niedziela, 2 marca 2014

Świat, w którym chcieliśmy żyć: Rozdział pierwszy, część druga.


***

Cry szybkim marszem kierował się w stronę, gdzie powinny znajdować się ścięte drzewa. Sprawdzał kiedyś mapę rozgrywki, zanim zaczął grać w ten przeklęty horror i teraz cieszył się, że jeszcze cokolwiek z tego pamięta. Rzeczywiście, po kilku minutach dostrzegł kilka ściętych drzew oddzielonych od reszty lasu. Podszedł do nich i po krótkich poszukiwaniach znalazł kolejną kartkę. Tym razem nie było żadnego napisu, tylko rysunek lasu i Slenderman’a. Była to szósta strona i Cry aż uśmiechnął się, odkrywając, że zostały tylko dwie do znalezienia. Nie wiedział jednak, w którą stronę iść teraz, więc obrał przypadkowy kierunek.
- Ciekawe, jak radzi sobie Pewdie? – mruknął pod nosem. – Chyba całkiem nieźle, skoro ma już dwie z…
W tym momencie usłyszał wrzask, dobiegający gdzieś z lasu. Rzucił się w stronę dźwięku. Niedobrze. Jeśli Pewds jest… ranny, to może być problem z przejściem tego poziomu. Cry nawet nie chciał myśleć, że mogłoby stać się coś gorszego. Nie było takiej opcji.
Wybiegł z lasu i zobaczył kilka cystern ustawionych obok siebie. Podbiegł bliżej i zaczął szukać przyjaciela między nimi. Nie słyszał żadnych głosów, więc poczuł się nieco zaniepokojony. Czyżby Alice znów próbowała go zmanipulować? Nie widział sensu w robieniu czegoś takiego, ale ta dziewczyna najwyraźniej nie stosowała podstawowych zasad i jej logika była nieco inna. Nagle zauważył, że coś wystaje zza jednego ze zbiorników. Podszedł bliżej… i kompletnie go zamurowało.
Było to ciało Pewdie’go, które zwisało z wysokości kilku metrów nad ziemią. Cry nie potrafił dostrzec, co trzymało go w powietrzu, ale sam ten widok był przerażający. Przez chwilę Cry pomyślał, że może to już koniec. Pewds jest martwy i on sam też za chwilę będzie. Zbliżył się jednak bardziej i dostrzegł, że Szwed rusza się jeszcze i próbuje coś chwycić. Nie do końca wiedząc, co się dzieje, Cry przybiegł na miejsce, gdzie znajdował się jego przyjaciel.
Wszystko stało się jasne. Slenderman stał przed jednym ze zbiorników, a jedna z czarnych macek, które wychodziły z jego pleców, zaciśnięta była na szyi Felixa i trzymała go w ten sposób w powietrzu. Sam Pewds starał się uwolnić jakoś z morderczego uścisku, szarpiąc się.
Cry nie miał zbyt wiele czasu, by zastanowić się nad tym, co właściwie chce zrobić, więc wziął zamach i rzucił tym, co miał pod ręką. Cóż, rzucanie latarką nie wydawało się zbyt inteligentnym pomysłem, ale zadziałało. Latarka uderzyła stwora w ramię, odwracając jego uwagę od ofiary. Slenderman puścił Felixa, który spadł z wysokości przynajmniej trzech metrów. W ostatniej chwili brunetowi udało się złapać go, zanim spotkał się z twardą ziemią. Gdy go chwycił, kolana aż ugięły się pod jego ciężarem. Położył go obok, upewniając się, że nic poważnego mu się nie stało.
- Pewdie! Wszystko w porządku? – spytał Cry.
- T-tak – wychrypiał blondyn. – Żyję.
- Cieszę się. Słuchaj, jest plan, jak uciec. Chcesz posłuchać? – Slenderman zbliżył się do bruneta, atakując go jedną z macek. Chłopak szybko odsunął się od Pewdie’go, by zwrócić uwagę na siebie i zrobił unik.
- Jasne, o co chodzi?
- Musisz go czymś uderzyć, zaraz potem biegniesz, żeby cię nie dorwał, a ja pobiegnę z drugiej strony. Spotkamy się gdzieś po drodze. – Cry skupił się na unikaniu kolejnych ataków. Niestety, chwila nieuwagi sprawiła, że potwór mógł wyciągnąć rękę i zostawić dość mocny ślad pazurów na ramieniu chłopaka. Ciepła krew lała się mocno, brudząc przy okazji bluzę i koszulkę. Cry syknął z bólu i krzyknął: - Pospiesz się!
Pewds spojrzał przerażony na ranę. Wyglądała dość poważnie, ale sam Cry nie wyglądał, jakby się tym przejmował. Rzucał tylko nerwowe spojrzenia w stronę przyjaciela, czekając, aż ten coś w końcu zrobi. Pewdie zmobilizował się w końcu i chwycił najbliżej leżący kamień. Wstał, wyprostował się i starając się, żeby nie spanikować, rzucił.
