bronić, starając się strącić jego ręce, ale mimo marnego wyglądu mężczyzna był całkiem silny. Na szczęście Pewds szybko zareagował i pomógł przyjacielowi poradzić sobie z atakującym. Pchnął go mocno do tyłu, sprawiając, że pacjent wywrócił się na plecy i szybko odczołgał się pod ścianę, spanikowany i chyba nawet płaczący. Skulił się pod ścianą, mamrocząc coś pod nosem, pełen strachu.
- Nic ci nie zrobił? – Pewdie od razu przystąpił do sprawdzenia, czy Cry jest cały i zdrowy. Amerykanin tylko pokiwał głową, wciąż próbując odzyskać oddech i normalne tętno. – Właśnie tak, lepiej się chowaj – warknął w stronę leżącego mężczyzny.
- Daj mu spokój – powstrzymał go Cry. – On się boi. Nie powinien atakować spokojnie przechodzących sobie korytarzem ludzi, ale nie powinniśmy także na niego krzyczeć.
- Dobra, okay – Felix wziął głęboki oddech, starając się jakoś uspokoić nerwy. – Masz rację. Nieco mnie po prostu przestraszył.
- Ty to pół biedy, myślałem, że umrę na zawał.
- Masz za swoje, w sumie. To jest moja zemsta.
- Miałeś się mścić atakując mnie kwiatkiem, nie napuszczając na mnie jednego z pacjentów.
- To ty tak zadecydowałeś, ja nic nigdy nie deklarowałem.
- Nieważne – Cry machnął ręką, po czym spojrzał na pacjenta. – Chyba już nam nie grozi. Chodźmy dalej.
- Pewny jesteś? Dasz radę?
- Nie musisz się tak martwić, nic mi nie jest. Zawał opanowany. Możemy iść – Cry podniósł się z ziemi, otrzepując ubrania. Chwycił plecak, skinął na Pewdsa i ruszył dalej korytarzem.
Nie zaszedł za daleko z powodu półek, które zagracały przejście, uniemożliwiając dalszą eksplorację. Skręcił więc w lewo, do pokoju z którego dochodziło jasne światło. Zatrzymał się w progu i dał znak Felixowi, żeby podszedł bliżej. W pomieszczeniu znajdowało się kilka kanap, stolik i duży telewizor, niestety z zaśnieżonym obrazem. W jego ekran, z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy wpatrywał się siedzący na stole mężczyzna, pacjent, jeden z trzech przebywających w tym pokoju. Nie poruszył się ani nie zareagował, nawet gdy gracze podeszli bliżej czy gdy zasłonili mu widok. Za nim, na dużej kilkuosobowej kanapie siedział kolejny pacjent, skulony, obejmujący się ramionami. Ciężko było stwierdzić, czy mężczyzna w ogóle jeszcze żyje. Trzeci z mężczyzn usadowił się zaś na fotelu, tępo patrząc się w telewizor. Jego twarz i ręce były kompletnie zmasakrowane. Pewds odwrócił wzrok, nie chcąc nawet patrzeć na nich. To kiedyś, tak się przynajmniej wydawało, byli ludzie. Tacy sami ludzie jak oni. Cry chyba był tak samo poruszony widokiem pacjentów, bo szturchnął Pewdiego w ramię i wyszeptał mu do ucha:
- Chyba powinniśmy iść. Sprawdźmy resztę pokoju i wynośmy się stąd.
Blondyn skinął tylko, ruszając w dalszą drogę. Jak się okazało, w pomieszczeniu poza telewizorem i kanapami były tylko dwa stoliki z krzesłami. Jednak gdy spojrzeli w prawo, zaraz za przewalonym regałem było przejście, częściowo zabite deskami, jednak nie na tyle, by uniemożliwić wyjście. Cry sprawnie prześlizgnął się pod barykadą i znalazł się w drugiej części korytarza, po drugiej stronie zwalonych półek, które wcześniej zagracały im drogę. Po lewej ujrzał drzwi z czarnej kraty i czerwony, świecący się napis „EXIT”, jednak stalowy zamek nie dał się otworzyć i wyjście pozostało zamknięte. Nie żeby Cry spodziewał się czegokolwiek innego. Zrezygnowany, ruszył do pokoju naprzeciw, sprawdzając uprzednio, czy Pewds wciąż za nim podąża. Zdecydowanie otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia.
W środku nie było bardzo ciemno – światło rzucane było przez ekran komputera stojącego w rogu, przy którym ktoś siedział. Pewdie i Cry, wciąż zachowując czujność, ruszyli powoli w stronę postaci. Okazało się, że był to mężczyzna w średnim wieku, niestety już od pewnego czasu martwy. Jego głowa była dziwnie wykręcona w bok, a jego ciało nieruchomo spoczywało na obrotowym krześle. Gracze skrzywili się na widok trupa. Cały pokryty był krwią i sądząc po nieprzyjemnym zapachu musiał być nieżywy od przynajmniej paru dni. Jednak była jedna rzecz, która przykuła uwagę obu mężczyzn: odnaleziony miał przy sobie kartę magnetyczną, przyczepioną do kieszonki koszuli. Pewds niechętnie i powoli sięgnął po nią, a gdy ją odczepił mógł nareszcie przeczytać, w bladym świetle komputerowego ekranu, że pozwoli ona wejść do Centrum Kontroli Bezpieczeństwa.
- Tak, nareszcie coś pożytecznego! – ucieszył się, chowając kartę do kieszeni. – Teraz tylko pozostaje nam dostać się tam, otworzyć drzwi i stąd spadać jak najprędzej.
- Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, ale w grze to wcale nie było takie proste – przypomniał Cry, wzdychając. – Nie chwal dnia przed zachodem słońca, czy coś…
- Gdzie się podział twój słynny optymizm, stary? – Pewdie szturchnął przyjaciela, wciąż się uśmiechając. – Nie możemy tak na to patrzeć, bo naprawdę tu zginiemy.
- Okay, dobra, masz rację – przyznał brunet, jednak widać było, że dość niechętnie. – Znajdźmy Centrum, otwórzmy drzwi i ucieknijmy.
- Moja krew – Szwed ruszył dziarskim krokiem w stronę wyjścia z pokoju. – Tak trzymać.
Wyszli z pokoju, przeszli pod deskami i szybkim krokiem wrócili do pokoju z telewizorem. Nieco zwalniając, przeszli obok pacjentów, nawet na nich nie patrząc, po czym wyszli z powrotem na główny korytarz. Mężczyzna, który wcześniej zaatakował Cry’a wciąż kulił się na ziemi, jęcząc coś żałośnie. Gracze przeszli obok niego powoli, jakby bali się, że znów na nich skoczy, ale nic takiego się nie stało. Ruszyli więc dalej, przeszli przez pokój z półkami, przez salę komputerową i ponownie znaleźli się w głównym holu.
- Gdzie teraz? – spytał Cry, rozglądając się.
- Sprawdźmy, co jest na końcu – zaproponował Pewds, idąc przodem. Minął lady recepcji i przeszedł przez cały hol, aż dotarł do windy i schodów prowadzących w dół. Wzdłuż kolejnych stopni ciągnął się ciemny pas krwi. – Zdecydowanie nie chcę tam schodzić.
- Wyjątkowo się zgadzam – przytaknął Cry, szarpiąc przyjaciela za rękaw. – Ale tam jest kolejny korytarz.
Miejsce wskazane przez Cry’a rzeczywiście było korytarzem, całkiem szerokim i niezbyt długim, za to jasno oświetlonym. Kiedyś wejścia do niego broniły drzwi ze stalowej kraty, ale teraz leżały one obok i widać było, że ktoś najzwyczajniej w świecie wyrwał je z zawiasów. Brunet ruszył zdecydowanym krokiem, chcąc wejść głębiej w korytarz, gdy nagle z drzwi na jego końcu wybiegła jakaś postać. Cry natychmiast schował się za rogiem, dając znak Pewdie’mu, żeby także się gdzieś ukrył. W napięciu obserwowali nieznajomego. Ten zaś zaraz po wybiegnięciu z pokoju zaczął dobijać się do drzwi naprzeciw. Po trzech mocnych uderzeniach drzwi ustąpiły przed nim i jego sylwetka zniknęła w pomieszczeniu. Gracze czekali jeszcze chwilę, by upewnić się, że nic im nie grozi, po czym wyszli ze swoich ukryć.