Slenderman zareagował. W momencie gdy odwrócił się do Pewdie’go, chłopak był już daleko. Biegł przed siebie, próbując wypatrzeć Cry’a. Obejrzał się w tył, by sprawdzić czy potwór go nie goni i o mało co nie wpadł na swojego przyjaciela, który wybiegł zza jednego ze zbiorników.
- Pewdie! Boli cię coś? Wszystko w porządku? – Cry chwycił go za ramię, przyglądając mu się uważnie.
- Jest okay, bardziej martwię się o ciebie – Pewds spojrzał na jego zakrwawione ramię.
- To nic, rana nie jest głęboka, no i już przestała krwawić. Musimy uciekać, zanim nas dorwie. Ah, nie mam swojej latarki, więc musimy szukać tych kartek razem.
- Wiesz, jakoś nie mam nic przeciwko – odparł, szybko oddalając się od przeklętych cystern. Cry podążył za nim.
- Więc, ile kartek mamy? Ostatnia, którą znalazłem, to była piąta – powiedział Szwed.
- Znalazłem szóstą. Brakuje nam tylko dwóch. Byłem przy tunelu i przy ściętych drzewach.
- Czyli idziemy… tam – Pewdie wskazał palcem kierunek. Cry spojrzał w tamtą stronę. Nie różniła się niczym od reszty lasu, ale chłopak nie chciał nic mówić. W końcu grał w to tylko trzy razy i to jeszcze z dość marnym skutkiem. Ruszył więc za przyjacielem, całkowicie zawierzając jego orientacji w grze.
Dwie ściany na krzyż. Tak wyglądał kolejny punkt, w którym mogli znaleźć kartkę. Rzeczywiście, po krótkich poszukiwaniach Cry odnalazł białą stronę, z dość banalnym napisem „No no no no” i jakimś krzywym rysunkiem. Jak zwykle z drugiej strony widniały małe cyfry: siedem na osiem. Ostrożnie przesunął się wzdłuż ściany i podszedł do Pewdie’go.
- Czemu tak dziwnie chodzisz? – blondyn spojrzał na niego lekko rozbawiony.
- Zasady są proste: Nie odwracaj się, bo cię dopadnie – odparł z nutą irytacji w głosie. – Mam kartkę.
- To świetnie – Pewds chyba przekonał się co do zasad, bo nagle zaczął bardziej uważać na to, jak idzie. – Została nam ostatnia.
Nie było to zbyt przyjemne. Szli w całkowitej ciszy, wśród ciemności i nie potrafili stwierdzić, czy idą we właściwym kierunku. Ponad to ciekawość próbowała ich zmusić do odwrócenia się i sprawdzenia, czy ktoś za nimi nie stoi. Obaj byli śmiertelnie przerażeni. Wciąż mieli trochę nadziei, że cały ten horror to tylko głupi sen, który skończy się za chwilę i znów będą w swoich ciepłych łóżkach w prawdziwym świecie.
Cry od czasu do czasu spoglądał nerwowo w stronę Pewds’a. Martwił się trochę o jego zdrowie po wcześniejszym ataku. W świetle latarki mógł ujrzeć siny ślad po próbie uduszenia na szyi blondyna, który nie wyglądał zbyt dobrze. Sam Pewdie nie wydawał się tym zbyt poruszony, chociaż pamiętał, jak wielki strach ogarnął go, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że może nie przeżyć ataku Slenderman’a. Że może już nigdy nie ujrzy swoich bliskich, że już nigdy nie zrobi tych wszystkich wspaniałych rzeczy, które zawsze chciał zrobić. Pamiętał, jak wielką ulgę poczuł, gdy podczas walki z zaciskającą się dookoła jego szyi macką kątem oka dostrzegł zbliżającego się Cry’a oraz tą radość, kiedy udało im się uciec. Próbował udawać, że nie robi sobie nic z wcześniejszych zdarzeń, ale tak naprawdę mocno go to wstrząsnęło.
Nagle z ciemności wyłonił się jakiś kształt. Były to dziwne, krzywo poustawiane głazy. Podbiegli do nich, chcąc jak najszybciej to skończyć. Zaczęli oglądać je nerwowo, przeszukując każdy z nich.
- Nic nie mam – w głosie Pewdie’go było słychać wyraźną panikę.
- Ja też nie – Cry wcale nie brzmiał lepiej. Zaglądał pod kamienie, szukał kartki na górze – nic. Nie mógł w to uwierzyć. Nigdzie jej nie było? Akurat ostatniej?
- Nie podoba mi się to – Pewdiepie odwrócił się do bruneta, zagryzając lekko wargę. – No, przecież została tylko jedna, jak to możliwe, że akurat tej nie możemy znaleźć?
- Nie mam pojęcia – Cry poczuł, jak zaczynają mu się trząść ręce. Odwrócił się bokiem do Szweda, chcąc ukryć zdenerwowanie i powrócił do sprawdzania głazu.
- Hej, Cry… - spanikowany  głos Pewds’a sprawił, że chłopak natychmiast zwrócił się z powrotem w stronę przyjaciela. Blondyn trzymał w ręce… białą kartkę. Z jakiegoś powodu jednak nie wyglądał na zadowolonego: minę miał, jakby był śmiertelnie przerażony.
- Znalazłeś! – Cry zabrał kartkę z jego rąk i nawet nie patrząc na napis odwrócił ją, żeby sprawdzić, czy to na pewno ostatnia. Kiedy jego nadzieje okazały się prawdą, uśmiechnął się i spojrzał na Felixa. Widząc jego wystraszoną twarz, jego uśmiech natychmiast pobladł.
- Stoi za mną…? – spytał szeptem, czując, jak jego serce bije coraz szybciej.
- Nie… Chodzi o tą kartkę – odparł chłopak. – A dokładniej o miejsce, w którym ją znalazłem.
- Czyli?
Pewdie przełknął ślinę i w końcu zdecydował się na ujawnienie informacji.
- Była… przyczepiona do twoich pleców.
Cry’a zmroziło. Jak to… na jego plecach? Nic nie czuł, niczego nie zauważył. Musiał poczuć choćby muśnięcie w momencie zaczepiania kartki, ale nie potrafił sobie nic przypomnieć. Zresztą, gdyby to było wcześniej, Pewdie zauważyłby, że coś ma na plecach. W takim razie ktoś musiał mu to podrzucić… wtedy, kiedy rozmawiał z Pewds’em o tej kartce.
- Nie widziałeś nikogo? Żadnego cienia, czegoś dziwnego…? – Cry chwycił przyjaciela za ramiona, potrząsając nim lekko.
- Nie… Zwróciłbym uwagę… Ale… kiedy? – Pewdie wydawał się być w takim samym szoku.
- Zanim zaczęliśmy rozmawiać o ostatniej stronie, nie widziałeś, żebym miał coś na plecach? Bo to jedyny moment, w którym ktoś mógłby mi to przyczepić…
- Na pewno zwróciłbym na to uwagę – odpowiedział, rozglądając się na boki. – Wiesz co? Chodźmy stąd…
Cry nawet nie zdążył odpowiedzieć, kiedy poczuł, że przyjaciel stanowczo chwyta go za nadgarstek i ciągnie za sobą. Chciał jakoś zareagować, ale nie do końca był pewien, co właściwie ma zrobić. Dał się więc poprowadzić, wierząc iż Pewdie wie, co robi.
Pewds nie miał bladego pojęcia, w którą stronę powinien iść. Po prostu nie chciał być w tamtym miejscu. Nie podobały mu się te wszystkie dziwne rzeczy. Cry o tym nie wiedział, ale w momencie, gdy Pewdie dotknął kartki poczuł, jakby znów się dusił. Trwało to tylko kilka sekund, więc pomyślał, że było to po prostu jego urojenie, ale… Teraz nie był już tego taki pewien. To wszystko było chore i niezrozumiałe. Nie chciał brać w tym udziału, ale najwyraźniej nikt nie zamierzał pytać się go zgodę. Nawet nie zauważył, że jego krok stawał się coraz szybszy i szybszy – uwagę zwrócił mu Cry.
- Czemu biegniesz? – brunet zatrzymał się i gwałtownie szarpnął Pewds’a za rękę, zmuszając go do zwolnienia. – Nic nas nie goni…
- Chcę się stąd wydostać – odparł.
- Wiesz chociaż, jak masz iść?
Pewdie milczał. Nie wiedział. Nigdy nie zaszedł tak daleko, więc nie miał pojęcia, co trzeba zrobić po zebraniu kartek. Nie przejmował się tym jednak zbytnio – uznał, że idąc przed siebie w końcu trafi na jakieś wyjście.
- Liczysz na przypadek, hm? – Cry, widząc brak reakcji przyjaciela, westchnął ciężko. – Cóż, chyba i tak nie mamy lepszego wyjścia… - Amerykanin zawahał się, ale po chwili wolno, trochę nieśmiało chwycił dłoń Pewdie’go. Nie chcąc, żeby zauważył rumieniec, który pojawił się na jego twarzy, Cry zaczął iść szybkim marszem. Pewds zdziwił się nieco, ale po chwili uśmiechnął się i zrównał krok z przyjacielem.
- Strachasz się, co? – zagadnął, próbując spojrzeć Cry’owi w oczy. Cry odwrócił jednak głowę, czując, jak czerwieni się coraz bardziej.
- Tak, i co z tego? Zamknij się, wcale nie jesteś lepszy.
Pewdie zaśmiał się i ścisnął dłoń przyjaciela.
- W porządku, rozumiem. Don’t worry about it, Cry.
Cry spojrzał na niego zaskoczony, ale po chwili także się uśmiechnął.
- Okay.
Droga znów stała się monotonna. Przy mijaniu kolejnego drzewa, które niczym nie różniło się od poprzedniego, Pewds zatrzymał się.
- A co jeśli stąd nie ma wyjścia? Może mamy tu po prostu skonać?
- Nie zakładaj od razu najgorszego. Musi być jakieś rozwiązanie, tylko może potrzebujemy dobrze poszukać – Cry odwrócił się i oświetlił latarką teren przed sobą. Przez chwilę wydawało mu się, że widzi coś kwadratowego w oddali. Gestem przywołał Pewdie’go i pokazał mu odkrytą rzecz.