- Powinniśmy tam iść…? – spytał Cry niepewnie, rozglądając się po holu.
- Nie mamy żadnej innej drogi, a na dół nie zejdę – oświadczył Pewds i wyszedł na korytarz.
Na razie przejście było całkowicie puste. Drzwi na końcu, przez które przeszedł przed chwilą nieznany osobnik były na szczęście zamknięte. Blondyn bez chwili zastanowienia zaczął zwiedzanie nowej części budynku. Wszedł do pierwszego pokoju po lewej, upewniając się przedtem, czy Amerykanin wciąż idzie za nim. Pokój, do którego wszedł okazał się być toaletą. Znajdowały się w niej trzy kabiny, każda z zamkniętymi drzwiami. Pewdie z duszą na ramieniu pchnął pierwsze od lewej. W środku było niemalże pusto – na ziemi stały dwa wiadra i tylko one zapełniały jakoś przestrzeń. Szwed westchnął, rozczarowany, po czym podszedł do drugiej kabiny. Zdecydowanie szarpnął za klamkę i jego oczom ukazał się dość makabryczny widok. Na ubikacji siedział, a właściwie to leżał zgięty w pół martwy człowiek. Krew zabrudziła całą podłogę, a także ścianę, układając się w upiorny napis „Świadek”.
- Cóż, martwy świadek to żaden świadek – stwierdził Pewds, marszcząc nos. Trup nie pachniał najprzyjemniej, musiał tam leżeć od przynajmniej tygodnia.
- Nie wiem, może to miała być forma jakiegoś niezbyt wyrafinowanego żartu…? – podsunął Cry, wyglądając zza ramienia blondyna. – Nieważne, lepiej się stąd zbierajmy. Musimy znaleźć Centrum Kontroli.
- Racja. Sprawdzę tylko ostatnią kabinę.
Okazało się, że w następnym przedziale także nie znalazł nic przydatnego. Z muszli klozetowej wystawała powiem ręka, zanurzona do połowy w wodzie zmieszanej z krwią. Zanim Pewds zdążył cokolwiek powiedzieć, Cry chwycił go za ramię i mocno pociągnął w tył.
- Nie będziesz jej przybijał piątki. Chodź.
- Psujesz całą zabawę! – zamarudził Pewdie, ale bez oporu wyszedł z łazienki, ciągnięty przez przyjaciela. Przeszli do pokoju naprzeciw, gdzie przechodząc przez labirynt półek trafili w końcu na biurko z komputerem oraz trupami dwóch mężczyzn zaraz obok. Brunet ostrożnie przeszedł nad ciałem leżącym na ziemi w plamie krwi, podniósł ze stołu baterię, po czym z tą samą uwagą i ostrożnością, wymijając kołyszącą się lampę wycofał się. Zakręcając między szafkami, wyszedł z powrotem na korytarz i rozejrzał się.
Z tej perspektywy widać było, że na korytarzu znajdowały się wejścia do co najmniej czterech pokoi. Być może było ich więcej, lecz tego Cry nie mógł stwierdzić – nieco dalej korytarz tonął w ciemnościach i nie dało się nic zobaczyć. Mężczyzna poczekał chwilę, aż Pewds do niego dołączy, po czym ponownie ruszył na zwiedzanie dalszej części tego przejścia. Nie musiał iść długo, bo dosłownie parę kroków dalej natknął się na stalowe drzwi, trzymające w zamknięciu pokój pełen komputerów, który Cry mógł spokojnie podejrzeć przez szybę. Napis na tych otóż drzwiach tylko utwierdził go w przekonaniu, że nareszcie znalazł ich cel podróży.
- Chodź, znalazłem Centrum! – skinął na przyjaciela, który natychmiast podszedł bliżej. – Podaj kartę, proszę.
- Jeszcze nie – przerwał mu Pewds, palcem wskazując dalszy odcinek korytarza. – Najpierw może sprawdzimy, co jest tam? Nie chciałbym niczego przegapić…
- Nie możemy po prostu wejść do tego Centrum, otworzyć te cholerne drzwi i stąd spieprzać? – zapytał Cry z nadzieją w głosie, lecz został zupełnie zignorowany. Pewdie jak gdyby nigdy nic ruszył przed siebie.
Skierował się w lewo, wchodząc do całkiem jasnego pomieszczenia. W środku znajdowały się jakieś regały, fotele, stół… W sumie pokój był całkiem przytulny, przynajmniej tak długo, jak nie widziało się biurek po prawej stronie, pod którymi rozłożone było ciało martwego mężczyzny, jednego z pracowników. Pewds przełknął ślinę nerwowo, po czym przystąpił do dokładnego sprawdzania otoczenia, dając sygnał Cry’owi, że ma zrobić to samo. Po szybkim przeszukaniu pokoju okazało się, że poza dokumentami nie było tu nic ciekawego, więc obaj gracze szybko opuścili to miejsce, nieco rozczarowani. Z racji tego, że jedne z dwojga drzwi prowadziły do tego samego pomieszczenia, a inne drzwi były zabite deskami i nie do użycia, pozostało im jeszcze jedno niesprawdzone miejsce – pokój naprzeciw tego, z którego przed chwilą wyszli. Pewdie już chciał je otworzyć, gdy nagle poczuł gwałtowne szarpnięcie i o mało co się nie wywrócił na plecy. Cry trzymał go mocno za bluzę, wyraźnie blady.
- Hej, stary, wszystko w porządku?
- Do tamtych drzwi wszedł ten facet, którego widzieliśmy wcześniej – powiedział półgłosem, jeszcze raz szarpiąc przyjaciela za rękaw. – Spróbujmy otworzyć drzwi do Centrum i po prostu stąd wyjdźmy, dobra? W jednym kawałku, o ile to możliwe.
Pewds skinął niechętnie głową, chociaż widać było, że korci go, żeby pociągnąć za klamkę i spróbować się dostać do pokoju przed nim. Wyminął Cry’a i podszedł do stalowych drzwi, wyciągając kartę magnetyczną z kieszeni. Jednym ruchem przyłożył ją do czytnika i z uśmiechem na ustach powitał dźwięk sygnalizujący, że drzwi stoją przed nimi otworem.
Wszedł do środka i rozejrzał się. W Centrum Kontroli Bezpieczeństwa po prawej stronie znajdowało się szerokie, długie biurko zastawione ekranami komputerów i telewizorów przekazujących nagrania kamer z całego budynku. Zaraz obok, przy ścianie stały dwie szafki, a koło nich jakiś stolik z krzesłem, natomiast zaraz po lewej w rogu stała doniczka z jakąś rośliną, a przy niej leżał martwy człowiek, prawdopodobnie ktoś, kto miał zarządzać tym miejscem. Cry rzucił swój plecak na ziemię, gdzieś pod stół i usiadł przy komputerze, rozprostowując sobie palce. Chwilę mu zajęło, żeby ogarnąć system, ale gdy już zapoznał się z działaniem sprzętu, zaczął wpisywać jakieś kody, które dla Pewds’a równie dobrze mogłyby być po koreańsku, bo i tak nic z nich nie rozumiał. Zdał się więc na umiejętności przyjaciela, zaglądając mu przez ramię na ekrany z przekazem wideo z kamer. Szybko zauważył, że obrazy na monitorach zmieniały się co jakiś czas, pokazując różne ujęcia danego obszaru. Dlatego zaniepokoiło go, gdy zauważył, że na jednym telewizorze przestał się zmieniać obraz. Zatrzymał on się na widoku jakiejś maszyny. Pewdie’go nagle olśniło – przypomniał sobie ten moment w grze i dotarło do niego, że ta maszyna to generator prądu, znajdujący się w piwnicy. Normalnie wyłączał go Ojciec Martin, zmuszając bohatera gry do przeżywania kolejnego koszmaru, gdy musiał szukać generatora, a potem do następnego, kiedy wysłał go na oddział pacjentów. Ale teraz nie miał kto tego wyłączyć. Teraz tylko wystarczyło otworzyć zamek przy pomocy komputera i drzwi główne, będące zarazem ich deską ratunku staną otworem. Będą tylko musieli przejść przez hol i wolność. Kierunek safe point.
- Chyba mamy szczęście – oparł brodę o głowę Cry’a, uśmiechając się. – Pamiętasz, że teraz zwykle wysiadał prąd?