- Może to jakiś budynek? – Pewdie chyba znowu odzyskał nadzieję, bo jego twarz ożywiła się nagle. W jego oczach można było dostrzec ekscytację. – Może to jest jakieś wyjście!
Nie zważając na przyjaciela, ruszył pewnym krokiem. Po chwili Cry dobiegł do niego, śmiejąc się cicho.
- Czyżby wróciła ci ochota do życia?
- Cicho bądź.
Cry roześmiał się i dał Pewds’owi kuksańca w bok.
- Dobra, tylko się na mnie nie obraź.
Im bliżej byli, tym wyraźniejsza stawała się ta rzecz – był to mały, drewniany domek. Nie paliły się w nim światła, a okna były przysłonięte. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale być może było to jedyne schronienie. Lub pułapka.
Powoli, zachowując ostrożność, podeszli do drzwi. Były odrapane w kilku miejscach, a na środku dało się zauważyć plamy zeschniętej krwi.
- Nie wygląda to za dobrze… - mruknął Pewdie, oglądając drzwi dokładnie.
- Cóż, może tam będziemy bezpieczni? – Cry nie był do tego przekonany w stu procentach, ale nie chciał odbierać sobie prawdopodobnie jedynej nadziei. Niestety, ryzyko było spore. Jeżeli jest to pułapka, to nie będą mieli czasu na ucieczkę z niej. Jeśli to jest schronienie, a oni tam nie wejdą, prędzej czy później coś ich zabije.
- Może jednak poszukamy innego miejsca? – Pewdie przegryzł nerwowo wargę, nieufnie przypatrując się drzwiom.
- Tak, możemy tak zrobić – Cry wolał nie ryzykować. Być może jest gdzieś miejsce, w którym naprawdę będą bezpieczni…
Odsunęli się od drzwi i odwrócili się pewnie. Zamiast ujrzeć to, co oglądali przez kilka ostatnich minut – ciemny las i drzewa, ich wzrok napotkał… czarny garnitur.
Slenderman stał naprzeciwko nich: blady, wysoki, przerażający. Pewds wrzasnął niemal w tym samym momencie co Cry, który rzucił się do drzwi i jednym szarpnięciem klamki otworzył je. Wbiegł do środka, a zaraz za nim do domku wleciał Pewdie. W ostatnim momencie, gdy drzwi już się zamykały, Slenderman sięgnął ostrymi pazurami pleców blondyna. Pewds syknął z bólu, ale szybko zatrzasnął drzwi i oparł się o nie.
- Czyli to jednak nie była pułapka – Cry, nieco zszokowany po ataku, siedział na ziemi.
- Mam nadzieję… - Pewdie zaryglował drzwi i odsunął się od nich powoli. Nie usłyszał niczego, co mogłoby sugerować, że potwór wciąż tam jest, więc uspokoił się. Dopiero wtedy poczuł, że rana, którą miał na plecach potwornie go piecze.
- Au… - jęknął, sięgając ręką rozdartej bluzy. Poczuł coś mokrego na palcach i z przerażeniem stwierdził, że była to krew. Szybko zdjął bluzę i zaczął się panicznie rozglądać za czymś do opatrzenia rany. Cry podbiegł do niego, zaniepokojony zachowaniem Felixa.
- Wszystko okay? – spytał i dopiero wtedy zauważył krwawą plamę na jego plecach. Pobladł i szybkim krokiem podszedł do ściany, szukając w ciemności przełącznika. W końcu znalazł go i zapalił światło.
Dom był niewielki, ale dość przytulny w środku. Na wprost przy oknie stały dwa łóżka z niebieskimi narzutami i jedna szafka nocna, z małą lampką. Przy ścianie na prawo stał stolik z dwoma krzesłami, a obok była kuchenka gazowa, lodówka, kilka szafek na naczynia i mały kosz na śmieci. Ściana naprzeciw zastawiona była trzema dużymi półkami na książki oraz dużą skrzynią, a koło nich znajdowały się jakieś drzwi.
Cry zaczął przeszukiwać wszystkie szafki w pomieszczeniu, a gdy niczego nie znalazł, zwrócił się w kierunku skrzyni i otworzył ją. W środku było dużo broni, jakieś ubrania, różne dziwne przedmioty i apteczka. Cry westchnął z ulgą i wyciągnął z apteczki bandaż.
- Pewds, znalazłem bandaż! – odwrócił się do przyjaciela.
- Uh… Świetnie… - Pewds zacisnął zęby, starając się nie krzyczeć. – Możesz mi to opatrzyć?
- Jasne – Cry podszedł do niego. Pewdie w tym czasie ściągnął koszulkę, ukazując nagi tors. Cry poczuł, że gwałtownie się rumieni, ale gdy Felix odwrócił się do niego tyłem, brunet natychmiast wrócił do rzeczywistości.
Rana wyglądała okropnie. Strasznie krwawiła i ciągnęła się od prawej łopatki aż do pasa. Była też dość głęboka, więc Cry przełknął ślinę i wrócił do apteczki.