- Coś mi tam miga – odparł Cry, ale widać było, że nie do końca przytomnie; próbował w skupieniu wpisać odpowiednie komendy. – A o co chodzi?
- Ojciec Martin zginął wcześniej, niż w grze. Nie ma jak nam pokrzyżować planów.
- To świetnie. A teraz, czy mógłbyś… - brunet zmarszczył brwi, gdy włączyło się okienko ładowania. – O, dobrze. Za chwilę powinny się- Co jest?
Pewds zerknął na monitor. Okno zniknęło, obraz zrobił się całkowicie czarny, a chwilę później na ekranie pojawiły się białe literki. „Schowajcie się do szafek. Nie próbujcie się przeciwstawiać”.
Pewdie pobladł i natychmiast stanął wyprostowany, przy okazji ciągnąc Cry’a, żeby podniósł tyłek z krzesła.
- Szybko, ten grubas tu za chwilę przyjdzie – powiedział spanikowany, jednak o dziwo potrafił zachować zimną krew i się nie rozpłakać. – Do szafki na lewo.
- To ja schowam się w prawej – zaproponował Cry, ale został powstrzymany przez blondyna.
- Zwykle sprawdza, czy kogoś nie ma w drugiej – powiedział szybko, wpychając Cry’a do środka ciasnego schowka. – Musimy się jakoś pomieścić – głos zaczął mu się łamać, kiedy usłyszał głośne łupnięcie w drzwi. – Rusz tyłek!
Cry upchnął się jak najbardziej mógł, a Pewds stanął przodem do niego, przylegając do niego całym ciałem. Amerykanin wstrzymał oddech gdy blondyn zatrzasnął drzwi szafki, obejmując Cry’a, by jakoś się ułożyć i nie zostać wykrytym. Oddech Pewdie’go owiał jego policzek, gdy szepnął:
- Postaraj się być cicho, może nas nie zabi-
Urwał w pół słowa, gdy stalowe wrota do pomieszczenia huknęły, przewalone na podłogę. Cry bardzo dobrze widział postać, która wchodziła właśnie do pokoju. Była to ta sama kreatura, co wyrzuciła ich wcześniej z okna. Barczysty, masywny i na pewno potwornie silny mężczyzna. Chyba, Cry nie wiedział, czy zmutowanym ludziom wciąż przysługuje płeć. Potwór swoim chrapliwym głosem prawdopodobnie próbował ich wybawić, wołając:
- Byliście tu, prawda? Świnki… Znajdę was wszystkie, dziwki.
Cry drżał niemiłosiernie i czuł, że Pewds też jest kompletnie przerażony. Między innymi dzięki temu, że blondyn wzmocnił swój chwyt, sprawiając Cry’owi ból poprzez ściskanie jego żeber.
- Auć! – wyrwało mu się, kiedy jego przyjaciel zmienił nieco pozycję powodując większy ścisk. W przeciągu jednej sekundy dłoń Pewdie’go zakryła brunetowi usta, a oczy obojga rozszerzyły się w niemym przerażeniu. Na moment wstrzymali oddech, ale na szczęście stwór nie skojarzył, z której szafki dobiegł dźwięk i sprawdził tą drugą. Trzasnął drzwiami, niezadowolony, ale z jakiegoś powodu nie postanowił otwierać szafki numer jeden. Zamiast tego odmaszerował do drzwi i stał w progu przez chwilę, która obu graczom wydawała się wiecznością, po czym wolnym krokiem poszedł w swoim kierunku, opuszczając pokój i jego chwilowych okupantów. Cry i Pewds nie ruszali się jeszcze przez chwilę, by mieć stu procentową pewność, po czym blondyn otworzył drzwi szafki i wyszedł z niej, dając sobie i Cry’owi nieco miejsca i świerzego powietrza.
- Już tu raczej nie wróci, nie będziesz się już musiał ze mną przepychać – powiedział Felix radośnie, klepiąc kumpla po ramieniu.
- Oh, szkoda – mruknął Cry w odpowiedzi, uśmiechając się. Tak właściwie, to nie do końca żartował. Nie miał nic przeciw tak bliskiemu kontaktowi, chociaż byłoby lepiej, gdyby kontakt ten nastąpił w innych okolicznościach niż krycie się przed monstrum z gry komputerowej, w której właśnie się znajdowali.
- A co, chciałbyś więcej? – zaśmiał się Pewds. – Ostrzegam, dużo sobie biorę za pogawędkę przy kawie, na noc ze mną może cię nie stać.
- Ale może coś po znajomości?
- Jakiej znajomości, traktuję wszystkich klientów jednakowo – blondyn stanął w progu, robiąc za strażnika. – Zajmij się lepiej otwieraniem drzwi głównych, a nie mi tu jakieś marzenia na głos mówisz. Nie jestem złotą rybką.
- Oh, podwójna szkoda – odparł Cry, siadając przed komputerem. W sumie nie miał zbyt wiele do roboty, bo wystarczyło poczekać, aż proces rozkodowywania drzwi się zakończy. Dla świętego spokoju i dla pewności, że nie będzie już żadnych niespodzianek siedział jednak i czujnie wpatrywał się w ekrany komputerów i kamer. – Chciałem poprosić o nową konsolę, ale jak nie to nie…
Pasek ładowania wypełniał się niewiarygodnie wolno i Cry zaczynał się już niecierpliwić brakiem jakiejkolwiek reakcji. Tym większa była jego radość, gdy proces otwierania zakończył się i na monitorze wyświetliła się radosna nowina: „Drzwi główne odblokowane”.
- Dobra, spadajmy stąd jak najprędzej – powiedział, zakładając swój plecak.
- Chwila, chcę sprawdzić jeszcze jedną rzecz.
- Kurna, Pewds, nie mamy czasu na sprawdzanie rzeczy, przecież wciąż nas coś może załatwić. Po prostu chodźmy do holu, wyjdźmy przez drzwi, wsiądźmy do samochodu i oddalmy się stąd jak najbardziej się da, okay?
- Okay, ale daj mi jeszcze parę minut – Pewdie odszedł od drzwi i usiadł przy komputerze. – Jak ci tak zależy na bezpieczeństwie, to stój przy drzwiach i obserwuj, czy ktoś się nie zbliża.
Cry mruknął coś pod nosem, poirytowany i chyba spanikowany. Stanął jednak posłusznie w progu i rozejrzał się po korytarzu.
- Czego szukasz? – zagadnął blondyna, czując, że serce za chwilę wyskoczy mu z piersi. Cały czas miał wrażenie, że ktoś wyskoczy na niego z najbliższych drzwi albo zaatakuje go od tyłu.
- Nagrania z kamer z momentu, kiedy Ojciec Martin zginął. Chcę wiedzieć, kto to zrobił.
- Na cholerę ci to? Stary, przecież i tak stąd wychodzimy. To nie jest ważne.
- A co jeśli to byli inni gracze? Albo jeszcze inny przeciwnik, którego powinniśmy się bać? – Pewds nie odpuszczał. Przewijał nagranie z holu głównego, aż dotarł do chwili, kiedy on i Cry zostali wyrzuceni przez okno. Skinął dłonią na przyjaciela, żeby obejrzał nagranie wraz z nim. Brunet rozejrzał się nerwowo po korytarzu, po czym podszedł do ekranu komputera.
Scena rozgrywająca się  na monitorze przedstawiała obu graczy, przytomnych, ale ledwo ruszających się. Widać ich było bardzo dobrze, kamera musiała być umieszczona gdzieś na ścianie przed nimi. Ojciec Martin podszedł do Pewdie’go i zaczął coś do niego mówić. Cry w tym momencie przymknął oczy, a gdy je otworzył, zalśniły mu bielą. Szybko uniósł się do siadu, szukając czegoś w torbie, ale ksiądz nawet nie zwrócił na niego uwagi. Niestety z przykrym skutkiem dla niego – Cry wyciągnął pistolet z plecaka i oddał dwa celne strzały w głowę mężczyzny.
- Ostrzegałem, że masz go nie dotykać – warknął, po czym wstał i chwiejnym krokiem podszedł do ciała. Strzelił jeszcze jeden raz, jakby chciał się upewnić, że Ojciec Martin nie żyje, po czym rzucił pistoletem na posadzkę. Kamera uchwyciła jeszcze upiorny uśmiech, malujący się zarówno na twarzy, jak i na masce Cry’a, zanim mężczyzna zemdlał, upadając na posadzkę obok Pewdie’go.
Gracze wpatrywali się w ekran nieprzytomnie, kompletnie zszokowani. Cry był bliski płaczu. Co się właśnie wydarzyło? Co się z nim działo?
- Zabiłeś go – odezwał się w końcu Pewds, cicho. – Czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej? Dlaczego?
- Nie pamiętałem tego – Cry uniósł ręce w obronnym geście. – Naprawdę, nie pamiętam tego, myślałem, że po prostu straciłem przytomność, że to od upadku… Pewdie, musisz mi uwierzyć, ja nie wiedziałem…
- Wierzę ci – odparł, patrząc na niego ze zmartwieniem. – To już drugi raz, kiedy widzę ten wzór maski. Coś jest z nią nie tak.
Cry natychmiast zerwał maskę ze swojej głowy, rzucając nią o podłogę, tak, że pękła na pół. Ręce mu się trzęsły, oddech miał nierówny, jakby miał się  rozpłakać.
- Jestem jakimś psycholem…? – mruknął, wciąż mając przed oczami nagranie kamery.
- Spokojnie, ogarniemy to jakoś – Pewds objął go ramieniem, starając się go pocieszyć. – To nie twoja wina, pewnie to wszystko przez Alice. Wszystko z tobą w porządku, tak? Rozumiemy się? To nie jest twoja wina.
Cry przytaknął lekko, biorąc głębokie oddechy. Zacisnął pięści. Boże. Zabił człowieka. Własnymi rękami zabił innego człowieka, bezbronnego człowieka.
- No już, chodźmy stąd – Pewdie uśmiechnął się lekko, klepiąc go lekko po ramieniu. – Wydaje mi się, że bardzo na to czekałeś.
Na twarzy Cry’a pojawił się lekki uśmiech. Przetarł twarz dłońmi i wziął głęboki oddech.
- Wynośmy się stąd – powiedział zdecydowanie, wyglądając na korytarz.
Natychmiast cofnął się do środka, przerażony.
- Szafka, szybko, on tu idzie – powiedział półgłosem. Pewds w dwóch krokach dopadł skrytki i zamknął się w niej, Cry natomiast szybkim ruchem ściągnął plecak, rzucił go pod ścianę i wszedł do szafki, zamykając drzwi do niej, gdy potwór wszedł do pokoju. Pewdie dobrze widział uśmiech na twarzy postaci. Zauważył, gdzie wszedł Cry. Za chwilę otworzy wejście do kryjówki, wyszarpie z niej Cry’a i wyżyje na nim swoją nieuzasadnioną wściekłość. Co robić? Pewds nie miał czasu by myśleć. Zdecydowanie pchnął drzwi, konfrontując się ze stworem, który był od niego kilka razy wyższy, silniejszy i na pewno brutalniejszy. Gracz przełknął głośno ślinę, ale jakaś część niego ucieszyła się, gdy pacjent zwrócił się w jego stronę, zostawiając drugą szafkę w spokoju.
Jego silna, umięśniona ręka chwyciła blondyna za koszulę. Felix szarpał się, ale wiedział, że nie ma to żadnego sensu. Kiedy znajdował się jakieś dobre dwa metry nad ziemią, potwór rzucił nim z całej siły o podłogę. Pewds poczuł ostry, przeszywający ból w tyle czaszki i poczuł coś ciepłego na skórze głowy. Krew. Obraz rozmazał mu się przed oczami, ale mógł zobaczyć, że monstrum nie odpuszcza, łapiąc go ponownie, stawiając do pionu i uderzając w brzuch. Pewdie splunął krwią i ponownie spojrzał na napastnika, jednocześnie się zastanawiając, dlaczego Cry wciąż siedzi w szafce, zamiast stąd uciekać. Chciał krzyknąć do niego, lecz nie potrafił wydobyć z siebie nawet dźwięku. Potwór natomiast chwycił go za ramię, prawie miażdżąc mu rękę. Słychać było trzask łamanej kości, a potem rozrywający ból rozlał się po jego ręce. Krzyknął, czując jak z oczu płyną mu łzy i chwycił się za ramię, zanim został pchnięty i poleciał do tyłu, znowu uderzając głową o ścianę. Świat wokół zawirował, a półprzytomny Pewds patrzył na zbliżającego się oprawcę. Nagle usłyszał jakieś strzały, ryk potwora i w jednej chwili Cry znajdował się przy przyjacielu. Przerzucił go sobie przez ramię, po czym wstał i zaczął biec w stronę wyjścia.
- Z-zabiłeś… go…? – wycharczał Felix.
- Nie, chyba nie dałem rady. Ale przynajmniej go spowolniłem – odparł Cry, biegnąc. Nagle usłyszał głośny tupot stóp i czyjś charczący ryk. Obrócił się i zobaczył, że potwór biegnie zaraz za nimi. – Nie, nie dałem rady. Mamy przesrane.
Opuścił korytarz i wrócił z powrotem do holu. Sprawnie wymijając ciała rozrzucone na ziemi dotarł w końcu do drzwi, które z łatwością się otworzyły. Prawie udało mu się przez nie przejść, gdy nagle ścigający go pacjent chwycił go za rękę, skutecznie zatrzymując. Szarpnął się kilka razy, ale nic się nie wydarzyło. Odmieniec ścisnął jego rękę, próbując odciągnąć go od wyjścia, ale Cry zapierał się nogami i nie chciał odpuścić. Poczuł jakiś ruch koło siebie, ale był zbyt zajęty walką o przetrwanie, by skupić się na tym, co to było. Nagle stwór puścił gracza, zataczając się do tyłu, po tym jak Pewds postrzelił go w głowę pistoletem, który Cry chował w kieszeni bluzy. Brunet natychmiast skorzystał z okazji i rzucił się do drzwi, zatrzaskując je z hukiem. Puścił się biegiem przez plac główny, mijając czołgi i samochody.
- Nie musisz biec, już nas nie goni – powiedział Felix spokojnie.
- Będę pewny swojego bezpieczeństwa dopiero dwa kilometry od tego miejsca – odparł Cry, nie zwalniając. Wyszedł przez główną bramę i kiedy już byli przy samochodzie, postawił Pewdie’go na ziemi, rozcierając obolałe ramię.
- Dzięki – Pewds zrobił parę kroków w stronę drzwi pasażera pod czujnym okiem swego przyjaciela. – Za pomoc i w ogóle…
- Jeszcze raz zrobisz coś tak ryzykownego, a przestanę się do ciebie odzywać – mruknął brunet, wsiadając do auta. Poczekał aż Pewdie bezpiecznie rozsiądzie się w fotelu obok i ruszył, wciskając gaz do dechy.
Przez spory fragment drogi jechali ponad sto na godzinę, jakby ścigał ich sam diabeł. Szwed chciał wtrącić parę razy, że powinni zwolnić, bo jest ciemno i niezbyt bezpiecznie na drogach w środku zimy, ale Cry wyglądał na zdenerwowanego, więc Pewds siedział cicho, starając się stłumić jakoś okropny ból w ręce, którą oparł na prowizorycznym temblaku z rolki bandażu, którą przy okazji obwiązał rękę wraz z jakąś deseczką, która miała mu ją usztywnić. Głowa też mocno go piekła w miejscu, gdzie ją rozciął. Nie za bardzo miał środki, żeby ją zdezynfekować, dlatego wszelkie rany opatrzył bandażem i plastrami, mając nadzieję, że uda mu się przeżyć aż dotrze do safe pointu.
W końcu Cry zwolnił nieco, najwyraźniej nieco spokojniejszy. Nie odzywali się do siebie – Cry był zbyt skupiony na drodze, a Felix czuł się, jakby przejechało po nim pięć ciężarówek. Prawie przysnął, gdy nagle rzucił mu się w oczy biały znak przy drodze z wyraźnym napisem „Dom wypoczynkowy – 120 km”.
- Myślisz, że mogło chodzić o safe point? – spytał brunet, nie odwracając wzroku od drogi.
- Cóż, lepiej sprawdzić, przynajmniej będziemy mieli pewność, że go nie pominęliśmy.
Jechali tam dobre półtorej godziny, kierowani znakami drogowymi. Mniej więcej kilometr od domu droga stała się nieco mniej przejezdna, a warstwa śniegu dość gruba. Gdy widok drewnianej chatki zamajaczył im przed oczami, okazało się, że nie da się tam dojechać samochodem. Do domku prowadziła wąska ścieżka, idealna dla dwóch osób, ale zupełnie nieprzejezdna dla auta. Cry wysiadł z samochodu, pomógł wygramolić się z niego Pewdie’mu i obejmując jego ramiona ruszył powoli. Pewds oparł się wygodnie o barki przyjaciela i dzięki jego wsparciu dotarł do drewnianego domku. Otrzepał buty i wszedł do środka.