- Trzeba będzie to zszyć, ale nie wiem, czy jest tu gdzieś jakaś igła lub nić…
- Zszyć? – Pewds pobladł jeszcze bardziej, choć wydawało się to już niemożliwe. – Igłą?
- Sam bandaż ci nie pomoże – Cry nie znalazł nic w apteczce, więc zaczął grzebać w skrzyni. Po pewnym czasie znalazł cały zestaw do szycia, wyciągnął więc pierwszą nić która leżała z brzegu oraz igłę i wrócił do rannego.
- Nigdy tego nie robiłem – mruknął Amerykanin. Spróbował wykrzywić nieco igłę, a gdy mu się to udało, nawlekł nitkę. Pewdie zagryzł wargę, ale nie odsunął się.
- Przeżyję? – spytał tylko.
- Istnieje duże prawdopodobieństwo – odparł Cry. Spojrzał na ranę. Trzeba by ją czymś zdezynfekować… Tym razem, zamiast znowu szukać w skrzyni, chłopak podszedł do lodówki i zabrał z niej butelkę wody mineralnej. Wylał ją na plecy przyjaciela, zmywając większość krwi i zabrał się do pracy.
Pewdie jęknął cicho, czując igłę wbijającą się w jego ciało. Cry starał się być jak najdelikatniejszy, ale wiedział też, że im szybciej to zszyje, tym mniej Szwed przecierpi. Ciężko było mu szyć skórę, igła nie przechodziła tak łatwo jak przez materiał. Cry nie robił tego zbyt dokładnie – liczyło się to, żeby szwy były mocne. Jego ręce były ubrudzone krwią, która wciąż wylewała się z rozcięcia. Po około dziesięciu minutach brunet stwierdził, iż rana jest zszyta wystarczająco dobrze. Przerwał więc nić, oceniając swoje dzieło z daleka. Nie wyglądało to zbyt estetycznie, ale przynajmniej było.
- Pewds? Wszystko w porządku? – chłopak martwił się nieco, czy nie zadał mu zbyt wiele bólu.
- T-tak – Pewdie oddychał głęboko. – Dziękuję ci.
- Nie ma za co. Chodź, jeszcze cię zabandażuję.
Zaczął od barku. Przytrzymał ręką jeden z końców i przełożył bandaż przez plecy, potem owinął go dookoła jego pasa i przez klatkę piersiową znów wrócił do barku. Powtórzył tę czynność kilka razy, aż do wykończenia opatrunku. Jego koniec (dość nieudolnie) rozdarł na pół i zawiązał. Nie było to zbyt piękne, ale jakoś się trzymało.
- Jesteś beznadziejny w te klocki, prawda? – skomentował Pewdie, widząc starania przyjaciela.
- Zamknij się. Następnym razem będziesz się opatrywał sam.
- Hej, to był tylko żart – Felix uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu. – Dziękuję ci.
- Nie ma za co – odpowiedział Cry, także z uśmiechem. – Ale straciłeś dużo krwi, więc nie chodź za dużo. Usiądź na łóżku i odpocznij… - Cry uniósł palec, widząc, że Pewds chce coś wtrącić. - Bez sprzeciwu.
Uspokoili się znacznie. Przestało im zagrażać niebezpieczeństwo, nic ich nie chciało zabić, nie musieli przed niczym uciekać. Naprawdę tego potrzebowali, mimo że uczucie bezpieczeństwa było dość niepewne. Ale tak było dobrze, bo po tym, co przeżyli w kilku ostatnich godzinach nawet taka niepewność dawała im spokój. Pewds, zmuszony przez przyjaciela zwrócił się w stronę łóżka, by odpocząć, a sam Cry poszedł schować apteczkę, przy okazji przekopując zawartość skrzyni. Było w niej dużo przydatnych rzeczy, chociażby tak prostych jak zapałki czy scyzoryk. W momencie, gdy Cry oglądał dokładniej znaleziony w kufrze karabin maszynowy, Pewds postanowił usiąść na łóżku, przygniatając coś. Podniósł się na chwilę, by ujrzeć, że tą rzeczą była biała kartka papieru. Uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy, zmieniając się z powrotem w przerażenie.
- Cry… - jego głos drżał lekko, gdy wołał przyjaciela. Brunet natychmiast porzucił swoje dotychczasowe zajęcie i w jednej chwili znalazł się koło Pewds’a. Spojrzał na kartkę i zamarł.
- Miało ich być tylko osiem… - szepnął. Cry wziął od niego papier i przysunął bliżej oczu, by móc przeczytać jej treść. Pewdie tymczasem chciał wstać, żeby także zobaczyć, co jest napisane na kartce, ale gdy tylko się poruszył, rana na plecach potwornie go zapiekła. Syknął z bólu i usiał z powrotem.
- Nie przesadzaj – Cry spojrzał na niego niespokojnie. – Rana może się otworzyć.
Pewds przytaknął mu. Cry spojrzał znów na kartkę i zaczął czytać na głos:
 