Wnętrze było przytulne i ciepłe, dzięki ogrzewającemu go kominkowi. Pod oknami stały dwa drewniane, obłożone kocami łóżka i dwie szafeczki nocne. Zaraz koło wejścia stała duża komoda, szafa i półka z książkami. W rogu natomiast, naprzeciw drzwi prowadzących zapewne do łazienki, stał stolik z dwoma krzesłami, tuż obok zestawu kuchennego. Na środku leżał jakiś futrzany dywan z owcy lub barana. Było jak w tych wszystkich domkach górskich gdzieś w północnych krajach. Pewds podszedł chwiejnie do jednego z łóżek i usiadł na nim wygodnie.
- Nareszcie – powiedział, zrzucając z siebie kurtkę i bluzę, ale wciąż uważając, żeby nie uszkodzić ręki. – Mój boże, jaki ja jestem zmęczony…
- Ja chyba dzisiaj nie zmrużę oka – przyznał Cry, od razu szukając piżamy, by się w nią przebrać. – Za dużo rzeczy dziś widziałem. To był istny koszmar.
- Ale minął – stwierdził Pewds. – No i chyba nic gorszego już nie wymyśli.
- Oby.
Cry wybył do łazienki, żeby ubrać się do spania, a Pewdie w tym czasie znalazł swoją piżamę i po długiej walce z rękawami koszulki udało mu się ją założyć, nie robiąc sobie jeszcze większej krzywdy niż dotychczas. Gdy już się przebrał, udało mu się dotrzeć jakoś do komody i wyciągnąć stamtąd apteczkę.
- Pomóc ci? – usłyszał głos Cry’a, który właśnie opuścił łazienkę. Pewds skinął tylko głową, podając mu apteczkę. – Schyl się – rozkazał brunet, wyciągając buteleczkę z wodą utlenioną.
Blondyn poczuł, jak woda spływa mu po skroni i jak Cry odgarnia jego włosy, żeby znaleźć ranę.
- Bardzo źle wygląda? – spytał, opierając się o blat zlewu i patrząc, jak zabarwiona jego krwią woda skapuje mu po nosie.
- Nie, ale mocno krwawiła. Zwykły opatrunek powinien ci wystarczyć – odparł Amerykanin, susząc ranę chusteczką. – Pewds, musimy porozmawiać.
Jego głos był dość cichy i poważny. Zapowiadała się ciężka, trudna rozmowa, a co więcej, Pewdie domyślał się, co może być jej tematem.
- Nie możemy o tym pogadać rano?
- Nie, wolałbym teraz.
- Więc? O co chodzi? – Szwed westchnął ciężko.
- Znowu to zrobiłeś – usłyszał chłodną odpowiedź, ale za nim zdążył zapytać, o co konkretnie mu chodziło, Cry przystąpił do wyjaśnień. – To już trzeci raz, kiedy grozi mi jakieś niebezpieczeństwo, a ty zgrywasz bohatera i poświęcasz swoje zdrowie i życie, żeby mnie ratować. Mam tego dość. Nie możesz martwić się o własną skórę?
- Już ci to tłumaczyłem. Nie chcę patrzeć, jak dzieje ci się krzywda. Poza tym, nie wmawiaj mi, że ty martwisz się tylko i wyłącznie o siebie, bo obaj wiemy, że też lubisz ryzykować życie, gdy coś mi grozi.
- To jest inna sprawa – mruknął Cry w odpowiedzi, przykładając opatrunek do jego głowy i zabezpieczając go opaską uciskową. – Zresztą, też nie chcę, żeby działo ci się coś złego, czy nie? Powiedz mi, co czujesz, gdy widzisz moje cierpienie lub strach?
Pewds wyprostował się, ale nie raczył odwrócić się do przyjaciela.
- Czuję cierpienie i strach.
- No właśnie. Więc wyobraź sobie, że przez to ja muszę czuć coś takiego i jeszcze męczy mnie poczucie winy, bo mam świadomość, że to, co przypadło tobie miało przytrafić się mnie. Masz pojęcie, jak bardzo nienawidzę tego uczucia?
- Nie mogę nic na to poradzić, nie pozwolę ci cierpieć – odparł, wbijając wzrok w zlew.
- Czy ty siebie słyszysz!? – krzyknął Cry, prawie płacząc. Chwycił blondyna za nieuszkodzone ramię i obrócił go, by mógł spojrzeć mu w twarz. – Właśnie ci tłumaczę, że cały czas do tego dopuszczasz! Ja rozumiem, że nie chcesz, żeby coś mi się działo w sensie fizycznym, ale moje emocje i uczucia masz w głębokim poważaniu! A ja mam serdecznie dość patrzenia, jak udajesz, że nic ci nie jest będąc rannym i ledwo żywym, jak rzucasz się w sam środek czegoś niebezpiecznego i na pewno nigdy więcej nie mam zamiaru oglądać twojego martwego, zimnego ciała!
Nastała cisza. Cry dyszał, czerwony ze wściekłości i rozpaczy. Patrzył się na Szweda błagalnie i widać było, że za chwilę zacznie płakać. Pewds spojrzał mu w oczy.
- Naprawdę mi przykro, Cry. Niestety, to działa w dwie strony. Ja też nie mam zamiaru widzieć cię skrzywdzonego czy martwego. Współpraca jest bardzo pomocna, ale także niebezpieczna. Jesteśmy zbyt blisko, żeby zrezygnować z ratowania siebie nawzajem. I obaj dobrze wiemy, że jestem największą bronią, jaką można wykorzystać przeciwko tobie i vice versa. Wiem, że jesteś zdesperowany, ale nic nie poradzę. Jesteś moim przyjacielem.
Łzy popłynęły po policzkach Cry’a, który ścisnął ramię Pewdie’go, próbując jakoś oddychać. Każde, najmniejsze słowo wypowiedziane przez blondyna była prawdą i Cry nie mógł zaprzeczyć. Jednak miał już dość tego, że każde ryzyko podejmowane przez przyjaciela sprawiało, że nie potrafił sobie wybaczyć nawet najdrobniejszej pomyłki. Obiecał sobie, że będzie go chronić i jak na razie zawalał na pełnej linii.
- Po prostu… - otarł łzy i jeszcze raz spojrzał w oczy drugiego gracza. – Po prostu obiecaj mi, że już nigdy nie postawisz mnie w takiej sytuacji. Obiecaj, że już nigdy więcej nie poświęcisz swojego życia za mnie.
Pewds przytulił go, pozwalając mu na wypłakanie się w jego koszulkę. Cry zacisnął palce na materiale, zanosząc się cichym szlochem.
- Wybacz mi – wyszeptał mu do ucha. – Ale nie mogę ci tego obiecać. Gdybym poprosił o to samo, obiecałbyś?
Cry milczał chwilę, zanim odpowiedział:
- Za nic w świecie.
Wziął kilka głębokich oddechów, po czym odsunął się od Pewdie’go. Uśmiechnął się do niego słabo.
- Postarasz się chociaż nie robić żadnych głupot?
- O ile postarasz się nie ładować w kłopoty, to jasne – odwzajemnił uśmiech i skinął głową w stronę łóżka. – Będę się kładł, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, oczywiście. Też już idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc.
Cry poczekał, aż Pewds położy się w łóżku i zgasił światło. Dotarł po ciemku do swojego legowiska i także się położył. Poczuł, jak łzy ponownie zbierają się w kącikach jego oczu. Pozwolił im popłynąć po twarzy i spaść na poduszkę. Jeszcze sześć poziomów. Musi tyle przeczekać. Może Pewdie uzna, że ryzykowanie swojego życia za niego to głupi pomysł i przestanie to robić? Ta, jasne. Cry mógł jedynie pomarzyć. Męczyło go to potwornie. Naprawdę nie potrafił sobie wybaczyć, że dopiero po skombinowaniu jakiegoś planu wyszedł z szafy. Owszem, prawdopodobnie dzięki temu udało im się przeżyć, ale Pewds naprawdę mocno oberwał. Mógł zareagować, zrobić coś, wyjść i powstrzymać potwora. „Jesteśmy zbyt blisko, żeby zrezygnować z ratowania siebie nawzajem. I obaj dobrze wiemy, że jestem największą bronią, jaką można wykorzystać przeciwko tobie i vice versa.”. Miał rację, miał, cholera, rację. To, że Pewds był blisko niego wcale go nie ratowało. To sprawiało, że tonął coraz bardziej.