Safe Point – bezpieczne miejsce wasze
Nic was nie zaatakuje, nic was nie postraszy
Rzeczy w tym domu wykorzystać możecie
Dowolnie; w momencie gdy się tutaj znajdziecie
Dwa dni to miejsce bezpiecznym będzie
Potem każdy stwór po prostu tu wejdzie
Odpocznijcie trochę, ale nie przesadźcie
 Gdy wyjdziecie, drugi poziom się zacznie.

Alice
- Wciąż jej nie cierpię, ale przynajmniej wiemy, że tu jesteśmy bezpieczni – Cry westchnął z ulgą, położył kartkę na szafce nocnej i zwrócił się do Pewdie’go. – Możemy wyluzować.
- Zanim się wyluzujesz, powiesz mi, co masz zamiar zrobić ze swoim ramieniem – Pewds wskazał rozdarty rękaw bluzy Cry’a.
Cry zupełnie o tym zapomniał. Cóż, był za bardzo zmartwiony innymi rzeczami. Pff, to prawie nic, lekkie rozcięcie. Cry podwinął rękaw koszulki, przemył ranę resztką wody, która została w butelce i sprawnie ją zabandażował.
- Nie zszywasz tego? – Pewds spojrzał na niego niespokojnie.
- Nie, nie muszę. Jest dobrze, to prawie jak zadrapanie – uśmiechnął się, chcąc podkreślić, że wszystko z nim w porządku. Pewdie odwzajemnił uśmiech.
- To co, jesteś głodny? – Cry dopiero teraz zaczął się interesować otoczeniem. Podszedł do lodówki i dokładnie sprawdził jej zawartość. Nie było tam zbyt wiele jedzenia – dokładnie tyle, żeby starczyło na dwa dni pobytu. Wyszukane pożywienie to też nie było, raczej podstawowe produkty takie jak wędliny, nabiał, jakieś zmrożone ryby… Luksusów brak.
- Wiesz… Chętnie. Umieram z głodu – Felix podszedł do Cry’a, chcąc mu pomóc w przygotowaniach, ale Amerykanin zatrzymał go.
- Odpocznij jeszcze chwilę. A jak tak bardzo cię nosi, to masz ode mnie zadanie bojowe – gdy będę gotował, sprawdzisz dokładnie wszystkie szafki. Coś się może przydać.
Pewds zgodził się i zaczął wypełniać swoją misję. Wszystkie półki w kuchni powierzył Cry’owi, sam zaś przeszedł do sprawdzania komody koło łóżek. W środku znalazł dziennik z bordową okładką. Gdy otworzył go, ujrzał posrebrzane litery na pierwszej stronie układające się w słowo „Początek”. Dalej, tym samym czerwonym atramentem, którym zwykle zapisywane były wiadomości od Alice, napisany był wiersz, który znaleźli zaczynając pierwszy rozdział. Pewdie przekartkował notes, ale na pozostałych stronach nic nie znalazł. Na samym końcu zauważył napis: „Jak zwiędłe kwiaty – choć uschłe, wciąż piękne”. Blondyn przeczytał to zdanie jeszcze kilka razy, ale nie doszukał się w nim większego znaczenia, więc odłożył notes na łóżko i kontynuował zwiedzanie.
Na półce z książkami nie było zbyt wiele interesującej literatury. Większość pozycji była w innych językach, a reszta – wiersze i trochę powieści przygodowych – niezbyt ciekawa. Tomy były zakurzone i widać było, że dawno nikt ich nie czytał. Pewds spojrzał na grzbiety ksiąg, a gdy stwierdził, że raczej nic z tego nie jest warte jego uwagi, przeszedł do sprawdzania skrzyni. Uklęknął przy niej, starając się nie wyginać pleców i otworzył ją. Rzeczywiście, broń, która się tam znajdowała robiła wrażenie. Pewdie wziął jeden z pistoletów i obejrzał go dokładnie. Wyglądał na dość nowy i raczej jeden z tych lepszych. Znalazł też zestawy nabojów do każdego rodzaju broni. Było tego pod dostatkiem.
Następnymi rzeczami, które znalazł Pewds były dwa dość spore worki, kilka noży i jeden sztylet, dwie pary porządnych butów wojskowych i trzy zestawy pierwszej pomocy. Wygrzebał też latarkę i komplet baterii do niej oraz linę. Spojrzał na to wszystko i odwrócił się do Cry’a.
- To może być całkiem potrzebne!
- Zostaw na ziemi, sprawdzę potem - Cry rzucił szybkie spojrzenie na rzeczy i wrócił do gotowania. W całym domku unosił się zapach robionej właśnie jajecznicy, co nie pomogło Pewds’owi, który właśnie stwierdził, że zrobił się jeszcze bardziej głodny. Próbując zapomnieć o głodzie, zaczął się rozglądać po pokoju. Jego wzrok spoczął na drzwiach, które znajdowały się koło półki z książkami. Pewdie nie miał bladego pojęcia, do czego mogą prowadzić. Prawdopodobny był schowek, lub tylne wyjście. Nie zastanawiając się, co może się za nimi znajdować, blondyn otworzył je. Zastał wykafelkowany pokój, czyli… łazienkę.
Było w niej wszystko – prysznic, toaleta, kilka szafek i umywalka, nawet kaloryfer. Na jednej z komód stały rzeczy do higieny osobistej – jakieś mydło, dwie szczoteczki do zębów i pasta, szczotka do włosów, dezodorant… Zaraz nad umywalką wisiało duże lustro, a koło niego, na wieszaku, były dwa ręczniki. Pewds pokiwał głową z uznaniem, po czym wyszedł z łazienki.
- Skończyłem – oznajmił Cry, kładąc na stoliku dwie porcje gorącej jajecznicy z dwoma kromkami chleba. – Przepraszam, że nie ma w niej bekonu, lub czegoś, ale tylko to znalazłem w lodówce…
- Nie szkodzi, jestem zbyt głodny, żeby narzekać – Pewdie z uśmiechem zasiadł za stołem.
- No, to smacznego.
- Smacznego – odparł Szwed i natychmiast zabrał się za jedzenie. Jajecznica była bardzo dobra, więc zniknęła z talerza w kilka minut. Gdy tylko Pewds skończył jeść, odezwał się:
- Dobrze, że nie gotujesz tak, jak udzielasz pomocy, bo chyba bym nie przeżył.
- Zamknij się, jak ci się nie podoba, to zrób ten opatrunek po swojemu – Cry zebrał talerze i zaniósł je do zlewu. Pewdie natychmiast wstał i poszedł mu pomóc w zmywaniu.
- Ta Alice nie jest taka zła… - zaczął, biorąc pierwszy z talerzy do ręki. – Mamy tu wszystko: bibliotekę, jedzenie, broń, apteczkę… A za tymi drzwiami jest nawet łazienka.
Cry obrócił się, patrząc się na drzwi. Cóż, może rzeczywiście sytuacja nie była taka zła? Mieli tu wszystkiego pod dostatkiem, nie było w sumie na co narzekać. Co prawda, zasady Alice były dość pokręcone i okrutne, ale przynajmniej dawała im odpocząć w całkiem ładnym otoczeniu.
- Dobra, jak skończymy zmywać, idę się myć – postanowił Cry, zabierając się za dokładne płukanie naczyń.
- Spokojnie, idź. Ja mogę pozmywać to sam – zadeklarował się Pewds, a widząc zmartwioną minę przyjaciela zaśmiał się. – Spokojnie, nie jest tak źle, żeby mi rana w zmywaniu przeszkadzała.
Cry spojrzał na niego niepewnie, ale uśmiechnął się i pomaszerował do łazienki.