-------------------------------------------------------------------------------------
Dzień dobry. Rozdział skończony, tak przynajmniej myślę. Trochę musiałam się nad nim pomęczyć (znowu mam kryzys twórczy, no i zaczęłam pisać inne opowiadanie), ale udało się! Pełne 12 stron! A jakby tego było mało, tą otóż częścią rozdziału osiągnęłam pełne 100 stron i nieco ponad 51 tysięcy słów. Duma mnie rozpiera jak nigdy, bo poza tym opowiadaniem moje najdłuższe wynosiło 9 stron. Także, jest z czego być dumnym. Szczególnie, że namęczyłam się z Outlastem okropnie i dostałam niezliczonych zawałów, kiedy w trakcie pisania pies wchodził mi do pokoju albo nagle ktoś do mnie zadzwonił. Pomijając fakt, że musiałam dokładnie wszystko prześledzić i spisać. Ugh, mam nadzieję, że dla was jest to chociaż w połowie tak straszne, jak dla mnie :D
Z racji wakacji, jest spora szansa, że kolejny rozdział będzie gdzieś w sierpniu. Zobaczę, ile uda mi się zrobić, chciałabym jednak ostro ruszyć z tą historią i skończyć ją szybciej, niż na razie się zapowiada, że skończę (a wychodzi, że za trzy lata na pewno xD). Tak więc, stay tuned!Zanim przejdę do przypisów chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że nareszcie ruszam z zakładką Arty, gdzie będę umieszczała fanowskie arty inspirowane tą historią. Nie spodziewam się fajerwerek, ale umieszczę tam każdy obrazek, jaki zostanie mi przysłany, z imieniem/ksywką autora. Prace możecie wysyłać na stronę bloga na facebooku lub na mojego maila (tsumaranai2703@gmail.com), a także umieszczać w komentarzach pod rozdziałami.

Także, ten tego, przypisy:
1. Tak, Pewdie serio przestraszył się kwiatka. Gdzieś koło 10 minuty, tutaj: 
https://www.youtube.com/watch?v=GP5k7I70qlI
2. Tak, Pewdie serio stwierdził, że mógłby rysować penisy na podłodze krwią. Można to zobaczyć w tym samym filmiku, zresztą chwilę po tym, jak przestraszył się kwiatka xD

No i to chyba w sumie tyle. Będę bardzo wdzięczna za wszelkie miłe tudzież konstruktywnie krytyczne komentarze i mam nadzieję, że chociaż trochę wam się to podobało :)

Brofist!
~Maru <3

13 komentarzy:

  1. Od razu poprawił mi się humor. ^ ^
    Powiem, że jak Cry płakał to i ja się trochę wzruszyłam ;=;
    Ale wykonałaś kolejną świetną robotę, tak trzymaj!
    Teraz czekać na kolejne rozdziały. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci poprawiłam humor :D
      Spokojnie, Cry da sobie radę, jest silnym, białym, niezależnym mężczyzną, sam to powiedział xD
      Dziękuję, postaram się napisać kolejny rozdział jak najszybciej!

      Usuń
  2. Świetny rozdział, chyba najlepszy ze wszystkich ^^
    Widać, że się starałaś, żeby był straszny i jest... tyle, że jak dla mnie było za mało krwi xD Ale to już mniejsza...
    Jak weszli razem do szafki to yaoistki w pisk x3
    Moment z tą rozmową na końcu był najlepszy <3 Jak Cry płakał, to normalnie ygh... *^*
    Gdy skończyłam czytać rozdział (czytałam 4 razy) to jakoś mnie wzięło na rysowanie tych scen :D
    Pozdrawiam, życzę tsunami weny i czekam na dalsze rozdziały (byleby pojawiły się jak najszybciej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo miło mi to słyszeć! :D
      To dobrze, że straszny, bo ja miałam tyle zawałów jak to pisałam, że dziwię się, że jeszcze żyję xD No cóż, stwierdziłam, że dam im trochę odpocząć. Ale hej, złamana ręka to już jest coś, nawet jeśli nie ma krwi dużo xD
      Muszę wstawiać takie drobne momenty, bo się zanudzicie zanim ich relacja się rozwinie, także wiesz. Zresztą, czerpię przyjemność z pisania takich scen, chociaż ukrywanie się przed potworem w szafce nie jest do końca romantyczne xD
      Bardzo się bałam, jak mi wyjdzie ta ostatnia scena, dlatego ogromnie się cieszę, że tak wiele osób odebrało to pozytywnie :D
      Staram się, staram. Może się uda do końca lipca, ale znasz mnie - moje plany a wykonywanie ich to spora różnica xD Na pocieszenie powiem, że jest spora szansa, że ruszę tyłek, bo następny rozdział będzie dotyczył jednej z moich ulubionych gier, także nie mogę się doczekać, żeby go napisać xD