***
Wyszedł z niej po pół godzinie. Pewds siedział na jednym z łóżek, przeglądając powoli dziennik, szukając czegokolwiek, co mogłoby się mu przydać. Nic się jednak nie zmieniło i w notesie widniały tylko dwie rzeczy: wiersz, oraz to dziwne zdanie na końcu notesu. Cry podszedł zaciekawiony.
- Co to jest? Nie widziałem tego wcześniej…
- Znalazłem to przeszukując dom. Niby nic szczególnego, ale z jakiegoś powodu… strasznie mnie intryguje – Pewdie podał mu notes. Cry obejrzał go dokładnie. Rzeczywiście, było w nim coś dziwnego. Coś, co sprawiało, że Cry chciał koniecznie dowiedzieć się wszystkiego o tym dzienniku. Może to przez to, że jest w większości niezapisany? Albo dlatego, że na końcu zapisane jest to tajemnicze zdanie? Nie miał pojęcia. Po prostu było w nim coś ciekawego.

Cry wstał i położył notes na półce z książkami, z dala od łóżek.
- Jest w nim coś podejrzanego. Lepiej zostawić go w spokoju – powiedział, po czym stwierdził, że ogarnęło go wielkie zmęczenie. Ziewnął i wrócił do posłania. – Chyba już się położę…
Podniósł poduszkę, by ją sobie poprawić, ale zauważył, że coś pod nią jest. Wyciągnął jakieś zmiętolone białe spodnie i koszulkę.
- Piżama? – Pewds zaczął szukać także pod swoją poduszką. Jego ubrania były całe czarne, ale wyglądały tak, jak te od Cry’a. – To dopiero jest miłe.
Cry uśmiechnął się lekko, po czym wziął swoją piżamę i poszedł przebrać się do łazienki. Ubrania były idealnie dopasowane, jakby szyte na miarę. Gdy wrócił do pokoju, Pewds był już przebrany i leżał na łóżku, nieco przysypiając. Cry zastanawiał się, czy go nie obudzić, ale po krótkim przemyśleniu sprawy zrezygnował z tego. Podszedł do jego łóżka, dokładnie przykrył go pościelą i delikatnie zmierzwił mu włosy. Patrzył na niego jeszcze przez chwilę, po czym westchnął.
- Chciałem z tobą jeszcze pogadać… No cóż, przełożę rozmowę na jutro.
Zgasił światło i powoli przeszedł przez ciemny pokój. Gdy dotarł wreszcie do swojego łóżka, ułożył się wygodnie, uśmiechnął się i wyszeptał:
- Dobranoc.

-----------------------------------------------------------------------------------------

Druga część. Nie wiem, na ile jest dobra, ale wyszło jak wyszło i nie za bardzo wiem, co mogłabym zmienić. Wszelkie porady mile widziane :)

1. "Don't worry about it, Cry" - Pewds mówi tak w każdej grze, w jaką gra wspólnie z Cry'em xD

Więcej przypisów nie ma. Chyba, że czegoś nie zauważyłam xD
Muzyka (utwór mi chodził kilka dni po głowie, to słuchałam w kółko): http://www.youtube.com/watch?v=o-eJw8nziCU
A tutaj rzeczy, na których bazowałam: 
1. Mapa rozgrywki
2. Kartki

I oczywiście gameplay'e Pewds'a i Cry'a XD
Nie wiem, kiedy następny rozdział, jest w trakcie pisania. Jak zawsze: Komentarze mile widziane. Jeżeli możecie komuś przesłać to opowiadanie, to przesyłajcie (bardzo nie lubię rozsyłać spamu). Dziękuję także za pozytywne opinie (w większości znajomych, ale od razu mi milej :D)

Do następnego rozdziału!
Brofist~~! Maru

7 komentarzy:

  1. Aw, wyszło genialnie. ;3; Czekam na kolejne rozdziały. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym zobaczyć anime na podstawie Twojego opowiadania :D To napewno by się spodobało :3 Miałaś cudowny pomysł. Ta historia bardzo mnie wciągnęła.
    Pozdrawiam :3
    Madzia

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem dlaczego, ale kocham jak Cry zostaje ranny... *dat sadyzm*
    Pewnie przez to, że wtedy Pewdie może się nim opiekować... Bycie dziwną to mną być.
    Podoba mi się to, że stawiasz na fakty i ich szukasz (np. z mapką Slendera). Pokazujesz w ten sposób, że mocno dbasz o swoje historie.
    No cóż, do boju PewdieCry! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem sadystką, ale to chyba dość oczywiste w tym przypadku xD
      Byłam kiedyś na panelu o pisaniu fanfików i chyba mocno mi zostały w umyśle zasłyszane tam porady, by dokładnie przestudiować postaci i świat akcji. Poza tym moim największym koszmarem byłoby chyba usłyszenie, że się nie staram xD To cholernie męczące, bo mogłabym po prostu lecieć bylejak, bazując na głównym pomyśle, a tak muszę spędzać godziny na szukaniu informacji - ale jeśli to dodaje moim historyjkom wiarygodności, to łykam kubek kawy i jadę z tym researchem! :D

      Usuń