      Usuń
  3. NO KUŹWA WRESZCIE!!! Jezus Cytrus, kobieto! Ty to mnie do nerwicy doprowadzasz! Ja cię na obozie przypilnuję, żebyś pisała kolejne rozdziały! Argh~!! >< Zaraz dojdzie do tego, że czekanie na kolejny rozdział będzie się równało z czekaniem na kolejny sezon Sherlocka!
    A co do rozdziału to jak zwykle cudny <3 Zazdroszczę ci takiego talentu, frajerze ;-; Masz świetny styl! >< Pewnie gdybym to czytała późno w nocy to bym się cykała, ale teraz, kiedy słoneczko jeszcze ślicznie świeci, to jedynie odczuwałam czasem odrobinę niepokoju :3 Scena z szafką, kiedy Pewdie i Cry musieli się w niej ściskać... ACH! Ja tu widziałam seksy! Ale to w końcu ja XD No i rozmowa na końcu ;-; Miałam łzy w oczach ;___; To było takie kochane i smutne i kochane i awww ;________; Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów c: Pisz, pisz, bo twoi fani czekają xD

    Brofist~!
    Kasumi the Gwałciciel XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jezus Cytrus", jakie to jest złote <3
      Nie doprowadzam cię do żadnej nerwicy, sama to robisz XD No i wiem, że przypilnujesz, ale spoko, bo nawet bez twojej opieki będę pisać, zluzuj.
      Ej, na kolejne rozdziały czekasz po 2, czasami 3 miesiące, jak jestem bardzo zawalona. Na Sherlocka czekasz 2, a teraz może nawet 3 lata. Jest, kurna, różnica xD
      Nie mam talentu, mam za to narypane w głowie. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. Ale przynajmniej nie piszę chorych opowiadań o sobie i Cry'u, także wiesz. A tak w ogóle, jak tam twój Kasurowy Outlast? xD
      Goddammit, musisz to przeczytać jeszcze raz w nocy, bo inaczej się nie liczy. Skąd ja mam wiedzieć, czy to jest straszne, jak ty czułaś "czasem odrobinę niepokoju"? To wpłynie na moją twórczość, jak mi nie powiesz, czy się strachasz w nocy! (Tak naprawdę chcę, żebyś miała koszmary, ale ciiiii...)
      Ty wszędzie widzisz seksy. Co przypomina mi, że musisz nadrobić Hankę, bo w 6 odcinku 3 sezonu jest jeden moment, przy którym miałam ostre skojarzenia i muszę od ciebie usłyszeć, że ty też i że jestem względnie normalna XD
      Jeju, ktoś się przy tym wzruszył, a ja myślałam, że mi ten dramat nie wyszedł i tak się martwiłam ;__; Cieszę się, że jednak wyszło <3

      Piszę, teraz jedna z moich ulubionych gierek, więc jaram się jak Haru na widok wody, czy coś XD
      Brofist~!
      Maru the Brakżycia, huehue xD

      Usuń
  4. ♥ Kocham Cię za ten rozdział, serio.
    Udało ci się mnie tym rozdziałem wystraszyć, rozśmieszyć i wzruszyć! Świetny! Psychopatów i nawiedzonych szpitali boję się prawie tak samo jak zwierząt pso i wilkopodobnych, czyli zajmują 2 miejsce na liście moich fobii (która liczy sobie dwadzieścia pare punktów X'D).
    Czekam na każdą kolejną częś z taką niecierpliwością jak na powrót internetu kiedy się psuje, więc niech Cię żadne kryzysy pisarskie nie dopadają, weny i pisz szybciej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yay, mogę już zbierać własny harem <3
      Nie no, żarcik kosmonaucik. Cieszę się, że rozdział spełnił swoją rolę w pełni, bo się bałam, że za mało straszny, za mało śmieszny i że koniec mi nie wyszedł. Także hura! Udało się! :D
      Przepraszam za przywoływanie fobii. Możesz odetchnąć z ulgą, bo raczej nie będę dalej umieszczać żadnych psowilków i innych takich, chociaż nic nie obiecuję :>
      Awww, ty naprawdę czekasz <3 (swoją drogą, ten tekst jest jedną z najmilszych rzeczy, jaką kiedykolwiek słyszałam *^*)
      Idę pisać natychmiast, trzymaj kciuki, żebym jak najszybciej skończyła! :)

      Usuń
  5. Pochłonęłam w parę godzin twoje dzieło i postanowiłam podziękować za znakomitą rozrywkę. Mój ukochany Outlast <3 Byłabym jeszcze bardziej ucieszona, gdyby jakimś cudem zjawił się Gluskin z Outlast Whistleblower i obrał sobie któregoś z nich jako ofiarę >:D Bardzo podoba mi się twój styl, chwała za pomysł i za momenty z szaleństwem Cry’a, PewdieCry nigdy za wiele <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co, to ja dziękuję, że raczyłaś to przeczytać :D
      Niestety, we właściwym rozdziale nic z tego. Ale kto wie, może jak skończę pisać ŚWKCŻ to napiszę jakieś krótkie opowiadanie z tym wątkiem...
      Dziękuję, nie sądziłam, że mój styl może się podobać. PewdieCry życiem <3

      Usuń
  6. Cudowne *_* Kiedy napiszesz następną część? Aahh, jestem taka ciekawa jaka gra będzie następna!
    Świetnie piszesz, Twoje opowiadanie sprawia mi wielką radość :)
    Czekam i pozdrawiam :3
    Madzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następna część jest już dziś, poszczęściło ci się. Następna jednak nie będzie już tak szybko, więc nie spodziewaj się za wiele xD
      Dziękuję za wszystkie wcześniejsze komentarze, dużo dla mnie znaczą. Cieszę się, że moje opowiadanie ci się tak podoba, to miłe :D
      Pozdrawiam także, Maru <3

      Usuń
    2. Aahh XD Rzeczywiście mam szczęście :D
      Zabieram się za czytanie ^^
      Życzę weny i mam nadzieję, że nie zostawisz nas tu na zawsze ;_;
      Madzia

      Usuń